Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Teksty wyróżnione w cyklicznych plebiscytach na prozę miesiąca oraz corocznych wyborach prozy roku.
Awatar użytkownika
Nuria
Autor miesiąca
Posty: 319

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#1 » 3 mar 2017, o 10:30

Słońce skapuje miodem, o promienie opierają się zakwitłe na nowo staruszki. Mól wielkości świerszcza rozpiera się na kołnierzu lichego paltocika, pamiętającego pierwszą połowę XX wieku. Nakarmiony wełną, teraz zasmakuje resztek włosów swojej pani, wdzięczny za dożywocie. Biedne, bo biedne, ale pewne.

Ona mówi, że jest schyłkowa i nic już nie potrzebuje, bo czego można pragnąć, dobijając do setki. Tylko śmierci i wystawnego pogrzebu. Nie jakiś tam karawan samochodowy czy na akumulatory. Najlepiej ciągnięty przez parę karych koni, a trumna koniecznie ma być ustawiona na perskim dywanie. Mszę ma odprawiać sześciu księży. Na uwiarygodnienie opowieści dodaje, że już proboszczowi wpłaciła odpowiednią kwotę, a i co miesiąc dokłada, żeby po jej śmierci co tydzień odprawiał za nią mszę i wspomniał dobrym słowem. Dobrym? Czy słowo można kupić tak jak pralkę czy telewizor? Babinka uważa, że tak. Ale zapomina, że dzieci drugiego męża nazywała bękartami i nie cierpiała, kiedy przychodziły, już dorosłe, ze swoimi dziećmi w odwiedziny. Cierpiała za to, kiedy w czasie jej miesięcznego pobytu w szpitalu, tylko raz odwiedził ją ksiądz, ten opłacony z góry za cotygodniowe dobre słowo o niej po śmierci.

Mawiała wówczas: - Widzisz, ten to ma serce, a te bękarty to by tylko hałasu narobiły, a i pewnie na cukierki bym musiała dać.

Między drugim śniadaniem a obiadem zakwita też Jadwiga. Mimo swoich dziewięćdziesięciu trzech lat, szybciutka i każdej wiosny bardziej sfilcowana. Wita mnie, jak mantrą, tym samym zdaniem: -Wiesz, ale ta Asia to taka niedobra. Mówię ci, nawet nie porozmawia ze mną, nie chce dać potrzymać Oli, a jedzenie, jakie mi dają, to świnia by nie jadła.

Jadzia przepisała mieszkanie wnuczce z dożywotnim prawem zamieszkania w jednym, największym pokoju. Wnuczka wyszła za mąż, urodziła Radka, po dwunastu latach Olę. Pewnie się nie spodziewała, że babka okaże się długowieczną istotą. Teraz, z kolejnym maleństwem, żyją na szesnastu metrach kwadratowych…a babka na dwudziestu, sama. Mimo że jedna z córek proponowała:

- Mamo, zabiorę cię do siebie. Jest duży dom, ogród…

Słyszała jedną odpowiedź:

- Tu jest moje i tu będę do śmierci.

A śmierć? Buja sobie cichutko krzesłem w mroku i wcale się nie śpieszy, aby wstać i zimną dłonią zamknąć oczy. Każdy ranek jest taki sam. Zanim przyjdzie syn, robi kawę i regularnie wylewa fusy przez okno z pierwszego piętra, wprost na przechodniów.

- Bo wiesz, kwiatki pod oknem będą lepiej rosły, u mojej mamy tak robiliśmy.

Zapomniała, że mieszka w bloku, a nie w wiejskich czworakach i że pod oknem zabrakło rabatki, jest chodnik.

Jesień życia przecieka na łączach. Czasem bywa teraz, czasem niegdyś.

Helena nie ma szans, choćby zazielenić się na dyżurnej ławeczce, nie wspominając o kwitnieniu. Od kiedy dała się oszukać metodą „na wnuczka”, nie otwiera nikomu drzwi. Żaluzje w oknach są zawsze opuszczone. Czasem mignie jej cień za szybą, ale zaraz znika. I tak od pięciu lat. Zagląda do niej syn z synową . Najczęściej wnuczek, który ma obiecane mieszkanie po babce.

Emerytowany farmaceuta przepisuje pismem pętelkowym w swoim notesiku receptę na moje nazwisko i wysłuchuję wykładu o skuteczności słońca w działaniach wojennych na froncie. Nie bardzo wiem, na jakim, czy to w działaniach z Prusakami, czy w czasie wojen napoleońskich. Na wszelki wypadek, abym nie uciekła, trzyma mnie za rękę. Nie mam wyjścia. Słucham. Za kilka minut podjedzie po niego ambulans i zabierze na kolejną dializę. Staruszek nie widzi, ale po warkocie poznaje, że to teraz koniec opowieści. Laską ostukuje teren, wstaje i sam podąża w kierunku auta.

Jan patrzy na to towarzystwo z dystansem. Z wędkami i chlebaczkiem wychodzi i po zdawkowym „dzień dobry”, zmierza do czekającego w samochodzie przyjaciela.

- Jezioro, spokój i ryby. Pani Krysiu, to jest życie.

Nie wiem, dlaczego moi sąsiedzi najczęściej mówią do mnie Krysiu, Teresko czy Kaziu. Przyjmuję spokojnie kolejne chrzty, bo wiem, że prostowanie mojego imienia tak nic nie da. Dla nich co dzień jestem Krysią albo Basią, zależnie, jakie imię im zajaśnieje w pamięci.

W żółto-różowej trumnie toczy się życie. Zapytasz, dlaczego trumna w takich barwach. Blok ma taki kolor. W trzydziestu mieszkaniach żyje większość cofniętych w czasie staruszków. Dziecko z rozpłakanymi kolanami to ewenement, nie wspominając o niemowlętach. Takich jest tylko troje. Młodzież, w liczbie sześciu, chętnie starowinkom wystawiłaby żółte papiery, a na bloku, zamiast numeru, powiesiłaby różowy becik.

Szybkim krokiem zmierzam na plac zabaw. Siadam na ławeczce przy skate parku i z zachwytem patrzę na kręcone po niebie szlaki kółek i radości. Życia.

Zawstydzona, czuję się jak wampir, który czerpie energię z tych dziecięcych pisków i śmiechów, aby mieć siłę wrócić obok zabalsamowanych sąsiadów i dożyć bez depresji kolejnego poranka.

Niebo na szczycie drogi bywa dołujące. Do osobistego parkometru wrzucam monetę na modlitwę za siebie, aby kolejny raz przebrnąć przez galerię żywych trupów.
Nie mam monopolu na rację.

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#2 » 3 mar 2017, o 11:11

Bardzo ładne opowiadanie. Umiesz dobrze obserwować ludzi i pisać o nich. Brawo!

Nuria pisze:Mawiała wówczas: Widzisz, ten to ma serce, a te bękarty to by tylko hałasu narobiły, a i pewnie na cukierki bym musiała dać.

Między drugim śniadaniem a obiadem zakwita też Jadwiga. Mimo swoich dziewięćdziesięciu trzech lat, szybciutka i każdej wiosny bardziej sfilcowana. Wita mnie, jak mantrą, tym samym zdaniem: Wiesz, ale ta Asia to taka niedobra. Mówię ci, nawet nie porozmawia ze mną, nie chce dać potrzymać Oli, a jedzenie, jakie mi dają, to świnia by nie jadła.

Jadzia przepisała mieszkanie wnuczce z dożywotnim prawem zamieszkania w jednym, największym pokoju. Wnuczka wyszła za mąż, urodziła Radka, po dwunastu latach Olę. Pewnie się nie spodziewała, że babka okaże się długowieczną istotą. Teraz, z kolejnym maleństwem, żyją na szesnastu metrach kwadratowych…a babka na dwudziestu, sama. Mimo że jedna z córek proponowała:

- Mamo, zabiorę cię do siebie. Jest duży dom, ogród…

Wydaje mi się, że zdania zaznaczone na żółto należało też zapisać od pauzy, tak jak ostatnie zdanie w tym cytacie.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 867

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#3 » 3 mar 2017, o 11:53

Świetne opowiadanie, wzruszające, a nawet wstrząsające.
Tylko - coś mi tak jakoś się przypomniało dawne (Grecja, starożytna) powiedzenie: „Wybrańcy bogów umierają młodo”.

Czy słowo można kupić, tak jak pralkę czy telewizor?

Czy słowo można kupić tak jak pralkę czy telewizor?

Nie bardzo wiem, na jakim, czy to w działaniach z Prusakami czy w czasie wojen napoleońskich.

Nie bardzo wiem, na jakim, czy to w działaniach z Prusakami, czy w czasie wojen napoleońskich.

Przyjmuję spokojnie kolejne chrzty, bo wiem, że prostowanie mojego imienia tak nic nie da.

„...mojego imienia i tak nic nie da”

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1530
Wiek: 52

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#4 » 3 mar 2017, o 18:58

Z wiekiem oceny się radykalizują. Nie zawsze, ale często tak bywa. Najgorzej wychodzą na tym osoby prawdziwie bliskie. Ale czy starość jest straszna?

Moja Babcia dożyła prawie setki. Wszystkie opisywane przez Ciebie problemy obserwowałem. Rozmaite myśli krążą wtedy po głowie. Ale czy starość musi być straszna?

Trudniej im zebrać myśli, ale mi, po ciężkim dniu, również myśli zebrać trudno. Nie pamiętają... ja też zapominam. Tylko czasami ożywają na dźwięk słów, ożywają rozmową i stają się tacy, jakimi ich pamiętamy. Starość nie jest inna. Starość jest bardziej...

Awatar użytkownika
Nuria
Autor miesiąca
Posty: 319

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#5 » 3 mar 2017, o 21:12

Marianie, Gorgiaszu, Szczepanie - niezmiernie się cieszę, że opowiadanko się spodobało.
Sporadycznie piszę prozę, jakoś tak trudno mi się do niej zabrać.
Opisane postacie, troszkę tylko zmienione dla potrzeb fabuły, były prawdziwe.
Piszę "były" bo z tego grona żyje tylko "emerytowany farmaceuta", ciągle dializowany, owdowiał niedawno i jakby przygasł. Żyje też Jan.
Najtragiczniejszy los spotkał Helenę...Może kiedyś o tym napiszę.
Mieszkam w takim trójkącie bloków / obok park, plac zabaw z prawdziwego zdarzenia, skate-park.../gdzie większość to starzy ludzie. W mojej klatce schodowej najstarsza osoba ma 94 lata, a czworo staruszków 86-88 lat...jedno 4-letnie dziecko. Masakra.
Obserwuję stosunek rodzin do tych starych ludzi i często przeraża mnie myśl, że ja też, że za chwilę śmierć zakołysze krzesłem w mroku i będę miała żal, pretensje do kogoś...Czy szczęśliwsi są ci, którzy mają rodziny, czy ci zupełnie samotni? Ja myślę, że samotni...bo nie mają do kogo mieć pretensji, przyjmują życie jakie jest.

Bardzo serdecznie pozdrawiam moich czytelników :smile:
Nie mam monopolu na rację.

Awatar użytkownika
Nuria
Autor miesiąca
Posty: 319

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#6 » 26 mar 2017, o 10:32

:crying: Kolejny bohater mojego opowiadanka przeszedł na "słoneczną stronę". Emerytowany, niewidomy farmaceuta, co dnia dializowany, owdowiała w ub. roku, a samemu schorowanemu staruszkowi pewnie serce pękło.
Nie mam monopolu na rację.

Awatar użytkownika
mariaklif
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 23
Wiek: 47

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#7 » 27 mar 2017, o 09:27

świetna proza'
podziwiam

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1530
Wiek: 52

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#8 » 27 mar 2017, o 11:45

Nuria pisze:Kolejny bohater mojego opowiadanka przeszedł na "słoneczną stronę". Emerytowany, niewidomy farmaceuta, co dnia dializowany, owdowiała w ub. roku, a samemu schorowanemu staruszkowi pewnie serce pękło.
Poszedł swoją drogą, najbardziej naturalną ze wszystkich dróg. A nam smutno. Smutek też jest naturalną drogą... i tak samo naturalne wydaje się pytanie (zadawane od tysiącleci): czy smutek wędruje z nami na tamtą stronę?

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 992
Wiek: 23

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#9 » 27 mar 2017, o 21:44

Napisane niby tak beztrosko, ot historyjka, a z drugiej strony brutalnie prawdziwe. Dobre opowiadanie. Naprawdę dobre.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Nuria
Autor miesiąca
Posty: 319

Raz, dwa, trzy, teraz ty...

Post#10 » 29 mar 2017, o 12:19

Mario, Szczepanie, Karen... Cieszy mnie, że ktoś mnie czyta.
Zawsze kiedy odchodzi kolejny bohater mojego opowiadania, to że ktoś z czytelników poświecił mu swój czas, jest jak świetlisty szczebel do nieba, po którym przyszło mu wstępować.
Od początku roku odeszło pięciu staruszków...teraz idę przez podwórze miedzy trzema blokami i na ławeczkach na razie nikt ze starszych nie zakwita...Pewnie pora na mnie...

Pytasz Szczepanie, czy smutek wędruje z nami na drugą stronę? Myślę, że zostaje tu, na ziemi...rozsmutkowuje nam bliskich, a czasem tylko współmieszkańców, bo "moi" staruszkowie, w większości to ludzie samotni.

Jak najmniej smuteczków życzę moim czytelnikom :smiley:
Nie mam monopolu na rację.

Wróć do „Wyróżnione”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości