Ich troje

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Ich troje

Post#1 » 8 lut 2017, o 20:40

Paweł mieszkał na końcu wsi, w domu nad jeziorem. Dom i niewielkie gospodarstwo odziedziczył po rodzicach. Uprawiał warzywa i porzeczki, i szło mu to nieźle. Choć młody i niczego sobie, był kawalerem, bo żadna z dotychczas poznanych pań nie chciała „marnować sobie życia”, pracując na roli na takim zadupiu. To zraziło go do kobiet i coraz rzadziej się za nimi oglądał. Pracował więc sam i to zajmowało mu całe dnie. W nielicznych wolnych chwilach wędkował w jeziorze lub chodził do wąwozu pod lasem, nazywanego w tamtejszej gwarze „wyjomką”. Jedną jej ścianę porastały jeżyny, a druga była utkana wielkimi kamieniami wystającymi z piasku. Nad jednym z kamieni rosła stara sosna. Paweł lubił siadywać pod nią i odpoczywać, nie myśląc o niczym.
Praca, wędkowanie i spacery do wąwozu wypełniały mu życie aż do dnia, w którym pojawiła się Marta. Można powiedzieć, że przygnała ją burza, która zalała drogę deszczem i zarzuciła gałęziami z przydrożnych drzew. Marta bała się jechać w taką pogodę, więc skręciła pod pierwszy napotkany dom, żeby przeczekać nawałnicę. Był to dom Pawła. Zbliżała się noc, a burza nie cichła, więc gospodarz zaproponował Marcie nocleg. Zgodziła się i została... na zawsze. Była dużo starsza od Pawła i miała już za sobą nieudane małżeństwo. Mimo że nieładna, wysoka i koścista jak mężczyzna, to kobiecego ciepła miała w sobie za trzy. Tym ciepłem od razu wypełniła łóżko i cały Pawłowy dom, który pod jej ręką stał się kolorowy i przytulny. Nie zmieniła mebli ani nie przemalowała ścian, ale nad kuchennym stołem zawisły papierowe ptaki, a na ścianach kompozycje z ususzonych traw i kwiatów. W kuchni zapachniało ziołami, których gospodyni szczodrze dodawała do potraw i napojów. Prędko przyuczyła się też do pracy w polu i pomagała Pawłowi, ile tylko mogła. W wolnych chwilach chodzili razem do wyjomki lub, siedząc przed domem, oglądali zachody słońca.
Marta łatwo nawiązywała kontakty z ludźmi i po krótkim czasie znała już wszystkich mieszkańców wsi. Niektórzy z nich podśmiewali się trochę z jej wzrostu, dewotki sarkały na to, że żyje z Pawłem bez ślubu, ale wszyscy polubili ją i przyjęli jak swoją. Kobiety czasem prosiły ją o zaopiekowanie się dziećmi i nieraz kilkoro z nich bawiło się w jej kuchni. Marta kupowała dzieciom kredki i papier, i uczyła je rysować. Z czasem wysprzątała starą szopę i urządziła w niej wystawę dziecięcych rysunków. Mali artyści opowiedzieli o niej matkom i do „galerii” zaczęły, niby to przypadkiem, zaglądać kobiety ze wsi. Marta częstowała je herbatą, pokazywała rysunki ich pociech i chwaliła każdy z nich.
Którejś wiosny Marta zaczęła tracić apetyt. Lekarze podejrzewali różne choroby, badali ją na wszystkie strony, aż w końcu zdiagnozowali… raka płuc. Marta gasła. Paweł po całych dniach siedział przy jej łóżku i gasł razem z nią. Wtedy przyjechała Wanda, przyjaciółka Marty z dawnych lat, która jakimś cudem dowiedziała się o jej chorobie i została na dłużej. Pomagała Pawłowi pielęgnować chorą i trochę ogarnęła zaniedbany dom. W pełni lata Marta zmarła. Paweł kazał skremować jej ciało, a urnę z prochami postawił w pokoju. Najchętniej zostawiłby ją tam na zawsze, ale pod wpływem milczącego oczekiwania sąsiadów i namów Wandy zgodził się na pogrzeb. Uczestniczyła w nim cała wieś i po katolicku pochowano... pustą urnę, bo Paweł po cichu rozsypał prochy Marty w wyjomce. Potem na kamieniu pod sosną wyrył jej imię i co kilka dni zanosił tam kwiaty. Wanda przez cały ten czas była przy Pawle, wiedziała o „pogrzebie” w wąwozie i razem z nim tam chodziła. Po jakimś miesiącu wyjechała, ale niebawem wróciła. Wyjeżdżała i wracała jeszcze kilka razy, aż gdzieś po roku została na dobre. Wanda była wdową, a jej dwie córki miały już swoje rodziny. Była drobna i – choć wiek mocno odcisnął się na jej twarzy – nadal ładna. Była jeszcze starsza od Marty i wyglądała bardziej na Pawłową matkę niż kochankę. Nie chciała też być tylko kochanką i wkrótce ich związek został zalegalizowany ślubem w miejscowym kościele. Na ślub przyszło wielu mieszkańców wsi, bo chcieli zobaczyć tę nietypową młodą parę. Nie obyło się też bez, po cichu szeptanych, złośliwych komentarzy.
Dotychczasowe, wiejskie wyposażenie Pawłowego domu nie podobało się nowej gospodyni i postanowiła je przerobić na miejską modłę. Na pierwszy ogień poszła łazienka. Kazała w niej wszystko wymienić, a ściany wykafelkować na czarno. Drugą inwestycją był wielki telewizor, przed którym Wanda spędzała długie godziny, oglądając seriale. Dlatego ledwie znajdowała czas na ugotowanie czegokolwiek i jakie takie posprzątanie w domu. Na pomaganie Pawłowi w pracach polowych nie miała już czasu, a zresztą i tak – jak twierdziła – była na to za słaba. Paweł znowu, jak za kawalerskich czasów, pracował sam, sam wędkował i sam spacerował do wyjomki. Siadywał tam pod ulubiona sosną i wspominał Martę. Nieraz po takim spacerze mówił do żony „Marto”, co ona zbywała pobłażliwym uśmiechem.
Z czasem Wanda zaczęła coraz częściej wyjeżdżać do miasta, a to żeby zaopiekować się przeziębionym dzieckiem starszej córki, a to żeby pomóc w przeprowadzce młodszej, lub posprzątać w swoim mieszkaniu. Początkowo były to wyjazdy kilkudniowe, ale później zaczęły przeciągać się nawet do miesiąca. Paweł nie protestował. Cierpliwie odwoził żonę na dworzec i przywoził z powrotem. Powoli zaczął przywykać do jej nieobecności i nawet zaczynała mu ona być na rękę. Wtedy bowiem wszystko znów było jak dawniej, a tylko napis na kamieniu pod sosną i czarne kafelki w łazience przypominały mu o czasie, który przeminął.
Po którymś z wyjazdów Wanda powiedziała Pawłowi, że to pole, porzeczki i ta cała wieś odbierają jej chęć do życia i że chce wrócić do miasta. Najlepiej byłoby wszystko sprzedać i przeprowadzić się do jej mieszkania. Na początek mogliby żyć z oszczędności, a później on na pewno znajdzie jakąś pracę. Paweł przestraszył się. On, rolnik od dziecka zżyty z polami i lasami, miałby teraz zamieszkać w bloku, w mieszkanku na ósmym piętrze z widokiem na sąsiedni blok. A praca? Kto w mieście przyjmie do pracy rolnika? Zdecydowanie odmówił. Niech żona jeździ do miasta, kiedy chce, niech siedzi tam jak długo chce, ale on zostanie tu. Zostanie przy polu, przy porzeczkach i przy… prochach Marty. Odmowa zaskoczyła Wandę tak bardzo, że straciła panowanie nad sobą. Zaczęła płakać i jednocześnie wrzeszczeć na męża. Wypominała mu wszystko, co dla niego zrobiła, jak się dla niego poświęcała i ile czasu dla niego zmarnowała. Paweł nie reagował. Patrzył na krzyczącą żonę i nie wierzył, że to dzieje się naprawdę. Potem Wanda uspokoiła się nieco, spakowała walizki i kazała mu odwieźć się na dworzec. Zrobił to bez słowa, pomógł jej nawet wsiąść do wagonu i poczekał, aż pociąg ruszył. Po powrocie do domu poszedł do wyjomki i przesiedział tam do nocy.
Przedłużająca się nieobecność Wandy zaczęła wzbudzać zainteresowanie mieszkańców wsi, a kobiet w szczególności. Co bardziej wścibskie sąsiadki zaczęły zaglądać do Pawła. Przynosiły mu domowe wypieki, niektóre uśmiechały się zalotnie, a wszystko po to, by poznać powód tak długiej nieobecności jego żony. Paweł zbywał je byle czym, a z czasem zaczął ich unikać. Wieś jednak wiedziała swoje – rozeszli się.
Po około pół roku Wanda wróciła. Jak gdyby nigdy nic stanęła w progu domu, a Paweł, jak gdyby nigdy nic ją przyjął. Przez te kilka miesięcy postarzała się i teraz wyglądała jak jego babcia. Zachowywała się też inaczej. Rzadko oglądała telewizję, zajmowała się domem, a z czasem okazało się, że nieźle gotuje.
Życie w domu na skraju wsi zaczęło biec nowym torem i tylko żadne dziecko z sąsiedztwa nie zaglądało już do niego, żeby porysować przy kuchennym stole.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 868

Ich troje

Post#2 » 9 lut 2017, o 20:49

Dobrze napisane i zakomponowane, brzmi prawdziwie, naturalnie i bezpretensjonalnie. Jak to się w życiu różnie układa....
Tylko tytuł, choć odpowiedni, niepotrzebnie kojarzy się z pewnym zespołem muzycznym. Zmieniłbym. Może "Było ich (tylko) troje"?

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Ich troje

Post#3 » 10 lut 2017, o 11:37

Dziękuję za przeczytanie i komentarz.
O tym tytule też myślałem, ale w końcu zostawiłem tak jak jest.

Zoliborczyk

Ich troje

Post#4 » 10 lut 2017, o 17:21

Uwagi do pierwszego paragrafu mam następujące:
1. Choć młody... był kawalerem. No jasne. "Choć stary... był kawalerem" byłoby logiczne. Rzecz w błędnym użyciu "choć".
2. "Uprawiał warzywa i porzeczki, i szło mu to nieźle". Nie powinno być przecinka w tej sytuacji. Niezręczność sylistyczną dwóch "i" można ominąć przeredagowując zdanie, np.: "Uprawianie warzyw i porzeczek szło mu nieźle".
3. Nie wydaje mi się, aby niechęć pań do życia na zadupiu była wystarczającym psychologicznie powodem do zrażenia się do kobiet. Aby zrazić się do kobiet bohater musiałby przeżyć jakąś traumę (powiedzmy obgryzały mu penisa, bo smakował jak lody truskawkowe) albo jest mizoginem.
4. Strasznie dawno nie jadłem jeżyn, zazdroszczę bohaterowi.

Dalszej męki twórczej życzę!

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4293

Ich troje

Post#5 » 11 lut 2017, o 11:49

Tekst z początku sympatyczny, ciepły jak Marta, potem przygnębiający. To odczucie właściwie nie zmieniło się to nawet z pojawieniem się Wandy, jej odejściem i powrotem. Z Martą ciepło tej historii zdało się zniknąć, ale pewnie dla Pawła już nic nie było takie, jak wcześniej.
Bardzo lubię tak esencjonalne miniatury. Historia ta sprawdziłaby się też w formie długiego opowiadania, może nawet powieści, ale ma to swój urok, że jest zamknięta w shorcie.

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Ich troje

Post#6 » 11 lut 2017, o 19:36

Zoliborczyk pisze:Uwagi do pierwszego paragrafu mam następujące:
1. Choć młody... był kawalerem. No jasne. "Choć stary... był kawalerem" byłoby logiczne. Rzecz w błędnym użyciu "choć".
2. "Uprawiał warzywa i porzeczki, i szło mu to nieźle". Nie powinno być przecinka w tej sytuacji. Niezręczność sylistyczną dwóch "i" można ominąć przeredagowując zdanie, np.: "Uprawianie warzyw i porzeczek szło mu nieźle".
3. Nie wydaje mi się, aby niechęć pań do życia na zadupiu była wystarczającym psychologicznie powodem do zrażenia się do kobiet. Aby zrazić się do kobiet bohater musiałby przeżyć jakąś traumę (powiedzmy obgryzały mu penisa, bo smakował jak lody truskawkowe) albo jest mizoginem.
4. Strasznie dawno nie jadłem jeżyn, zazdroszczę bohaterowi.

Dalszej męki twórczej życzę!


Dziękuję Ci Zoliborczyk za przeczytanie i komentarz.
Ad. 1. Pewnie lepiej byłoby ze zwrotem "mimo że"?
Ad. 2. Spotkałem się z opinią, ze przed tzw. "drugim i" w zdaniu, należy postawić przecinek. Chyba faktycznie, lepiej byłoby skonstruować to zdanie inaczej.

Dzięki za życzenia męki twórczej. Będę się męczył.

Dodano po 2 minutach 12 sekundach:
Camenne pisze:Tekst z początku sympatyczny, ciepły jak Marta, potem przygnębiający. To odczucie właściwie nie zmieniło się to nawet z pojawieniem się Wandy, jej odejściem i powrotem. Z Martą ciepło tej historii zdało się zniknąć, ale pewnie dla Pawła już nic nie było takie, jak wcześniej.
Bardzo lubię tak esencjonalne miniatury. Historia ta sprawdziłaby się też w formie długiego opowiadania, może nawet powieści, ale ma to swój urok, że jest zamknięta w shorcie.


Dziękuję Camenne za przeczytanie mojego opowiadanka i za komentarz.
Chyba nie potrafiłbym rozbudować tego aż do powieści.

Awatar użytkownika
Nuria
Autor miesiąca
Posty: 319

Ich troje

Post#7 » 15 lut 2017, o 11:04

Powiem tak.
Ciekawie i przekonująco malujesz opowieść o relacjach między ludźmi.
Moja Babcia mawiała, że z ładnej miski nie zawsze smakuje, a i często jest się głodnym.
Coś w tym jest, bo pierwsza kobieta ma w sobie tyle ciepła, że jej nieciekawa fizjonomia nie jest istotna. Lgną do niej nawet obce dzieci, ma sympatię i poważanie wśród mieszkańców...W przeciwieństwie do tej drugiej.
Aż chciało by się zapytać co skłoniło Pawła do związania się z tą kobietą.
W jego życiu dominuje lęk przed samotnością, ale czasem lepiej być samemu ze sobą, niż samemu w parze...czy w tłumie.
Powiem tylko jeszcze...............lubię Twoje opowiadanka :)
Nie mam monopolu na rację.

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Ich troje

Post#8 » 15 lut 2017, o 18:18

Nuria pisze:Powiem tak.
Ciekawie i przekonująco malujesz opowieść o relacjach między ludźmi.
Moja Babcia mawiała, że z ładnej miski nie zawsze smakuje, a i często jest się głodnym.
Coś w tym jest, bo pierwsza kobieta ma w sobie tyle ciepła, że jej nieciekawa fizjonomia nie jest istotna. Lgną do niej nawet obce dzieci, ma sympatię i poważanie wśród mieszkańców...W przeciwieństwie do tej drugiej.
Aż chciało by się zapytać co skłoniło Pawła do związania się z tą kobietą.
W jego życiu dominuje lęk przed samotnością, ale czasem lepiej być samemu ze sobą, niż samemu w parze...czy w tłumie.
Powiem tylko jeszcze...............lubię Twoje opowiadanka :)


Dziękuję Ci za przeczytanie mojego opowiadanka i za komentarz.
Myślę, że Paweł miał skłonność do starszych kobiet. Chciał mieć przy sobie żonę i matkę w jednym.
Cieszę się, że moje miniaturki Ci się podobają.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1392

Ich troje

Post#9 » 23 lut 2017, o 11:54

Dziwi mnie brak komentarzy do tego opowiadania, bo jest naprawdę dobre. Może to być, podyktowane tylko tym, że co było do dodania, zostało już wcześniej napisane w powyższych postach. Ja od siebie mogę tylko krótko podsumować gatunkowo. Proza okruchów życia, krótka i treściwa.
Miło mi się to czytało.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Ich troje

Post#10 » 23 lut 2017, o 23:31

DuralT pisze:Dziwi mnie brak komentarzy do tego opowiadania, bo jest naprawdę dobre. Może to być, podyktowane tylko tym, że co było do dodania, zostało już wcześniej napisane w powyższych postach. Ja od siebie mogę tylko krótko podsumować gatunkowo. Proza okruchów życia, krótka i treściwa.
Miło mi się to czytało.


Dziękuję Ci DuralT za przeczytanie tego opowiadanka i za miłe słowa. :-D
Pewnie nie wszystkim się chce logować i coś pisać. Trzeba to zaakceptować. :]

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość