Miętowa zima

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla użytkowników forum.
Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Miętowa zima

Post#1 » 12 gru 2013, o 23:38

Zapraszamy do udziału w świątecznym evencie!

Hasło przewodnie: "Miętowa zima" (piosenka "Peppermint Winter" - Owl City, tutaj do przesłuchania).
Tematyka: świąteczna! Event polega na wykorzystaniu motywu przewodniego, więc jedynym stricte "wymogiem" jest napisanie tekstu o klimacie świąt i będącego dowolną interpretacją "Miętowej zimy". Może to być nawiązanie do samej zimy jako takiej, do mięty, do koloru, jak i do tekstu czy klimatu piosenki.
Forma: dowolna. Nie ma dolnej ani górnej granicy objętości, może to być zarówno short, jak i pełne opowiadanie.

Termin: do 24 grudnia. Teksty prosimy wklejać tutaj!
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Majka
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 303
Wiek: 21

MIĘTOWA ZIMA

Post#2 » 23 gru 2013, o 11:32

[right]Tutaj, że tutaj? Cóż, jestem pierwsza ;). Do jutra czekać mnie się nie chce. I przyznaję, że zawsze unikałam eventów. Chwilówka, widać.
______________________________________________
[/right]

[center]Miętowa herbata[/center]

Za oknami ani płatka śniegu, a radio uparcie gra świąteczne piosenki. Jakby mi na złość. Krzątasz się po domu, piorąc, sprzątając i gotując. W twojej głowie najwyraźniej podniesiono alarm. Święta, święta, święta!
Już za niedługo ojciec wytnie świerka z lasu i nawet nie pomyśli, że tegoroczna choinka też ma uczucia. A może ona chce zostać szafą?
Już za niedługo wejdę na strych i spośród wielkich skrzyń wyjmę pudła z bombkami i lampkami.
Zrobiłaś śliczne stroiki w pracy, mamo. Udekorujemy nimi stół.
Ojciec pyta, czy tobie też kupić karpia? "Jak to - oburzasz się - mi też?"
Zaczyna się kręcenie i tłumaczenie, ty wręcz kipisz od gniewu, że twój mąż pomaga w innych domach, a nie we własnym.
Zaparzam sobie miętową herbatę, wychodzę do pokoju i zakładam słuchawki. Kłóćcie się sami.
Ojciec, wypalając kolejnego papierosa, wychodzi, trzaska drzwiami od samochodu i odjeżdża.
Płaczącą zastaje cię moja siostra, zaparza wam miętową herbatę i cierpliwie wysłuchuje, jak wyklinasz "młodą siksę" rujnującą swoją rodzinę, której ojciec pomaga. Uspokajasz się pomału.
Już za niedługo zapalimy świeczki, przeczytamy fragment Biblii i złożymy sobie życzenia z podtekstami. Zasiądziemy do stołu, zjemy dwanaście dań i rozpakujemy prezenty za ostatnie pieniądze. Porozmawiamy o pierdołach, wypijemy miętową herbatę i pójdziemy spać.
Już za niedługo znowu uświadomimy sobie, że święta są kłamstwem. Znowu zaczniemy się kłócić, wyklinać i płakać. Schowamy stroiki, spalimy choinkę, a Biblię pokryje kurz. Poczekamy do następnego roku, do następnej miętowej herbaty i następnego kłamstwa.
Ta chwila gry jest przecież przyjemna.
[center]Pasożyt forumowy[/center]

[right]Wiesz? Nie istniejesz.[/right]

Capitano L
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 104
Wiek: 24

MIĘTOWA ZIMA

Post#3 » 24 gru 2013, o 12:53

[center]Cyryl i święta[/center]
Dziś wigilia. Pierwsza, którą spędzę w moim własnym, wiejskim domku. Właściwie to ani on mój, ani wiejski. Zapytacie pewnie, czemu? Zacznijmy od końca.
Wiejski nie jest, bo nie stoi we wsi, tylko spory kawał od niej. Na tak kompletnym odludziu, jak to tylko możliwe. A nie jest mój, bo dopiero zaczynam spłacać kredyt, za który go kupiłem. Albo zbudowałem. To akurat nie ma znaczenia. Znaczenie ma natomiast, kto mi go przyznał. Mi, człowiekowi pracującemu chałupniczo za grosze.
Powiedziałbym, że kretyn, oto kto, ale po namyśle dochodzę do wniosku, że kretynów było dwóch. Jeden przyznał, drugi wziął.
Tego kredytu i tak nie zdążę spłacić. Nie, nie jestem śmiertelnie chory. Ale przy ostatnich badaniach mój lekarz stwierdził, że, tu cytat: „Jeśli nie przestaniesz pan się stresować każdym najmniejszym duperelem, to długo pan, panie Cyrylu, nie pociągniesz, o nie.”
Serio, konowale? Nie studiowałem medycyny przez dwanaście lat, jak ty, a i tak sam na to wpadłem.
Tyle przynajmniej dobrego, że jak już wyciągnę kopyta, to panowie i panie z firmy udzielającej kredytów nie wyciągną ani grosza od mojej rodziny. Głównie dlatego, że nie mam żadnej.
Zazwyczaj lubię tę moją samotność, dlatego zamieszkałem z dala od kogokolwiek, ale jednak w Boże Narodzenie nawet taki aspołeczny mruk jak ja chciałby otworzyć dziób do kogoś bliskiego. No, ale nie można mieć wszystkiego.
Wszystkiego, dobre sobie. Nawet durnej choinki nie mam. Niby mieszkam blisko lasu, więc myślałem, czy nie wziąć starej piły dziadka, i za jej pomocą rozwiązać ten problem, ale to nie takie proste. Jakiś miesiąc temu wszystkie drzewa iglaste w promieniu kilku kilometrów zostały bowiem spalone. Czemu? Ponieważ przez okolicę przeciągnęła wtedy grupa gimnazjalistów nazywających siebie „konserwatywnymi liberałami”. Zobaczyli zielone igły i barwa ta skojarzyła im się, może nawet słusznie, z ekologami. Gorzej, że ekolodzy skojarzyli im się z kolei z Unią Europejską - według ich jeszcze nie w pełni rozwiniętych, a już zniszczonych używkami mózgów najbardziej plugawym na świecie, socjalistycznym tworem stworzonym przez złodziei, którzy nie są w stanie zrozumieć, że słaby zawsze równa się nierób.
I tak wszystkie potencjalne choinki przestały istnieć. Nie, nie uważam, żeby to miało sens. Ale nikt mnie o zdanie nie pytał.
Patrząc na zegarek widzę, że zbliża się już ten jedyny w roku wieczór. Czas zasiąść do wigilijnej kolacji. Jakież to mamy dania? Otóż pyszną rybeńkę prosto z puszki oraz gar klusków z makiem. Pychota.
Wróć, jest coś jeszcze. Stoi w słoiku na lodówce, ale musi poczekać, aż wieczerza dobiegnie końca.
Siadam przy stole, i zabieram się do pałaszowania... a raczej zrobiłbym to, gdyby nie atak dzwonka do drzwi na moje uszy. Kogo licho przyniosło na to odludzie w wigilię?
No, proszę. Wychudzony facecik w cienkich okularach i najwyżej dziesięcioletnia smarkula. Chyba jego, bo podobna.
Z tego, co zrozumiałem z przerywanej szczękaniem zębów wypowiedzi wynika, że zepsuł im się samochód i szukają pomocy. Pech, bo nie znam się na autach. Kiedy im to komunikuję, pytają, czy mogą przenocować. Normalnie powiedziałbym, żeby spadali na bambus, ale nie dziś.
Dziś pozwalam im wejść do środka. To jawne złamanie tradycji, bo miejsce przy stole ma być tradycyjnie WOLNE, ale po prostu nie jestem aż takim potworem.
Jedzenia jakoś starczyło dla nas trojga, a po posiłku dałem jeszcze gówniarze miętówki. To one były w słoiku. Chciałem je zjeść sam, ale...
Jak się nie ma, co się lubi
To nie lubi się i tego, co się ma


Andrzej Poniedzielski

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339
Wiek: 25

MIĘTOWA ZIMA

Post#4 » 24 gru 2013, o 13:58

:renifer: Przypełzam z fikiem (kogoś to dziwi?), życząc wszystkim forumowiczom Wesołych Świąt! :D

[center]Zimno[/center]

- Czwarty lutego dwutysięcznegodwunastego roku, dzień, gdy w Rzymie spadł śnieg, ha! - Wystawił język, usiłując złapać nań jedną z wirujących na wietrze śnieżynek. Dopiero, gdy mu się to udało kontynuował: - Nie było go tutaj od dwudziestusześciu lat, nikt nie spodziewał się, że spadnie, nawet w tak niskiej temperaturze… River! - Odwrócił się w jej stronę nagle. - Ulepmy bałwana w Koloseum! Powinno być zamknięte, zero turystów!
- Kochanie, mylisz się, jeżeli myślisz, że puszczę cię w pobliże wielkich, pokrytych śniegiem przepaści, nawet z nadzorem. - Chwytając go za ramię powstrzymała go przed wybiegnięciem do przodu i poprawiła szalik na jego szyi. Zawahała się przez chwilę, po czym nacięgnęła niżej na jego czoło wełnianą czapkę z pomponem. Odrażające nakrycie głowy było tego samego koloru, co jego ukochany fez. - Naprawdę, jeżeli masz już zamiar nosić to paskudztwo, to przynajmniej rób to porządnie.
- Władcy Czasu nie chorują na coś tak głupiego, jak przeziębienie! Musiałbym być na zimnie o wiele dłużej, niż to prawdopodobne, żeby chociażby złapać katar, co dopiero, żeby zrobić sobie coś poważnego…
Uśmiech River zbladł, nagle odsunęła się od niego. Zauważył, że coś jest nie tak, gdy zamiast spojrzeć mu prosto w oczy, odwróciła wzrok.
- River? - zrobił krok do przodu, chwytając jej dłonie w swoje. Były zimne, więc odruchowo uniósł je do ust i chuchnął, usiłując oddać jej przynajmniej trochę ciepła. Splótł ich palce, zastanawiając się nad tym, gdzie zapodział swoje niezawodne, utrzymujące ciepło rękawiczki. - Wszystko w porządku? - zapytał w końcu.
- Tak - odparła, potrząsając głową. - Teraz już tak. - Odetchnęła głęboko. - Więc, gdzie idziemy tym razem?
Pokiwał głową, uznając tą odpowiedź. Przypominając sobie w końcu, gdzie włożył rękawiczki, znalazł je głęboko w swojej większej od środka kieszeni i natychmiast założył je na jej ręce, ignorując jakiekolwiek protesty.
- Skoro masz zamiar po raz kolejny psuć zabawę i zabraniać tego, co byłoby naprawdę fajne… - Uśmiechnął się, dając wyraźnie znać, że jedynie żartuje. - Nie mamy wyboru!
- Och, naprawdę?
- Oczywiście! Prawdziwa włoska gorąca czekolada, najlepiej miętowa, tuż za rogiem, czekająca właśnie na nas… Z całą pewnością najlepsza, jaką można znaleźć w tym właśnie czasie, wręcz jedyna w swoim rodzaju!
- Wygląda na to, że rzeczywiście nie możemy tego pominąć - powiedziała, a Doktor wyszczerzył zęby w odpowiedzi, pochylając się i składając na jej chłodnym policzku pocałunek, zanim zerwał się do biegu, ciągnąc ją za sobą. Nie zdołali dotrzeć nawet do końca ulicy, zanim poślizgnął się na lodzie, lądując w małej zaspie śniegu. River bardzo starała się nie śmiać, gdy pomagała mu wstać.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

MIĘTOWA ZIMA

Post#5 » 24 gru 2013, o 20:33

Mroźna cisza
Za zamkowymi witrażami śnieg tańczył w powietrzu. Iskrzył, wznosił, wirował i wdzięczył, w końcu opadał, jak gdyby w pośmiertnych podrygach. Rozanie wszystko to przypominało o baśniach, które miały specjalnie miejsce w jej dzieciństwie.
Już jako dziecko słyszała, co może oznaczać śnieg. Część służby mówiła, że ciężką warstwą puchu otula ludzkie domostwa, chroni przed boskimi rozgrywkami, które mają miejsce wyżej, tam, gdzie wzrok śmiertelnych nie sięga. Ponad chmury, ponad metaforyczne „zaświaty”, Tam, które nie istnieje, nie w materialnym wymiarze. Ci już w ciszy po śnieżycy słyszeli stłumiony rzut boskich kości, mających przepowiedzieć ludzki Los. Los mający wreszcie ich dosięgnąć.
Dla niektórych śnieg zwiastował, że bóstwa poprzysięgły się przeciwko światu. Zamiast opieki, był to wyrok; biel, która miała pogrzebać pleniący się i nigdy nie zaprzestający grzech. W tej historii Los przeklinał, że najgorszych tego świata, w dworach i zamkowych wieżach nie dosięga mróz i jego cicha, zimno-ciepła śmierć. Jak mówiła jej guwernantka, gdy zimno nadchodziło, królewskie rody nie musiały się obawiać.
Wszystko to były piękne słowa; jedne chełpiące, budzące nadzieję i poczucie bezpieczeństwa; drugie przestrzegające przez złem. Wiedziała, że, czy będąc dobrą dziewczynką, czy zachowującą się wedle własnego kaprysu małą arystokratką, szczęście zawsze będzie jej sprzyjać.
Potem przestała być dzieckiem.
Patrzyła na śnieg z miejsca, z którego rzeczywiście żadne zaspy nie wydawały się straszne ani groźne. Gdy umierała ludność, ona leżała w puchu i jedwabiach, jadła ze złotych półmisków, odbywała dziesiątki konwersacji z dworem, planowała cesarskie bale. Była świadoma, że wypełniała czas pustką, jednak w ciepłych szatach i przy gorejących w każdym pomieszczeniu kominkach jedyne, co mogło jej grozić, to zmęczenie ze znużenia.
Był jednak mróz, który dosięgał nawet w królewskich komnatach. Nosił carskie szaty, złote sygnety na palcach i śmierć na ustach. Wśród czarnych jak heban włosów miał pierwsze srebrne nitki, jedyne, co zdradzało, że nie był nieśmiertelny jak Śmierć, jednak jego zielone oczy, zamiast przywodzić na myśl kolor wiosny, sprawiały, że ten chłód za kolorowymi szkiełkami przepastnych okien kuł skórę lodowatymi igiełkami.
Wtedy cesarzowa czuła, że baśniowy Los nie przewidział pewnej rzeczy. Że ciepło-zimna śmierć była dla innych mroźną ciszą za życia.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Felipe
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 43
Wiek: 20

MIĘTOWA ZIMA

Post#6 » 24 gru 2013, o 21:56

Angel - mam nadzieję, że zalicza się do tematyki :D


Angel siedziała na delikatnym obłoku, przyglądając się niebu pełnemu iskrzących się gwiazd. Każda z nich wydawała się inna, każda była wyjątkowa. Niektóre tylko subtelnie się mieniły, część promieniała w swej pełnej radosnej postaci, a jeszcze inne po prostu świeciły. Ang lubiła obserwować nieboskłon, nigdy jej to nie nudziło. Czasem wyobrażała sobie, że te gwiazdki symbolizują ludzi. Chciała wierzyć, że są to ich dusze - doskonałe formy pośmiertne. Oczywiście, nie była to prawda, a przynajmniej nie miała pewności. Tylko On to wiedział. Mimo wszystko anielica dalej wpatrywała się w nie, wierząc że to jedyny sposób na rozwianie wątpliwości. Jedna z nich roztaczała tak intensywny blask, tak piękny...
- Ang, czemu tu siedzisz zamiast pomagać ludziom? Dusze się same nie nawrócą. - Głos pełen pretensji wyrwał dziewczynę z rozmyślań. Odwróciła głowę i ujrzała Simona - anioła z długimi złotymi włosami i błękitnymi oczami oraz złośliwym usposobieniem. - Czyżbyś się sprzeniewierzyła?
- Tak, dokładnie. Jak na upadłego przystało, siedzę tutaj sobie i czekam, aż ktoś mnie ukarze - odpowiedziała Angel z sarkazmem.
- Dlaczego nie udałaś się na Ziemię? Wiesz, że mamy czas tylko do północy.
- Czekam na odpowiednią chwilę - Anielica wyglądała jakby nad czymś usilnie myślała.
- Odpowiednią chwilę? Po prostu weź miętówkę i chodź! - rzekł Simon władczym tonem, po czym rozwinął skrzydła.
- Czekaj, dlaczego akurat miętówkę?
- Jego fanaberia. Ponoć wszystko ma się wyjaśnić na dole - odkrzyknął z daleka anioł. Po chwili przesłoniły go ciemności eteru.
Ang skołowana tą krótką wymianą zdań, stała jak słup soli. Jedno nie dawało jej spokoju - dlaczego miętówka? Czyżby On znów wymyślił jakiś niestworzony pomysł? Nie znała odpowiedzi, wiedziała jedynie, że jeśli się nie pośpieszy, to faktycznie zostanie ukarana. Nie powinna tutaj spędzać tyle czasu, do jej roli należała pomoc ludziom. Pomyśleć by można, że dziewczyna była najzwyczajniej w świecie leniwa. Nic bardziej mylnego - po prostu kochała gwiazdy.
Po dłuższej chwili anielica otrzepała się ze zwiewnej mgiełki, by wyruszyć na Ziemię. Czekało ją jeszcze dużo pracy przed Bożym Narodzeniem. Ostatnim widokiem, jakim miała szansę się nacieszyć przed opuszczeniem nieba były jej ukochane gwiazdy, a ostatnią myślą, która niespodziewanie przeistoczyła się w pytanie było:
- Te miętówki to aluzja do mojego oddechu?!
I just have to explode
explode this body off me
wake - up tomorrow
brand new

damakarro
Zdobywca Artefaktu 2012
Posty: 530

MIĘTOWA ZIMA

Post#7 » 26 gru 2013, o 12:20

Aż pięć miniaturek! :)

Zacznę od końca

Felipe
jakbym czytała o sobie. Uwielbiam, kocham gwiazdy. Gdybym mogła zostać aniołem, który mógłby leżeć wśród gwiazd zgodziłabym się bez wahania. Pod warunkiem, że nie musiałabym schodzić na ziemię. :D

- Ang, czemu tu siedzisz zamiast pomagać ludziom? Dusze się same nie nawrócą. - Szyderczy głos wyrwał dziewczynę z rozmyślań. Odwróciła głowę i ujrzała Simon'a - anioła z długimi złotymi włosami i błękitnymi oczami oraz złośliwym usposobieniem. - Czyżbyś się sprzeniewierzyła?


Może zamiast szyderczy głos, bardziej by pasowało głos pełen pretensji.

Podoba mi się niewyjaśniona sprawa miętówek. Pozostaje mi tylko snuć różne domysły.

Camenne

Opisy jak zawsze wspaniałe. Potrafisz dziewczyno oddawać w słowach obrazy i budować je w wyobraźni czytelnika.

Był jednak mróz, który dosięgał nawet w królewskich komnatach. Nosił carskie szaty, złote sygnety na palcach i śmierć na ustach. Wśród czarnych jak heban włosów miał pierwsze srebrne nitki, jedyne, co zdradzało, że nie był nieśmiertelny jak Śmierć, jednak jego zielone oczy, zamiast przywodzić na myśl kolor wiosny, sprawiały, że ten chłód za kolorowymi szkiełkami przepastnych okien kuł skórę lodowatymi igiełkami.


Piękne :serce:

Lira
jeszcze nigdy nie zawiodłam się na żadnym Twoim fiku, który do tej pory przeczytałam. Ten również zalicza się do tych udanych.
Ten fragment

Uśmiech River zbladł, nagle odsunęła się od niego. Zauważył, że coś jest nie tak, gdy zamiast spojrzeć mu prosto w oczy, odwróciła wzrok.
- River? - zrobił krok do przodu, chwytając jej dłonie w swoje. Były zimne, więc odruchowo uniósł je do ust i chuchnął, usiłując oddać jej przynajmniej trochę ciepła. Splótł ich palce, zastanawiając się nad tym, gdzie zapodział swoje niezawodne, utrzymujące ciepło rękawiczki. - Wszystko w porządku? - zapytał w końcu.


Serce mi zwolniło, bo myślałam, że zaraz coś się stanie. Umiesz zbudować napięcie. :)

River bardzo starała się nie śmiać bardzo, gdy pomagała mu wstać.


Tutaj chyba powinnaś wykreślić jedno słowo bardzo.

Ogólnie super. :)

Capitano L
lekki i przyjemny tekst z humorem. :) Czytałam go z uśmiechem.
Podoba mi się gdy zatwardziali odludkowie potrafią wyciągnąć pomocną dłoń.

Fajna miniaturka. :)

Majka
Twój kawałek niestety nie przypadł mi go gustu. Nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Może dlatego, że jest wiele takich sytuacji w realnym życiu, gdzie święta to tylko gra smutnych pozorów.
Może gdybyś skupiła się na jakimś jednym smutnym wydarzeniu byłoby dobrze, a tak... ;]
,,Nie my, lecz nasza wrażliwość tu winna. Jesteśmy takimi, jakimi nas stworzono,,

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1810
Wiek: 25

MIĘTOWA ZIMA

Post#8 » 30 gru 2013, o 13:52

Dużo tekstów jak na taki mały evencik. Cieszy mnie to. :D

Majka - Hmmm... Początek bardzo sztywno wyszedł, nawinęło się też parę nieeleganckich zdań i powtórzeń. Wkradł się także chaos z karpiem, gdy narrator pyta się matki, a zaraz potem pada pytanie i nie wiadomo, do kogo właściwie. (Co wyjaśnia się linijkę potem, jednak powstał malutki chaos.) Ogólnie tekst nie przemówił do mnie, wydał mi się trochę... hmm... melodramatyczny?

Zrobiłaś śliczne stroiki w pracy, mamo. Udekorujemy nimi stół.
Ojciec pyta, czy tobie też kupić karpia? "Jak to - oburzasz się - mi też?"

Pierwsze zdanie wyraźnie pokazuje, że bohaterka zwraca się do mamy, jednak ty masz to zapisane tekstem pochyłym, a zaraz potem jest dialog. Z takim zapisem nie wiem, jak tutaj to zinterpretować. Jako myśl czy co? Bo jeśli to słowa skierowane bezpośrednio do matki, to powinien być poprawny zapis.
Przy okazji - nie powinno być znaku zapytania przy kwestii ojca.

Już za niedługo zapalimy świeczki, przeczytamy fragment Biblii i złożymy sobie życzenia z podtekstami.

To zdanie mi się podoba, zwłaszcza końcówka. :)

Capitalo L - bardzo spodobał mi się główny bohater i jego poczucie humoru, które wywołało u mnie szeroki uśmiech na sam koniec tekstu. Zdziwił mnie jedynie fragment ze spaleniem choinek, jednak po dłuższym namyśle raczej nie można się do niczego przyczepić. Udany tekst i przyjemny. Oby tak dalej! :)

Dziś pozwalam im wejść do środka. To jawne złamanie tradycji, bo miejsce przy stole ma być tradycyjnie WOLNE, ale po prostu nie jestem aż takim potworem.

Ten fragment jest po prostu zajebisty. :lol:

Lira - bardzo sympatyczny tekst ze znanymi mi już bohaterami, o których rozpisujesz się ostatnimi czasu bardzo dużo. Forma pisarska nie spadła i tekst trzyma poziom. Podobało mi się, choć zaczyna mnie nieco nużyć monotematyczność, ale pozostaje mi czekać, aż przerzucisz się na coś innego. (Co pewnie trochę potrwa.) :)

Nie było go tutaj od dwudziestusześciu lat

Zjadłaś spację - dwudziestu sześciu

Zawahała się przez chwilę, po czym nacięgnęła niżej na jego czoło wełnianą czapkę z pomponem.

naciągnęła

Camenne - O, Chwast! :serce: Dawno, dawno już nie czytałam nic z twojego autorskiego świata i bardzo mnie cieszy, że użyłaś go w tym evencie. Zawsze podobały mi się twoje drabble w tym świecie, a teraz taka niespodzianka! Damakarro już wcześniej zacytowała fragment, który uznała za piękne. Ja stwierdzę, że to wisienka na torcie nadająca cały sens tekstowi, który do tamtej zachwycał doborem słownictwa i kreacji tego wszystkiego wokół, zaś to kazało mi oprzeć się z powrotem na krześle i dojść szybko do wniosku po głosnym: "o ja pierdolę" (wybaczcie za wulgaryzm), że chciałabym już przeczytać twoją książkę z Rozaną i cesarzem. I że poczekam, ile trzeba będzie, aż wprowadzisz to w czyn, Cam. :)

Rozanie wszystko to przypominało o baśniach, które miały specjalnie miejsce w jej dzieciństwie.

specjalne

Dla niektórych śnieg zwiastował, że bóstwa poprzysięgły się przeciwko światu.

sprzysięgły się

Wszystko to były piękne słowa; jedne chełpiące, budzące nadzieję i poczucie bezpieczeństwa; drugie przestrzegające przez złem.

przed

Felipe - ciekawe zakończenie, choć nie kupuję tego. Cały ten tekst mało mnie zainteresował, wydal mi się trochę niezręczny. Mało świąteczny, lecz miętówki jak najbardziej są. :)

Odwróciła głowę i ujrzała Simon'a

Simona

- Fanaberia Jego.

Nic nie straci na przekazie, jeśli po prostu zapiszesz: Jego fanaberia.

Czyżby On znów wymyślił jakiś niestworzony pomysł? Nie znała odpowiedzi, wiedziała jedynie, że jeśli się nie pośpieszy, to faktycznie zostanie ukarana.

To On wygląda nieco karykaturalnie w tym zdaniu. Lepiej byłoby skonkretyzować, i tak wiadomo o kogo chodzi.

Nie powinna spędzać tyle tu czasu, do jej roli należała pomoc ludziom.

Nie powinna tutaj spędzać tyle czasu

Po dłuższej chwili anielica otrzepała się z zwiewnej mgiełki oraz wyruszyła na Ziemię.

ze zwiewnej; to "oraz" ma taki dziwny wydźwięk całego zdania, jakby wyprawa na Ziemię była mało ważna, a przecież stanowi ważny element tekstu.


A tak na sam koniec to gratuluję wszystkim uczestnikom, że po pierwsze napisaliście tekst, a po drugie, że każdy ujął tę tematykę w odmienny sposób i nawet jeśli nie wszystko się udało, to i tak przyjemnością było przeczytanie efektów waszej pracy. :)
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Konkursy Artefaktowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość