Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#1 » 23 lis 2016, o 21:30

Część poprzednia

Rozdział III
- O, już jesteś! Proszę, wejdź. – Doktor Bukowski próbował ukryć autentyczne zdziwienie za profesjonalnym uśmiechem – z miernym skutkiem. Jego pacjenci z oddziałów zamkniętych na ogół nie wykazywali się punktualnością – prawie każdy miał nagłe i niespodziewane problemy z pamięcią albo zdrowiem, kiedy nadchodził dzień umówionego spotkania. Tego nie mógł wiedzieć, ale Ala w przeszłości również desperacko szukała każdego możliwego sposobu na uniknięcie psychoterapii, zaczynając od udawanych bólów brzucha (przestało działać, gdy pielęgniarki obliczyły, że musiałaby mieć okres co dwa tygodnie), poprzez siedzenie godzinę w toalecie, a na prowokowaniu bójek kończąc. Jednak pojawienie się młodego lekarza szybko i skutecznie zachęciło dziewczynę do uczęszczania na sesje terapeutyczne. Co tu dużo mówić, perspektywa popatrzenia sobie na przystojnego faceta robiła swoje. Może i doktorek był żylasty, ale tyłek miał całkiem niezły i na szczęście dla niej nie nosił dłuższych fartuchów. Mimowolnie uśmiechnęła się na tę myśl, co nie uszło uwadze Bukowskiego.
- O, chyba masz lepszy humor? – zapytał, kiedy usiedli naprzeciwko siebie na wysłużonych fotelach.
- Niezupełnie. – Nie miała zamiaru tłumaczyć, co polepszyło jej nastrój, choć nie wątpiła, że wynikłaby z tego zabawna sytuacja.
- Zresztą, chyba tylko nienormalni ludzie mają lepszy humor podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym – Zauważyła, uśmiechając się wymownie. – I tylko tacy lądują na oddziale zamkniętym – dopowiedziała sobie po krótkiej chwili udawanego zastanowienia.
- No cóż, jako terapeucie nie wypada mi ani się zgodzić ani zaprzeczyć. – Młody lekarz próbował być na profesjonalny, ale nie do końca udało mu się zamaskować rozbawienie.
- Jak tam minął ci weekend? Co robiłaś? – Przeszedł do standardowych pytań „kontrolnych”. Ala znała to już na pamięć. Wszyscy psychoterapeuci mieli ten sam schemat poniedziałkowej „odpytki”, która wedle podręczników służyła kontroli postępów leczenia i nawiązaniu więzi z pacjentem, lecz według jej skromnej oceny żółtodzioba te denne pytania mogły co najwyżej nudzić i irytować.
- Nad wyraz emocjonująco. Głównie czytałam książki i grałam w karty z panem Zbyszkiem.
- Jakieś wahania nastrojów? – wypytywał dalej, niezrażony ironią w głosie pacjentki. Kiedy pokręciła przecząco głową, dodał: - Słyszałem o bójce w stołówce.
- Niech pan doktor tak na mnie nie patrzy! Ja się tylko broniłam. – Swoje słowa poparła miną niewiniątka, jednak figlarny błysk w zielonych oczach zdradzał, że niczego nie żałowała.
- Powiesz, co się stało? – poprosił, bardziej z czystej ciekawości niż lekarskiego obowiązku. – I możesz mi mówić na ty. Może wtedy nie będę czuł się tak staro – wtrącił mimochodem, mrugając do Ali porozumiewawczo.
- Jolka chciała, żebym oddała jej swoje jedzenie. Odmówiłam, więc wzięła mnie za fraki. To jej przyłożyłam tacą w rewanżu. – Wyszczerzyła zęby w uśmiechu pełnym satysfakcji. – Potem już poszło jak domino. Wszyscy zaczęli się naparzać. Co było dalej nie wiem, bo Jola mnie znokautowała.
No to ładna akcja – stwierdził z rozbawieniem młody doktor. Wybierając psychiatrię jako specjalizację był świadomy, że praca na oddziale zamkniętym różni się diametralnie od tej w zwykłym szpitalu. Jednak takich atrakcji się nie spodziewał.
- Dobrze… Miałaś jakieś objawy przez ostatni tydzień? –Wrócił do swojej listy pytań, odhaczając kolejne punkty.
- Nie. Nic się nie działo.
- Jakieś omamy słuchowe, wzrokowe? Niepokój? – dopytywał, jednocześnie notując wszystko w skoroszycie.
- Nie. Nic nie zauważyłam.
- Myśli samobójcze?
- Nie.
- A kiedykolwiek miałaś? – Musiał zapytać, chociaż nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie znalazł odpowiedniej adnotacji w karcie dziewczyny. Zasada była taka, że każdy lekarz powinien zadać to pytanie i odnotować otrzymaną odpowiedź. W przeciwnym razie, jeśli coś stałoby się pacjentowi (mówiąc wprost – jeśli pacjent coś by sobie zrobił), to terapeutę mogłyby spotkać przykre konsekwencje prawne z tytułu niedopełnienia obowiązków.
Ala wahała się przez dłuższą chwilę z odpowiedzią, co już samo w sobie sugerowało, jaka była prawda. Jednak cierpliwie czekał, czy postanowi mu o tym opowiedzieć.
- Tak. To było pół roku temu…
Wychyliła się poza brzeg dachu. Z wysokości dziesiątego piętra wszystko w dole wydawało się nierealnie małe. Malutkie jak zabawki samochody wolno brnęły przez ulicę w równych kolumnach, przywodząc na myśl zapracowane mrówki. W oddali, ponad betonowymi bryłami bloków majaczyła gdańska stocznia. Zielone sylwetki dźwigów wyglądały jak ogromne metalowe potwory, które zamarły w bezruchu, obserwując miasto. W stronę portu gnały czarne chmury, popędzane przez lodowaty wiatr.
Widok hipnotyzował. Ala z trudem oderwała wzrok od granatowego nieba i ponownie spojrzała w dół. Jeden skok i definitywnie zakończy całe to gówno szumnie zwane życiem. No więc na co jeszcze czekasz? – zapytała samą siebie, robiąc kolejny krok w stronę skraju betonowego urwiska. Wyrzut adrenaliny do żył wzburzył krew, która zaszumiała dziewczynie w uszach, zagłuszając dzikie wycie wiatru.
Trzy lata temu nie pomyślałaby, że zawędruje akurat tutaj. Wtedy uparcie dążyła do celu, choćby się waliło i paliło. Jednak z czasem wydoroślała – jak zwykła ładnie określać, że życie kilka razy kopnęło ją w dupę. Mimo że od początku była na straconej pozycji, to nie oddała wygranej walkowerem. Jednak jest taki moment, kiedy trzeba odpuścić. Światu, sobie. To był ten moment. Była zmęczona. Nierówna walka z chorobą wyniszczała psychicznie i fizycznie. Nie miała już siły tego ciągnąć. Nie chciała. Zrobiła kolejny krok, zbliżając się do krawędzi dachu.
Czy po drugiej stronie coś jest? Nigdy jakoś specjalnie nie zastanawiała się nad kwestią życia po śmierci. No trudno, teraz już za późno na egzystencjalne przemyślenia. Jeśli nie skoczy, to się nie przekona.
No to hop! – Pomyślała, robiąc ostatni krok do brzegu dachu. Serce boleśnie obijało jej się o żebra. Szum krwi w uszach zagłuszył wyjący wiatr, który hulał między budynkami. Istniało ryzyko, że gwałtowny powiew popchnie dziewczynę do przodu. Po cichu na to liczyła. Wtedy sama nie musiałaby podejmować ostatecznej decyzji. Czy będzie bolało? – Zastanawiała się, uginając kolana do skoku.
- Nie rób tego. – Cichy szept rozbrzmiał tuż przy jej uchu. Zamarła w miejscu. Znała ten głos.
- Nie popełniaj mojego błędu, kochanie. Warto dać życiu drugą szansę. Będziesz musiała trochę poczekać, ale z czasem przekonasz się, że warto.
- Mamo? – Spojrzała przez ramię. Dach był pusty. Jednak nie była sama. Poczuła delikatny dotyk dłoni na ramieniu. Stała nieruchomo w obawie, że najmniejsze drgnięcie może wszystko zniszczyć. Chciała, żeby ta chwila trwała wiecznie. Jednak kilka sekund później obecność odeszła tak samo nagle, jak się pojawiła. Została tylko tęsknota jeszcze silniejsza niż wcześniej.

Skończyła mówić. W pokoju zaległa cisza i zrobiło się niezręcznie. Ala patrzyła w las za oknem. Spojrzenie miała nie tyle obojętne, co puste. Było w tym coś niepokojącego. Bukowski nie wytrzymał napięcia i odezwał się pierwszy:
- Od tego czasu nie miałaś myśli samobójczych?
- Nie.
- Wracając do bieżących spraw – zauważyłem, że nie wykorzystałaś swojej przepustki w ten weekend.
- Nie miałam takiej potrzeby. – Wzruszyła ramionami z udawaną obojętnością. Zawsze tak robiła, kiedy próbowała zbyć rozmówcę i szybko zmienić temat. Jednak Łukasz nie dał się nabrać.
- Nie chciałaś odwiedzić rodziny? O ile dobrze pamiętam, jesteś z Gdańska, prawda?
- Nie utrzymuję kontaktu z ojcem – odparła tonem, który jasno sugerował, że nie chce o tym rozmawiać. Doktor nie naciskał. Mimo małego doświadczenia zawodowego wiedział, że lepiej poczekać, aż pacjent sam zechce poruszyć daną kwestię. Jeszcze przyjdzie na to czas, pomyślał.
- A mama?
- Nie żyje. – Uciekła wzrokiem do widoku za oknem. - Nie szkodzi. To było dawno temu. – Ubiegła go, zanim zdążył wydusić z siebie jedną z tych sztucznych formułek mówiących, jak bardzo mu nie przykro.
- Mogę spytać, co się stało? –Nie wiedział, czy powinien, ale nie pamiętał, żeby w wywiadzie lekarskim znalazł jakąś wzmiankę o matce Alicji. Widać jego poprzedniczka nie była zbyt dokładna, jeśli chodzi o prowadzenie dokumentacji medycznej.
- Zabiła się. Połknęła całe opakowanie tabletek nasennych. Zrobiła to podczas przepustki ze szpitala. Zdiagnozowano u niej schizofrenię, gdy miałam dwanaście lat – opowiadała obojętnym, wręcz znudzonym głosem. Wiedział jednak, że to tylko kolejna maska, tak samo jak ironiczny humor, którym zawsze się zasłaniała. Demony przeszłości i ból chowała za wewnętrznym murem, głęboko na dnie świadomości. Nie musiał czytać medycznych podręczników, żeby to wiedzieć. Sam też zbudował taką ścianę, za którą ukrył złe wspomnienia.
Przez dłuższą chwilę oboje milczeli. Łukasz nie wiedział, co odpowiedzieć mimo sześciu lat studiów i kilku kolejnych praktyki zawodowej. Po krótkim zastanowieniu stwierdził, że cokolwiek by powiedział, zabrzmiałoby sztucznie i bez znaczenia. Dlatego po prostu zmienił temat:
- Okej, chciałem jeszcze podsumować nasze poprzednie spotkanie. Rozmawialiśmy o początku twojej choroby. – Przewertował swoje notatki. – I ustaliliśmy, że jej głównym objawem są omamy wzrokowe i czasem słuchowe.
Ala kiwnęła głową.
- Mówiłaś, że widzisz ludzi.
- Dokładniej, to duchy.
- Skąd wiesz, że ci ludzie, to duchy?
- Wyróżniają się z tłumu. Bladzi, zdezorientowani, widać, że czegoś się boją. Czasem mają rany, które ich zabiły… Wyglądają… No, jak trupy – opisywała, przywołując w myślach obrazy z przeszłości. Teraz, z perspektywy czasu wydawali się nierealni, chociaż w tamtej chwili mogłaby przysiąc, że byli prawdziwi.. Zimny dreszcz zbiegł w dół pleców sprawiając, że się wzdrygnęła. – No i nie chcą się ode mnie odczepić – dodała ze słabym uśmiechem.
- A czego od ciebie chcą?
- Żeby im pomóc. Twierdzą, że tylko ja mogę to zrobić, bo tylko ja ich widzę.
- Mhm – mruknął Bukowski, skrzętnie zapisując wszystko w notatniku. Ala obserwowała go w milczeniu. – Wierzysz w istnienie duchów? – zapytał, gdy skończył notować.
- Nie.
- A jesteś wierząca?
- Nie. Jestem ateistką. Czy to nie ironia losu, że dręczą mnie wymyślone przez mój chory mózg zjawy? – zapytała z przekornym uśmiechem.
- Czasami ludzie podświadomie wierzą w coś, chociaż wydaje im się, że jest na odwrót – odpowiedział, choć myślami był już gdzie indziej. Mocno pochylony, analizował sporządzone notatki, co chwilę ukradkowo spoglądając na dziewczynę sponad zapisanych kartek. Wyglądał trochę jak uczniak, który rozwiązując zadanie napotkał ścianę. Kombinował i kombinował, ale nie mógł znaleźć drogi obejścia przeszkody. Im dłużej myślał, tym bardziej się irytował, co widać było po nerwowym sposobie, w jaki bawił się długopisem, jednocześnie palcami drugiej ręki wystukując nieregularną melodię na podłokietniku fotela.
- Nie jest pan… Tfu! Nie jesteś pierwszym lekarzem, który ma ze mną problem.
Podniósł wzrok, posyłając Ali pytające spojrzenie.
- Trudno mnie sklasyfikować. Omamy wzrokowe sugerują ciężką postać schizofrenii. Z drugiej strony mam kontakt z rzeczywistością, zachowuję się racjonalnie. Potrafię odróżnić rzeczywistość od halucynacji. Mam świadomość tego, że jestem chora, a pacjentów z chorobą psychiczną cechuje brak krytycyzmu wobec własnej choroby – wyliczała na palcach jakby czytała w myślach lekarza. – Brak typowego dla schizofrenii załamania linii życia. Nie izoluję się od społeczeństwa. Jestem wolontariuszką w schronisku dla zwierząt. Po ostatnim wyjściu ze szpitala nawet zaczęłam studia. Niestety musiałam je przerwać, bo objawy wróciły. – Usta dziewczyny wygięły się w smutnym uśmiechu. – Mój ojciec jest psychiatrą – dodała w odpowiedzi na pytające spojrzenie skołowanego lekarza.
- To wiele wyjaśnia – Był pełen uznania dla jej wiedzy. – Nie mogę się nie zgodzić z tym, co powiedziałaś. Twoja choroba to dosyć nietypowy przypadek. Jednak uważam, że jakoś sobie poradzimy.
- Oby. Chciałabym dalej studiować.
Rozmowę przerwało im pukanie do drzwi.
- Och, zagadaliśmy się trochę. – Doktor podniósł rękę, żeby sprawdzić godzinę na zegarku. – Niestety muszę cię przeprosić. Na zewnątrz pewnie czeka już następny pacjent.
- Jasne. Do widzenia. – Oboje skierowali się w stronę drzwi.
- Dziękuję ci za spotkanie. Widzimy się w czwartek o dwunastej – przypomniał jej na odchodne. Ledwo wyszła z gabinetu, a już zaczął niecierpliwie czekać na kolejne spotkanie, chociaż sam nie chciał się do tego przed sobą przyznać.
***
Głośny budzik zakończył płytki i stanowczo za krótki sen. Szybko wyciągnęła rękę spod kołdry, żeby uciszyć Bona Scotta wrzeszczącego, że jest na autostradzie do piekła. Chociaż trzeba przyznać – refren kultowego kawałka idealnie pasował do porannego wstawania do szkoły, szczególnie o szóstej rano w poniedziałek, gdy pierwszą lekcją była szczerze znienawidzona matematyka. Senność kusiła, żeby poleżeć jeszcze pięć minutek, ale wiedziała, że wtedy przyśnie i z pięciu minutek zrobi się godzina. Po nierównej walce z samą sobą wyczołgała się spod pościeli i nie otwierając oczu, ruszyła korytarzem w stronę toalety. Dopiero pod łazienką do otępionego jeszcze snem umysłu dotarł szum wody z prysznica, a ledwo uchylone oczy zarejestrowały smugę światła sączącą się z szczeliny pod drzwiami.
- Halo, mamo? Ile ci jeszcze zejdzie? – zapytała, ziewając przeciągle. Odpowiedzi się nie doczekała. Pewnie głos Ali zagłuszało szumienie odkręconego kranu. Nie mając za bardzo nic innego roboty, poszła do kuchni. Po ogarnięciu twarzy i włosów, żeby nie straszyć przechodniów na ulicy, drugim najważniejszym punktem porannego rytuału była oczywiście kawa. Opróżnienie dużego kubka gorącego espresso zajęło dziewczynie zaledwie kilka minut. Odłożyła naczynie do zlewu i wróciła pod drzwi toalety. Minął co najmniej kwadrans, więc Agata już dawno powinna skończyć poranny prysznic.
- Mamo? Maaamo! Za dwadzieścia minut muszę wyjść na autobus, streszczaj się!
Z zewnątrz nie było słychać nic prócz jednostajnego szumu odkręconej wody.
- Mamo? – Ala nacisnęła klamkę. Drzwi nie były zamknięte. Weszła do środka. Pociemniało jej pod oczami, a podłoga zaczęła się kręcić. Chciała zawołać pomoc, ale głos utknął w gardle, wokół którego mocno zacisnęły się zimne palce strachu.
Agata siedziała na podłodze, oparta plecami o ścianę. Oczy miała zamknięte, a głowę lekko pochyloną w przód, jakby przysnęła. Na kolanach kobiety leżało puste pudełko po lekach.
- Mamo? Mamo? – Chciała krzyczeć, ale z ust wydobył się tylko zachrypnięty szept, bo powietrze nie mogło przejść przez zaciśnięte gardło. Nogi się pod nią ugięły. Z trudem utrzymała równowagę.
- Ala, co się dzieje? – Adam stanął w progu łazienki.
- O Boże! Agata! – Podbiegł do nieprzytomnej żony. Cały się trząsł, ale pomimo silnych emocji nie stracił zimnej krwi. W pierwszym odruchu przyłożył dłoń z boku szyi, żeby sprawdzić puls, jednocześnie pochylając się i nasłuchując oddechu.
- Nie oddycha! Dzwoń po karetkę!
Głos ojca docierał do Alcji przytłumiony, jakby dochodził zza grubej ściany. Świat zawirował, zanim obraz całkiem przesłoniły czarne plamy, a podłoga gwałtownie uciekła spod nóg. Ostatnią rzeczą, którą zapamiętała nim zupełnie pochłonęła ją ciemność, był Adam układający żonę na plecach, żeby rozpocząć resuscytację.
- Halo, słyszy mnie pani?
Cicho jęknęła, odruchowo podnosząc rękę do pulsującej skroni. Półprzytomnym wzrokiem spojrzała na ratownika. Obok nich przejechały nosze, klekocząc starymi kółkami. Poderwała się, próbując wstać, ale szybka pionizacja dodała do migreny zawroty głowy i mdłości. Osunęłaby się z powrotem na ziemię, gdyby nie silne ramię sanitariusza.
- Co z moją mamą? – wychrypiała. Gardło nadal miała ściśnięte.
- Niestety…
Nie musiał kończyć. Odepchnęła rękę mężczyzny i trzymając się ściany, dotarła do kuchni. Ojciec siedział na taborecie. Twarz miał szarą, a spojrzenie puste. Bezwiednie patrzył, jak ratownik wypełnia akt zgonu. W sztucznym świetle jarzeniówki łzy błyszczały na jego policzkach…
- Och, jakie to dramatyczne! Ile razy już śniłaś ten sen? Chyba znasz go na pamięć, co? – Karim wyminął Alę i usiadł na kuchennym blacie, wymachując nogami jak dziecko.
Alicja nic nie odpowiedziała. Totalnie zdębiała na widok chłopaka.
- Twoja matka była bystrą, ale niestety kruchą kobietą. Do tego nie potrafiła słuchać. Ty wyglądasz na rozsądniejszą. Taką mam nadzieję, bo martwa nikomu się nie przydasz – skwitował z cynicznym uśmieszkiem.
- Co ty tu, kurwa, robisz? – warknęła przez zaciśnięte zęby. Na widok Karima przygnębienie i ból minęły jak ręką odjął. Zamiast tego poczuła przemożną chęć, żeby zetrzeć mu z twarzy ten cwaniacki uśmiech. Najlepiej przy pomocy pięści. Jednak chłopak zupełnie nie przejmował się skierowaną na siebie złością. Ba, figlarny błysk w czarnych oczach zdradzał, że świetnie się bawił, grając jej na nerwach.
- Wiesz, nigdy nie rozumiałem samobójców. Niektórzy widzą w śmierci drogę ucieczki, a to jak samemu wpakować się do klatki. Wbrew religijnym bzdurom, po drugiej stronie nie czeka cię nic dobrego. Wręcz przeciwnie – odparł z pokątnym uśmiechem.
- Możesz mi wyjaśnić, co tu robisz? – Nie dała się zbić z pantałyku.
- Hmm, masz rację. Czas najwyższy. Przyszedłem cię obudzić.
Uniosła pytająco brwi.
- Tak się składa, że twoja przyjaciółka właśnie popełnia samobójstwo. Pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć – wyjaśnił z miną łaskawcy. – Nie musisz mi dziękować. Do zobaczenia niedługo. – Uśmiechnął się, pstrykając palcami. Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, obraz zlał się w jedną wielką plamę.

Drgnęła, gwałtownie wyrwana ze snu. Jeszcze przez dłuższą chwilę leżała, próbując zrozumieć, co się stało i gdzie jest. Jak przez mgłę pamiętała urywki koszmaru. Nie mogła sobie przypomnieć, co mówił Karim, oprócz tego, że dotyczyło to Gosi. Gosia – pomyślała, podnosząc się na łokciu, żeby spojrzeć na łóżko przyjaciółki. Było puste.
- O, kurwa – mruknęła pod nosem.
Wypadła na pusty korytarz. Kurwa, kurwa, kurwa! Gdzie ona mogła pójść?! – zastanawiała się gorączkowo. Łazienka. Rzuciła się biegiem do toalety. Miała cholernie złe przeczucie.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4144

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#2 » 28 lis 2016, o 22:00

Co do spraw technicznych, mam pewną sugestię odnośnie zapisu dialogów.
- Nie żyje.
- Nie szkodzi. To było dawno temu. – Ubiegła go, zanim zdążył wydusić z siebie jedną z tych sztucznych formułek mówiących, jak bardzo mu nie przykro.


- (...) Niestety musiałam je przerwać, bo objawy wróciły – zakończyła, rozkładając ręce w geście rezygnacji.
- Mój tata jest psychiatrą – wyjaśniła w odpowiedzi na skołowane spojrzenie młodego lekarza.

Zauważyłam, że czasem przenosisz kontynuację dialogu tej samej postaci do nowego akapitu. Mogłabyś je śmiało kontynuować w tym samym akapicie.

A co do treści, niezły rozwój akcji. Rozwijasz ją powoli, ale z zamysłem, i bardzo mi to odpowiada. Snujesz taki nieco senny rytm i klimat, który jakby dostosowany jest do życia Ali w zakładzie - niby powolnej codzienności, którą zakłócają jej wizje/omamy. Sceny z duchami dobrze z tym kontrastują. Podoba mi się płynne wprowadzanie retrospektyw do narracji, robisz to bardzo zgrabnie i naturalnie.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#3 » 28 lis 2016, o 22:37

Dzięki, Cam. Miło, że Ci się podoba i mimo, że akcja nie idzie szybko do przodu, to nie jest też nudno. :)
Uwagi zanotuję, ale pozwolę sobie zostawić poprawki na czas, kiedy będzie więcej luzu (byle do świąt!). :)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Grafoman
Pędzipióro
Posty: 874

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#4 » 29 lis 2016, o 18:31

Rozdział jak zawsze udany, uroczy.
Wyczuwam niebezpieczeństwo. I Czy słusznie podejrzawam, że coś będzie z Bukowskim i Alą? ;)
Trzymam kciuki za dalszy rozwój akcji!
I weny życzę!
Pozdrawiam,
Gr
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#5 » 29 lis 2016, o 18:36

Nie odpowiem na Twoje pytanie. :D Sam się przekonasz.
Dzięki za kom. ;)
I nawzajem!
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 557

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#6 » 16 sty 2017, o 16:27

W końcu nadrabiam czytanie :)

Malutkie jak zabawki samochody w równych kolumnach wolno brnęły przez ulice, przywodząc na myśl zapracowane mrówki. W oddali, ponad betonowymi bryłami bloków majaczyła gdańska stocznia. Zielone sylwetki dźwigów przywodziły na myśl ogromne metalowe potwory

Powtórzenia.
Mimo, że od początku była na straconej pozycji

Bez przecinka.

Zgadzam się z Cam co do dialogów. Taki zapis jest mylący, jak na przykład tutaj:
- A mama?
- Nie żyje.
- Nie szkodzi. To było dawno temu. – Ubiegła go, zanim zdążył wydusić z siebie jedną z tych sztucznych formułek mówiących, jak bardzo mu nie przykro.

Wydaje się, że ten ostatni fragment należy do doktora, a nie do Ali.

pia
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 22

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#7 » 10 lut 2017, o 11:42

Chyba poprzednia część była jakaś ciężka, bo ta podoba mi się znacznie bardziej.

Mam tylko uwagę do tego snu: albo zaznacz to jakoś wyraźniej, że to jest sen, albo wywal poranną kawę, bo ja się przez następne kilka zdań zastanawiałam, dlaczego dwunastolatka pije espresso i ma to w zwyczaju od jakiegoś czasu. Taka niepotrzebna konfuzja.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#8 » 10 lut 2017, o 13:05

Oki, ogarnę to potem.:) Dzięki za opinię:D
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Beh
Użytkownik zbanowany
Posty: 35
Wiek: 19

Alicja w Krainie Czarów - rozdział III

Post#9 » 17 lip 2017, o 01:20

W ramach zabijania bezsenności czytam sobie Twój utwór. Tym razem mam uwagę.
Karen pisze:- No cóż, jako terapeucie nie wypada mi ani się zgodzić ani zaprzeczyć. – Młody lekarz próbował być na profesjonalny, ale nie do końca udało mu się zamaskować rozbawienie.
- Czy nie jest tu o jedno "na" za dużo? :)
Czytało się przyjemnie. Tekst jest naprawdę wciągający. Myślałaś kiedyś o jego wydaniu?
„Nie wiadomo dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu."
M. Bułhakow

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość