Wianki 2014

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla użytkowników forum.
Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4293

Wianki 2014

Post#1 » 20 cze 2014, o 12:02

[/b][/color]"Zasady" jak w zeszłym roku: dowolna interpretacja motywu kupalnocki, wianków, lata, ognisk i śpiewów, długość i forma wedle uznania. Nie musi to być też wyłącznie jeden utwór, czym więcej, tym lepiej, bo to w końcu święto płodności! Z tego względu każda osoba, która napisze i opublikuje więcej niż jeden utwór, w tym roku zostanie uhonorowana rangą Wianki w pięknym, cytrynowym kolorze.

Czas: do następnej niedzieli, czyli 29.06.

Teksty eventowe proszę wklejać tutaj.

Majka
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 303
Wiek: 21

WIANKI 2014

Post#2 » 28 cze 2014, o 13:20

[right]Z podziękowaniami dla damakarro.[/right]

[center]Perun[/center]

Trawa błyszczała księżycową poświatą. Gdzieś dalej, w głębi lasu, fauny i driady tańczyły wokół ogniska, świętując tę wspaniałą noc uniesień. Śpiewem i zabawą opowiadały swoje historie w niezrozumiałym dla nas języku. Leżeliśmy nago w miłosnym uścisku, zmęczeni poszukiwaniem kwiatu paproci. Błędne ognie pokutujących dusz broniły naszej tajemnicy przed światem, gdyż mityczny perun spoczywał w mojej dłoni.
Oddychaliśmy równo i spokojnie, wsłuchani w odległą muzykę. Zapach lata unosił się nad nami wraz z dźwiękiem piszczałek.
Szkarłatna rzeka czerpała swe źródło z naszych splecionych dłoni. Strumień naszego życia żłobił swe śmiertelne koryto na falującej tafli srebrzystej polany. Mistyczna noc wchłonęła nasze dusze.

[center]Celebracja[/center]
Pierwszego dnia lata grill, współczesna karykatura ogniska, rozbestwi się w ogrodzie. Przy akompaniamencie skwierczącej kiełbasy, otworzysz kolejne piwo i z powodu upału wypijesz je duszkiem. Żar, lejący się z nieba, zachęci cię do wielokrotnego powtórzenia tej czynności. W „fazie terminatora” zaczniesz przekładać mięso palcami, twierdząc, że wcale nie czujesz bólu poparzonych opuszków. Potem będziesz żarł bez umiaru, bo przecież „pierwszy dzień lata, zdarza się tylko raz w roku!” Następnie, przesiąknąwszy dogłębnie smrodem starego spalonego tłuszczu, nie omieszkasz paradować bez koszulki po całym mieście, aby wykąpać się w mulistej rzece. Spotkasz tam innych, podobnych do siebie, po części znajomych i zostaniesz z nimi na jedno piwko, które przeobrazi się w połowę kraty. Gdy zapadnie mrok oddalisz się lekko od grona kolegów i nieznanych ci osób, aby usiąść na zapadniętym pomoście. Podtrzymując głowę rękoma, zagłębisz się w tajniki swojego umysłu. Wianuszek mętnych myśli spocznie na twojej głowie, a ty będziesz się zastanawiać, jak to się dzieje, że kwiaty mają różne barwy i jak by to było, gdyby odwrócono wszystkie kolory. W noc kupały, wrócisz do domu późno w nocy upojony tańcem z nimfami i driadami z przekonaniem, że twoje życie ulegnie zmianie, gdyż znalazłeś kwiat paproci. Tak naprawdę ponownie będziesz kompletnie zjarany.
[center]Pasożyt forumowy[/center]

[right]Wiesz? Nie istniejesz.[/right]

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1539
Wiek: 24

WIANKI 2014

Post#3 » 28 cze 2014, o 23:38

Pierwszy tekścior z planowanych dwóch. :) Są wianki, lato i tańce, więc chyba wpasowuję się w tematykę ^^.

[center]Miłujcie się![/center]

Stała sztywno, z mocno ściągniętymi łopatkami, pocąc się obficie w ciężkiej, gryzącej sukni. Był najgorętszy dzień lata – żar lał się z nieba, a nawet najlżejszy podmuch wiatru pozostawał jedynie w sferze marzeń. Miała nadzieję, że niedługo będzie po wszystkim. Że najgorszy dzień jej życia przemknie niepostrzeżenie.
Kapłan prowadzący ceremonię stał pod ozdobnym baldachimem, czytając wersety o wspaniałym uczuciu, jakie miało połączyć ją ze stojącym po jej prawicy mężczyzną. Damy siedzące w ławach, wachlowały się energicznie, nie przestając jednak z uporem wpatrywać się w dziewczynę oraz jej przyszłego małżonka. Panna młoda stała tyłem do nich, jednak na plecach czuła ciężar ich spojrzeń. Niektóre jej współczuły, inne – zazdrościły. Wszak miała zostać żoną księcia, syna groźnego Tandysa!
Kiedy kapłan skończył mówić, na podium wszedł ów Tandys. Był to jegomość potężnej postury, odziany w ciężkie szaty w kolorach złota i purpury. Na głowę założono mu wielką koronę, bogato inkrustowaną drogimi kamieniami, a w prawej dłoni dzierżył długie berło.
Król zaczął mówić, lecz dziewczyna słyszała go bardzo słabo; czuła się tak, jakby znajdowała się pod wodą: wszystkie głosy, jakie do niej dochodziły, były przygłuszone, docierały jakby z daleka. Kiedy władca podszedł do wielkiej czary, w której znajdowała się woda z płatkami róż, dziewczyna ocknęła się i przytomnie przestąpiła kilka kroków wprzód – to samo uczynił jej przyszły małżonek.
— Czy ty, Anno, ze szlachetnego i starożytnego rodu Durcoix, zgadzasz się żyć wespół z Filipem ze wspaniałego, sławetnego rodu Tuilquinów i obiecujesz urodzić mu wiele wspaniałych synów, być pomocą w ciężkich chwilach i ostoją w czasie niepokojów?
— Tak, panie – odparła, spuszczając potulnie wzrok.
— Czy ty, Filipie, ze znakomitego rodu Tuilquinów, godzisz się wziąć za żonę tę oto Annę, przysięgając bronić jej, służyć pomocą i opieką?
— Tak, panie.
— Z tą chwilą, Anno i Filipie, zostaliście złączeni nierozerwalną więzią, która uczyniła was jednością. Miłujcie się! Ad kuning du’h evor! – krzyknął.
Tur gred en ivo – odpowiedział tłum.
Filip ujął jej dłoń i musnął delikatnie ustami. Nie popatrzył jej w oczy, lecz wcale się tego nie spodziewała. Król pokropił ich różaną wodą, po czym tłum rozstąpił się. Anna i Filip odwrócili się i ruszyli naprzód.
Kilka kroków przed nimi szły wesoło cztery malutkie dziewczynki z koszyczkami, rzucające na bruk płatki kwiatów. Ubrane były w urocze, białe sukienki, a na głowach niosły kolorowe, grube wianki, które w połączeniu z lśniącymi, długimi włosami mogły wprowadzić w rozczulenie. Tuż za parą szedł król i stara królowa, Elena, dalej kapłan i przedstawiciele najznamienitszych rodów całego Cairemois, a następnie zwyczajna gawiedź. Podchód nie trwał długo, lecz był niebywale atrakcyjny. Annę uderzyła feeria barw i kakofonia dźwięków, które docierały do niej z każdej strony. Po bokach i przed nimi biegli akrobaci, popisujący się swoimi umiejętnościami i mężczyźni na szczudłach z twarzami pomalowanymi na biało. Muskularni niewolnicy z obrożami na szyjach dawali pokaz dmuchania ogniem, karły grały na tamburynach i małych bębenkach, a tancerki zabawiały tłum wyćwiczonymi ruchami.
W końcu orszak doszedł do miejsca uczty, na którą zaproszono jedynie najbardziej wpływowe osobistości. Na dziedzińcu zamkowym ustawiono długie drewniane stoły z ławami, uginające się od przysmaków z całego świata. Udźca baraniego w sosie żurawinowym, ulubionego dania króla Tandysa, było najwięcej. Honorowe miejsce przeznaczone dla nowożeńców stało na podwyższeniu. Wygodne fotele przyozdobiono złotymi narzutami, na których wyhaftowano purpurowym ściegiem przeplatające się litery A i F.
Anna zasiadła na fotelu, szczęśliwa, że w końcu znalazła się w cieniu. Uśmiech jednak szybko zszedł z jej twarzy, gdy ujrzała osobę mającą spocząć po jej prawicy. Przy pomocy dwóch dwórek na podwyższenie wspinała się Magdalena, której brzuch wskazywał na rychłe rozwiązanie. Była tylko rok młodsza od niej i osiem miesięcy temu poślubiła jej ojca.
Kiedy goście zajęli swoje miejsca, powstał król, unosząc w górę puchar wina. Ponownie uraczył wszystkich kwiecistą mową, zwracając się najpierw do ojca Anny, a następnie do swojego syna, po czym wzniósł toast za pomyślność nowożeńców.
Zabrzmiały pierwsze takty muzyki i Anna została porwana na środek przez króla Tandysa. Ductia była jej ulubionym tańcem! Lubiła muzykę, śpiew i taniec; dźwięk liry był jej najmilszym. Ojciec przed wypadkiem na polowaniu, po którym stracił nieco władzę w nodze, często urządzał zabawy, podczas których Anna mogła wyszaleć się do woli.
Król Tandys był wyśmienitym tancerzem, niestety nie można było tego powiedzieć o jego synach. Tandys, starszy brat Filipa, a więc następca tronu, podeptał jej suknię i poranił stopy; Filip tylko dopełnił dzieła. Z grymasem bólu opadła na swój fotel, sprawdzając zniszczenia zadane sukni.
Godziny mijały, wina ubywało, a Anna stawała się coraz bardziej markotna. Niechętnie odpowiadała na grzecznościowe formułki deklamowane przez chcących się przymilić szlachciców, odmawiała też tańca. Obserwacja gości poczęła ją nudzić, nie sprawiało jej również uciechy słuchanie muzyki, ponieważ pijani muzycy powoli przestawali zwracać uwagę na nuty. Król Tandys, już coraz bardziej purpurowy na twarzy, zabawiał się wśród tancerek, a Filip usiadł przy stole ze swoimi kompanami, co rusz podnosząc puchar do ust. Przy loży honorowej została tylko ona i królowa Elena, która z obrzydzeniem patrzyła na swojego męża, nie zwracając w ogóle uwagi na synową.
Anna ze smutkiem wyobraziła sobie swoje dalsze życie. Filip miał stać się królem Tandysem, ona – królową Eleną, nic nie znaczącą kobietą w świecie zdominowanym przez mężczyzn.
Kiedy słońce już dawno zniknęło za linią horyzontu, król Tandys wstał i chwiejąc się niebezpiecznie, podtrzymywany z obu stron przez tancerki, podniósł puchar do góry i krzyknął, sepleniąc:
— Te’az po’a, by żona spełniła swą powinność! – Popatrzył prosto na Annę, którą od razu oblał zimny pot.
— Pokładziny! – krzyknął ktoś z tłumu, równie pijany jak król.
Tłum zawył radośnie.
Królowa Elena wstała i poprawiła suknię.
— Chodź, dziecko. – Były to pierwsze słowa, jakie powiedziała do Anny.
Anna wstała i poczuła, jak uginają się pod nią nogi. Upadłaby, gdyby nie refleks jednej z dwórek, stojących tuż za fotelem.
— Dziękuję – zdołała wydukać.
Królowa poprowadziła ją do zamku. Tuż za nimi szli ochmistrzyni z fraucymerem, król, Filip z czterema przyjaciółmi, kanclerz, ochmistrz, łożniczy i kapelan. Kiedy doszli do odpowiedniej komnaty, otworzono drzwi i wszyscy weszli do środka. Centralnym punktem pokoju było wielkie łoże z baldachimem, pościelone i przygotowane do spełnienia swojego zadania. Wszyscy ustawili się dookoła niego; Filip już zdążył pozbyć się wierzchniego nakrycia.
Ochmistrzyni wraz z dwoma dwórkami weszła pod baldachim i przyjaznym gestem zaprosiła do siebie Annę. Dziewczyna, blada jak ściana, stanęła między trzema kobietami, które zaczęły ściągać jej ciężką suknię i obmywać ciało perfumowaną wodą. Miała nadzieję, że dostanie jakąś koszulę nocną, jednak srogo się pomyliła. Kiedy dwórki wraz z przełożoną wyszły za baldachim, łożniczy zadzwonił dzwonkiem. Jeszcze dźwięk nie zamarł, a Filip już wskoczył do łoża, co jego towarzysze skwitowali rubaszną salwą śmiechu. Anna trzęsła się jak osika. Jej mąż był pijany, nad wargą miał czerwone wąsy z wina i wpatrywał się w nią z niekłamanym pożądaniem.
Bez słowa złapał ją za ramiona i rzucił na miękkie poduszki. Poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. Zdrętwiała. Filip zaczął całować ją po szyi, ściskając boleśnie jej małe piersi. Zagryzła wargi i zamknęła oczy.
Poczuła ból. Pchnięcie było tak mocne, że z gardła wyrwał się jej krótki krzyk. Kiedy już wszystkie pchnięcia zlały się w jedno, Filip zdrętwiał i przyłożył policzek do jej obojczyka. Po krótkich konwulsjach opadł bez sił.
Anna poczuła, jak pojedyncza łza spływa po jej policzku, mija ucho i skapuje na śnieżnobiałą poduszkę.
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1539
Wiek: 24

WIANKI 2014

Post#4 » 29 cze 2014, o 13:18

Jest i drugi. :)

[center]Wehikuł czasu[/center]

— Ty łachudro! Won mnie stąd, ale już!
Z chatki wypadł roześmiany chłopak, zaraz za którym biegła tęga kobieta, wymachująca wiklinową miotłą.
— Hej, Agnes, nie denerwuj się! – zawołał chłopak, odwracając się w stronę niewiasty i zaczynając biec tyłem. Kobieta stanęła i oparła się o kolana, z trudem łapiąc oddech.
Agnes?! – krzyknęła po chwili. – Do matki po imieniu?! Ty gadzie! – Wyprostowała się i ponownie zaczęła gonić syna.
— Ale mamo, dzisiaj jest pierwszy dzień lata! Chodźmy do miasta – powiedział, cały czas utrzymując bezpieczną odległość.
— Też mi! – żachnęła się kobieta, stając w miejscu. – Lato! Wio, na pole, krowy doić, kozy pasać, a nie o zabawach myśleć!
— Ale mamo! Miasto jest tylko dwie godziny drogi stąd. Zdążymy na ucztę. Vincent mówił, że będą żeberka.
— Żeberka! – prychnęła. – Szanowny burmistrz Hilde jest tak hojny, że nie dostaniesz nawet ości pstrąga!
— Mamo… – powiedział błagalnym tonem, starając się maskować psotne spojrzenie. Odważnie podszedł bliżej i wyciągnął ramiona w stronę rodzicielki. Ta po krótkim wahaniu odrzuciła niedoszłe narzędzie zbrodni i wtuliła się w chudy tors syna.
— Dobrze, Bruno, pójdziemy. Ale jak nie dostanę żeberek, każę ci wyszorować cały chlew.
Niezrażony tym chłopak uśmiechnął się szeroko nad głową matki.

[center]~*~[/center]

Wczesnopopołudniowe słońce było nie do zniesienia. Całe Feldgrau od miesięcy nie widziało deszczu, przez co nad dróżkami wznosiły się tumany kurzu, szczypiąc w oczy i drażniąc gardło. Agnes i Bruno wędrowali powoli, mijając polany pełne mleczy, na których leniwie pasły się zwierzęta. Było tak cicho, że bzyczenie much i świsty ogonów dochodziły aż na drogę.
— Zaraz nie wytrzymam i się rozpłynę – sapnęła Agnes i podwinęła nieco spódnicę.
— Już niedaleko, mamo.
Kwadrans później weszli do chłodnego lasu, co Agnes przyjęła z niekłamaną ulgą. Opuściła spódnicę i rozkoszowała się delikatnym wiaterkiem, muskającym jej spoconą twarz. Mijali coraz więcej ludzi, idących do albo z miasta, ubranych w kolorowe stroje, z kwiatami we włosach, roześmianych i głośnych. Po chwili stanęli przed bramą prowadzącą do miasta, która miała pozostać otwarta aż do północy. Już z oddali słychać było dźwięki fletów i bębnów, tamburyn i lir. Ludzi kłębiło tyle, że prawie nie dało się przecisnąć w stronę rynku.
— Czekaj, mamo – powiedział Bruno, dostrzegłszy małą dziewczynkę, sprzedającą już nieco nadwiędnięte wianki. Wokół stoiska kręciło się sporo ludzi niezainteresowanych kupnem, więc wykorzystał swój spryt i niepostrzeżenie ukradł najpiękniejszy wianuszek. – Proszę – rzekł, wsadzając go matce na głowę.
— Och, dziękuję! – krzyknęła, macając się po głowie.
— Chodź! – Bruno chwycił matkę za rękę i pociągnął ją w tłum. Mijali stoiska z wyrobami mięsnymi, z których przepięknie pachniało wędzoną szynką, kiełbasą, pieczonym dzikiem, kiszką czy smażonym kurczakiem; budki z piwami, przy których kręciło się sporo pijanych wieśniaków; kramy z ciastami, skąd dobiegał zniewalający aromat szarlotki, placka ze śliwkami czy wiśniami oraz sernika; znalazło się również miejsce dla wystawy kóz (właściciel najpiękniejszej wygrywał beczkę piwa i laskę kiełbasy) czy prezentacji najoryginalniejszych broni własnego projektu.
Bruno zatrzymał się też na dłużej przy pokazach walk królewskich rycerzy, gdzie przywiodły go szczęk stali i głośny zachwyt pijanego tłumu. Wojownicy mieli pokazywać nie tylko swoje wypolerowane uzbrojenie, lecz również prezentować niektóre ataki i uniki. Większość dżentelmenów w przyłbicach była już jednak zdrowo pijana i niewiele dało się wynieść z tego pokazu, jednak aplauz wieśniaków, myślących, że wiedzą cokolwiek o wojaczce, nie miał końca.
Później Agnes z synem przystanęli, by oglądnąć konkurs na najszybsze spożycie całego placka z wiśniami.
— Patrz, to Gustaw! – krzyknął Bruno, pokazując matce palcem otyłego mężczyznę, siedzącego pomiędzy dwoma rywalami.
— Faktycznie! Co za idiota, zaraz zwymiotuje…
Niestety nie dowiedzieli się, czy Gustaw zwymiotował, czy nie, bo hołota za nimi zaczęła się rozstępować, tworząc sporych rozmiarów okrąg. Agnes odwróciła się i zobaczyła, jak grupa kilkunastu tancerek w spódnicach i wiankach podobnych do jej wchodzi na środek i przybiera pozy. Tuż za nimi maszerowała grupka starszych jegomościów z fletami i bębnami.
— Zapraszamy wszystkich do zabawy! – krzyknęła jedna z dziewczyn, po czym zabrzmiały pierwsze takty i ślicznotki ruszyły w tany.
— Mamo, przecież ty to znasz! – powiedział Bruno, szturchając matkę w ramię. – Idź – popchnął ją.
— Tyś chyba zwariował do reszty. Przecież te siksy mogłyby być moimi córkami. Gdzie tam ja, za stara już jestem na takie wygłupy.
Tańczące wesoło dziewczęta, których piękne, grube warkocze latały dookoła, podchodziły do niektórych osób z tłumu i wciągały je do środka. Uśmiechały się przy tym tak radośnie, że letnia atmosfera wspaniałej zabawy udzieliła się chyba wszystkim gapiom i ci nie dawali rady odmawiać.
— No idź, mamo! – powtórzył po raz kolejny Bruno, pchając matkę do środka. Ta jednak była nieugięta. Na szczęście po chwili przyszło wparcie – jedna z dziewcząt o wspaniałych, rudych włosach, iskrzących się zadziornie w promieniach słońca, wyciągnęła ręce do chłopaka, zapraszając go do zabawy. Bruno z naprawdę ciężkim sercem odmówił: chęć sprawienia radości matce okazała się nieco silniejsza od perspektywy tańca z najpiękniejszym dziewczęciem, jakie w życiu widział. Zamiast chwycić dłoń, popchnął w jej stronę matkę, przez co Agnes została wytargana na sam środek okręgu.
Bruno widział, że matka wahała się naprawdę krótko. Po kilku chwilach konsternacji stało się coś, czego nie był w stanie określić słowem innym niż magia.
Z czterdziestoletniej twarzy Agnes, pooranej zmarszczkami, strzaskanej słońcem i przesiąkniętej doświadczeniem, zniknęły nagle wszystkie troski. Czoło się wygładziło, oczy zaiskrzyły zawadiacko, a nogi same poszły w ruch. Gracją przewyższała niektóre tancerki – gracją, o jaką Bruno nigdy matki nie posądzał. Nagle zniknęła kobieta dźwigająca wiadra i pasąca świnie – pojawiła się dziewczyna o lekkich, płynnych ruchach i zaraźliwym uśmiechu. Dźwięk muzyki i obcasów uderzających o bruk stworzył melodię, jakiej Bruno w życiu nie zapomniał.
Nigdy wcześniej nie widział matki piękniejszej jak wtedy – tańczącej pośród morza kwiatów, obserwowanej przez zaczarowany tłum.
where does everybody go when they go?

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4293

WIANKI 2014

Post#5 » 4 lip 2014, o 13:13

Tekstów niedużo, ale bardzo się cieszę, że temat wiankowy był inspirujący na tyle, że mamy dwa razy po dwa teksty! Gratulacje, dziewczyny :D


Perun
Bardzo plastyczny opis - zgrabnie opisany, malowniczy, a przy tym lekki i wymowny. Ładne podejście do klasycznego obrazka kojarzącego się od razu z nocą świętojańską. Klimat bardzo przypadł mi do gustu, drabble bardzo mi się spodobało.

Jedyne "ale" - kwiat paproci rzeczywiście określa się kwiatem perunowym, ale już chyba nie perunem; to określenie, imię de facto, przypisane jest już chyba tylko do Peruna, ale nie mam pewności, od razu zaznaczam. Jest na sali Lai? :D


Celebracja
A ta wariacja z kolei niekoniecznie leży w moim guście i upodobaniach. Temat jest fajny, współczesna wersja kupalnocki na pewno spodoba się wielu osobom, mi zresztą również (choć, jeżeli chodzi o kupalnockę, lubię jednak świętojańskie skojarzenia), ale styl - narracja drugoosobowa jest o tyle specyficzna, że nie zawsze zdania brzmią dobrze. Mi coś tutaj zgrzyta, a dodatkowo ten obrazek też nie jest do końca uniwersalny - jest jakby męski; z tym utożsami się mężczyzna, chłopak, ale kobieta? - więc dodatkowo efekt skierowania tych czynności do czytelnika "ty zrobisz" w moim przypadku nie działa.


Miłujcie się!
BARDZO podoba mi się ten tekst. Klimat jest wyjątkowo mocno odczuwalny, z jednej strony bardzo gorzki, z drugiej urokliwy - scena zaślubin wprowadza nas w ten pełen przepychu obraz, a pokładzin wylewa wiadro zimnej wody, pokazując, co tak naprawdę kryje się pod pięknym wystrojem, sukniami, ucztą. Strach, oddanie, konieczność. Dodatkowo przemycone elementy wskazujące na dużą wiedzę historyczną bardzo dodają smaku.
Mało oczywiste skojarzenie z wiankami - poza tymi na głowach dziewcząt - ale bardzo lubię nietypowe wykorzystanie inspiracji.


Wehikuł czasu
Ponownie - klimat bardzo odczuwalny.
Uroczy tekst, naprawdę, niby to bardzo krótka scenka, ale jednak ma w sobie siłę oddziaływania, właśnie dzięki puencie. Prawdziwy wehikuł czasu.

Wróć do „Konkursy Artefaktowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość