Podaj mi obraz

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla użytkowników forum.
Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Podaj mi obraz

Post#1 » 16 wrz 2011, o 10:20

Termin: dziś, 16 IX 2011, godziny wieczorne (opcjonalnie koło 20).
Uczestnicy: Lailerosse, Oeone, Giwi, Veena, Ptakuba, Kostucha.

Przypominam, by teksty wysyłać na Alfę i omegę.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#2 » 16 wrz 2011, o 22:30

Tekst B

[center]Aspiracje na kontynuację hitu kinowego[/center]
Kamienne koła toczą się, toczą i toczą. Szybciej. Szybciej. Szybciej! Kręci kierownicą, zajeżdżając drogę rywalowi. Blond czupryna szybko znika z jego pola widzenia, a zacięta mina Barneya mówi mu, że przyjaciel tak łatwo się nie podda.
W końcu stawką jest gra w kręgle. Kto przegra, ten płaci. A on już jest spłukany; nawet nie chce wiedzieć, co jego kochana żonka powie, gdy tylko się o tym dowie. Nie zobaczy pieczonej nóżki z pterodaktyla przez miesiąc.
Ach, ten rozkoszny smak!
Zaciska zęby i jeszcze szybciej zasuwa bosymi nogami, wprawiając maszynę w ruch. Barney się zbliża. Barney wykonuje dziwny manewr. Barney jest tuż obok. Barney go wyprzedza.
Fred przegrywa.
- He, He, He! Nie martw się, przyjacielu! – Rubble klepie go po plecach. – Następnym razem się uda.
- Yabba Dabba Do – mówi przez zaciśnięte zęby, ponuro i z wyraźną złością. Ani krzty energii.
Barney nawet nie zauważa, jak dostaje po łbie. Fred nie lubi przegrywać.
Przegrany ma minę strutego psa – oto Wilma czeka na niego przed domem, tupiąc nogą i z niezadowoloną miną. Fred widzi, jak jej wisior z opalem rzuca w jego stronę nieprzyjemne błyski od promieni słonecznych. Cholerny prezent od jego matki!


GAME OVER

- Nie! Nie! I znowu przegrałem! – krzyczy histerycznie Rex, waląc w klawiaturę komputera jak wściekły.
- Daj spokój. Spróbujemy jeszcze raz, jeśli chcesz. – Trixie już klika przycisk START. Na ekranie ponownie zaczyna odtwarzać się intro The Flinstones.
- Dobra! Tym razem cię pokonam. – Białe zębiska dinozaura wyszczerzają się w uśmiechu.
- A twoja skórka zmieni barwę na różową, Rex. – Głos jak zawsze dobiega z parapetu okna wychodzącego na ulicę. Klaun z wiecznie smutną miną i niemrawym głosem nawet nie spogląda w stronę zielonego dinozaura. – O, Bonnie już jest z powrotem.
Wszystkie zabawki w pokoju zaczynają wracać na swoje miejsca, a Trixie rzuca się do wyłączenia komputera. Rex jak zawsze zastyga na blacie biurka, tuż obok klawiatury, stojąc na dwóch silnych i grubych nogach, a dwie przednie, o wiele krótsze, ma wyciągnięte do przodu, jakby tak naprawdę nie były mu potrzebne.
Po kilku minutach słyszą głośne tupanie po schodach, to brązowowłosa dziewczynka wesoło wchodzi do swojego pokoju i stawia przedszkolny plecaczek przy drzwiach.
- Witajcie, moi kochani! Dzisiaj przenosimy się razem z kowbojem do Paryża na filiżankę herbaty!




Bonnie grzecznie śpi w łóżeczku. Rex i Trixie dalej grają. Buzz Astral podchodzi do nich z zaciekawieniem
- I jak ci idzie, zielony? – pyta.
- Nie przeszkadzaj! Fred znowu jest na prowadzeniu – odpowiada pełnym ekscytacji głosem.
Międzygalaktyczny wojownik kręci głową, wracając do swojej rudowłosej kowbojki, aby za chwilę usłyszeć głośny jęk Rexa. Znowu przegrał.
- Jeszcze raz – mówi, na co Trixie wzdycha.
- Wybacz, ale umówiłam się dziś na czacie z kolegą, z sąsiedniego domu. Wiesz, z tym przystojnym dinozaurem. – Chichocze.
Rex zostawia klawiaturę w świętym spokoju i staje obok klauna. Patrzy się, patrzy i patrzy. Ziewa, na co klaun nie raczy nawet zareagować.
- Widziałeś kiedyś rzeczy, które przyprawiają cię o gęsią skórkę? – pyta nagle cichym, zupełnie wypranym z emocji głosem.
- Jak źle przypieczoną pizzę?
Klaun posępnieje jeszcze bardziej, o ile tylko może.
- Widzę to co noc, o tej samej porze. Zawsze to samo. Jeśli nie masz mocnych nerwów, nie patrz.
- Ale o czym ty mówisz? – pyta piskliwym głosem, rozglądając się z paniką po pokoju, gdzie spokojnie i bez obaw bawią się inne zabawki, a Bonnie dalej grzecznie śpi; oraz po podwórzu, gdzie nie ma żywej duszy. Nawet przejeżdżających samochodów. – Nie chcę tego widzieć, cokolwiek to jest!
- Już za późno.
- Co? Co ty mówisz?
- Możesz tylko patrzeć.
Rex chce już odwrócić się ogonem do okna, gdy dostrzega ruch na czarnym jak smoła asfalcie. To była pokrywa od kanalizacji. Zastyga w bezruchu, patrząc na to dziwne zjawisko.
Po chwili we wlocie pokazuje się szczelina, gdzie nie ma ani krzty światła światła. Dinozaur przełyka ślinę. Z ciemności wystrzeliwuje blada dłoń, która opiera się na krawędzi, a zaraz potem wyłania się głowa.
Długie, splątane włosy wiją się niczym węże, zasłaniając twarz istoty, która próbuje wyjść z kanalizacji, a jedyne ruchy na jakie ją stać, to te pełzające. Nie wyłania się nawet do tułowia, a już Rex zaczyna drżeć jak osika. To pająk, nie ludzka istota!
Spomiędzy kołtunów włosów dinozaur dostrzega jeszcze szaleńczy uśmiech, który niewątpliwie jest posyłany w jego stronę.
Pada zemdlony obok klauna.
- Ej, ludzie! Przydałaby się tu mała reanimacja – mówi Chuckie do całkowicie nieświadomego społeczeństwa zabawek swym wypranym z emocji głosem.
Zjawa znika tak szybko jak się pojawia.


- Co on za bzdury opowiada! – krzyczy głośno Hamm, czyli różowa świnka na monety, którymi co chwilę pobrzękiwała.
- Za dużo nagrał się w te durne gry – wydał wyrok Pan Bulwa z miną jak zawsze wszechwiedzącą. Uściskał umownie dłoń swojej małżonce, Pani Bulwie. – We łbie mu się przestawia.
- Uspokójcie się, kochani. – Chudy stoi na środku ich małego zebrania i wyciąga zapobiegawczo ręce do przodu, jakby chcąc ich uciszyć, a równocześnie broniąc przed krzykiem tłumu. – Wszystko jest pod kontrolą.
- Jakie pod kontrolą, kowboju? – odzywa się tym razem Cienki, wychylając łeb spod łóżka. – On widział ducha.
- Najprawdziwszego – potwierdza histerycznie Rex. – Takiego ciemnego. Takiego strasznego. Takiego pełzającego.
- Nie pomagasz mi, Rex – mówi Chudy, powstrzymując się od głębokiego westchnięcia. Zaraz potem wyprostowuje się i ponownie zwraca ku swej małej trzódce. – Spokojnie, nic się nie dzieje. To pewnie tylko zabawka, która nie może się wydostać i tyle. Nie ma co robić z tego wielkiej afery. Prawda, Chuckie?
Klaun patrzy na nich z parapetu, a jego kąciki niebieskich ust są skierowane całkowicie w dół. Zero nadziei. Zero szczęścia. Zero emocji.
- Jest taka historia. Pełna łez i niesprawiedliwości. Dawna i mało znana, ponie… - zaczyna mówić martwym głosem, który niejednego przyprawia o gęsię skórkę, ale nie zabawki, mieszkające z nim od lat.
- Daj spokój, Chuckie – przerywa mu szybko Begonia, biały jednorożec o grzywie żółtej i wesołym usposobieniu. – Jak zwykle tylko straszysz. Słuchajcie, kochani, ta historia to bujda. Nie wierzcie w nią.
Wszyscy spoglądają na Rexa, który już zdążył schować się za Buzzem Astralem. Nogi mu wyraźnie drżały, a szklane, białe oczy wyrażały strach.
- Ja tam nie idę! – jęczy przerażony. Zerka na Chudego, ich niepisanego przywódcę.
Ten ponownie wzdycha i kręci z politowaniem głową, dotykając dłonią za rąbek kapelusza.
- Musimy to sprawdzić. Kto idzie ze mną?
Jak zawsze Buzz stoi za nim wraz z wiernym i kochanym Mustangiem, Jessie i Cienkim. Reszta spogląda na siebie z powątpiewaniem, aż w końcu wzruszają ramionami. Pan Bulwa wychodzi naprzeciw gromadki i mówi bez ogródek: - My się tam nie będziemy pchać. Mało to mieliśmy w życiu problemów właśnie przez ciebie, szeryfie? Pomożemy ci jedynie zejść z okna na dół i będziemy obserwować sytuację. Gdyby Bonnie miała zaraz wstać, damy wam znać.
- Dzięki, kochani.
- To co? – Buzz kładzie dłoń na ramieniu Chudego. – Jutro w nocy?
Przyjaciel potakuje i rzuca spojrzenie w stronę trzęsącego się Rexa.
- Dzisiaj w nocy.



Rex nie może się skupić na grze. Jego grupka już szykuje się na akcję, omawiając następne kroki. Trixie go szturcha i posyła dodające otuchę uśmiechy. Zielony jest jeszcze bardziej zielony niż zwykle.



Buzz wraz z Jessie upewniają się, że kilkunastu metrowy kabel ze świątecznymi lampkami w kształcie gwiazdek i o zaokrąglonych rogach, jest dobrze przywiązany za klamkę od okna. Dają znak reszcie grupy, która bez zwłoki łapie za prowizoryczną linę i opuszczają się kolejno w dół, prosto na trawnik obok wielkich krzaczorów.
Chudy sprawdza czy jest bezpiecznie. Pan Bulwa zrzuca im małą latareczkę, którą na dwóch niosą dalej. Wszyscy trzymają się razem, a Rex miętosi w krótkich rączkach torbę niewiadomego pochodzenia, jak i użycia, i ogląda się bojaźliwie, wypatrując ducha.
- Jesteście pewni, że to dobry pomysł? – pyta, na co cała reszta odwraca się w jego stronę i przykłada palce do ust z głośnym „Ciiii…”.
Idą dalej, mijają krzaki i wychodzą na asfalt. Wspólnymi siłami odsuwają właz do kanalizacji i spoglądają w dół. Chudy wraz z Buzzem przystawiają latarkę i ją zapalają. Niczego podejrzanego nie widać.
- Jesteś pewny, żeby tam iść? – pyta szeryfa międzygalaktyczny wojownik, na co rudowłosa Jessie szturcha go łokciem.
- Przecież to zabawka. Musimy jej pomóc.
- No właśnie. – Chudy daje znak Cienkiemu, aby chwycił w pysk latarkę, a sam opuścił się przodem, podczas gdy oni będą trzymać go za kończyny tylne.
Pies skacze, sprężyny pracują na najwyższych obrotach, aby Cienki dał radę stanąć na dwóch łapach na suchej ziemi kanalizacji.
- Udało się, chłopaki - mówi, kładąc latarkę na ziemi i powoli ją obracając raz w jedną, raz w drugą stronę, szukając żywej duszy. Chce coś jeszcze powiedzieć, ale z ust wyrywa mu się tylko okrzyk zaskoczenia, gdy nagle czuje, jak jego kuper opada bezsilnie w dół. Przestano go trzymać. Słyszy tylko jakieś okrzyki, a zaraz potem odgłos zasuwania włazu.



- Mocno go trzymaj, Buzz – mówi Chudy, całkowicie skupiony na misji. Wszyscy ciekawsko zerkają w dół, gdzie Cienki infiltruje otoczenie.
- Jesteście głupcami. – Głos zimny i ciężki ścina ich niemal z nóg. Wzdrygają się i szybko rozglądają. Tuż obok dostrzegają coś, a w zasadzie kogoś w tle czerni asfaltu, otaczającej ich nocy i z powiewającymi strzępami szat, jakimi jest okryty. Na mgnienie oka widzą także podłużny, cienki nos.
- Nie wolno wam tam iść. Tam kryje się zło, przed którym nie zdołacie się obronić – mówi dalej, nie zbliżając się do nich, a jedynie machnąwszy jak na odchodne chudą, połyskliwą rączką (zapewne od polerowania).
W tym samym momencie wszyscy zostają odrzuceni do tyłu, tyłek Cienkiego spada w dół, a sam właz zamyka się bez ich ingerencji.
Zabawki patrzą się z niedowierzaniem w miejsce, gdzie przed chwilą zniknął ich przyjaciel. Słyszą z okna pokoju Bonnie okrzyki pełne bulwersji ze strony Pana Bulwy, a tajemnicza postać w szatach tylko się na nich patrzy, jakby już tam na zawsze przyrosła.
- Kim ty jesteś? – pyta ostrożnie Chudy i zanim otrzymuje odpowiedź, to Rex się wyrywa naprzód. Sięga małą rączką do swej niezidentyfikowanej torby i wyciąga coś w pięści. Jak szalony zaczyna biegać wokół ich zaskoczonej i w połowie poprzewracanej gromadki, sypiąc czymś dookoła nich. Na końcu staje zadowolony z siebie w środku.
- Sól cię zawsze uchroni – wyjaśnia całkiem niewinnie.
Dostrzega tylko pełne niedowierzania spojrzenie szeryfa.
- No co? Tak przeczytałem w Internecie.
- Spokojnie, Chudy – mruczy w jego stronę Buzz.
Czarna postać śmieje się i odchodzi, rzucając na odchodne: - Ten wasz kundel już stamtąd nie wróci.
Gdy znika, Rex zaczyna histeryzować.
- Musimy go uratować – wyrywa się Jessie i próbuje razem z Mustangiem podnieść pokrywę. Nawet nie drgnęła. Wszyscy włączają się do wysiłku i dalej to nie skutkuje.
- To co my teraz zrobimy?! – woła dinozaur, patrząc z przerażeniem we właz. – Ona go pożre! Biedny Cienki….
- Właśnie, biedny Cienki – powtarza smętnie Chudy, ściągając symbolicznie kapelusz z głowy. – Buzz, musimy go stamtąd wyciągnąć. – W jego głosie jest już więcej energii i zdecydowania.
Międzygalaktyczny wojownik potakuje głową, tak samo reszta.


Cienki słyszy, jak mocują się z włazem, krzyczą do niego, a on odpowiada. W zasadzie nie jest tu tak źle. Ma latarkę, nikogo nie ma, więc może poczekać, aż go stąd wydostaną. Ich wyjaśnienia przyjmuje z przymrużeniem oka. Przecież niczego nie widział, dlatego przyjął wersję, że jego drodzy przyjaciele zagapili się i w tym samym czasie poluźnili uścisk. A potem to już wszyscy wiedzą.
Rozgląda się po otoczeniu po raz enty tej nocy i tym razem słyszy, jak coś się do niego zbliża. Nie brzmi to jak kroki, bardziej jakby coś pełzało.
Dostałby gęsiej skórki, gdyby tylko okrywający go plastik na to pozwalał.
Kieruje snop światła w tamtą stronę. Mignęło mu coś przez sekundę i wraca do tego. Zachłystuje się powietrzem. To żółty konik morski płynie sobie w przepastnych śmieciach kanalizacji. Śmieje się z niego.
- Ej, ty! Czekaj! Czekaj! Powiedz mi, jak mam stąd się wydostać! Ej, czekaj! – Próbuje zanim biec, ale zabawka szybko znika mu z pola widzenia. Wraca z podwiniętym ogonem do latarki i siada ze zrezygnowaniem. Wzdycha. Wtedy zdaje sobie sprawę z jednej rzeczy. Nie jest sam.
Jest on, latarka i jeszcze inna istota, która teraz wkracza w snop światła. A włosy ma splątane, fioletowe i wijące się jak węże. Widzi szaleńczy uśmiech.
- Chudy! Chudy! Chudy! Ratunku!
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#3 » 16 wrz 2011, o 22:31

Tekst C


[center]Przepiórcza sześć[/center]
Marzena nigdy nie lubiła tego domu.
Przypominał jej o rodzinie Adamsów; dziwnej, wypaczonej, wręcz nieludzkiej. Z zewnątrz dom wyglądał całkiem nieźle, z białymi kolumienkami przy wejściu, w parceli otoczonej odrobinę zardzewiałym płotem i zbyt wysoką trawą. Babcia mieszkała w nim od urodzenia, tak samo było z ojcem Marzeny, Stanisławem. W środku jednak dom był koszmarny, stary i straszliwie zakurzony.
A teraz, po śmierci babci Stasi, która przeżyła wszystkie swoje dzieci, Marzena Górska była jedyną spadkobierczynią. Na początku myślała o tym, by sprzedać posiadłość, ale musiała się nad tym głęboko zastanowić. Bo kto sprzedaje dom, w którym wychowało się całe pokolenie? Tata zawsze dobrze wspominał swoje dzieciństwo; często mówił o ciastach, jakie piekła babcia, o grze w piłkę z trzema młodszymi braćmi i o tym, jak uciekał przed dwiema starszymi siostrami, które chciały przebrać go w dziewczęce ubrania.
Marzena nie miała takich wspomnień. Babcia Stasia na stare lata – dożyła sto drugich urodzin – nie piekła z nią ciastek, nie pozwalała jej się bawić na podwórku. Ten Dom, ta stara, rodzinna posiadłość, w której nikt oprócz babci nie chciał mieszkać, zawsze pozostawiał po sobie gorzkawy posmak.
Nie, Marzena na pewno nie lubiła tego tomu.
A teraz, gdy tymczasowo tu zamieszkała, zaczęła się go nawet bać.
Zaczęło się niewinnie, bo od muszek. Najpierw przyleciała jedna, do kuchni, podczas gdy Marzena robiła sobie kolację. Dziewczyna zabiła ją szybko, przygniatając dłonią do blatu. Umyła potem ręce – najpierw trochę pomocowała się z przedwojennym kranem – i jak gdyby nigdy nic wróciła do robienia sobie kanapek.
Następnego dnia, gdy wróciła do kuchni, muszek było już więcej. Naliczyła ich sześć, każda w różnym miejscu pomieszczenia, każda nieruchoma. Marzena westchnęła głośno, ściągnęła z dłoni trampka i po piętnastu minutach biegania i uderzania, wszystkie muszki były martwe.
To było rano. Wieczorem muszek było już dwa razy tyle.
Marzena nigdy zbytnio nie lubiła Natury, albo Natura nie lubiła jej, jak mawiała Górska. Dziewczyna zerknęła tylko do kuchni, zobaczyła ile muszek usiadło na starym, przedwojennym – jak niemalże cały dom – stole, wykrzywiła usta w grymasie zniesmaczenia i już po kilku minutach jechała swoim Fiatem Pandom do najbliższej Castoramy. Po godzinie dwudziestej pierwszej w kuchni, salonie i przedpokoju były zamontowane lepy, a pod ręką Marzenia miała dwa spreje na owady.
To tymczasowo pomogło.
Tymczasowo, bo dzień po zakupie sprejów i lepów, Marzena zauważyła że z gablotki w salonie, w której babcia trzymała serwisy na odświętne okazje, zniknął nóż. Dziewczyna westchnęła tylko cicho i wywróciła oczy, zwalając wszystko na niedbalstwo babci.
Ale gdy następnego dnia zaczęło brakować noży również w szufladach w kuchni, Górska zaczęła się niepokoić.
Nigdy nie wierzyła w duchy, a wszystkie swoje modlitwy, których było bardzo niewiele, kierowała do liczba. Skończyła Rachunkowość oraz Ekonomię na Uniwersytecie Jagiellońskim i nigdy by jej nie przyszło na myśl, by zawracać sobie głowę sprawami paranormalnymi. To było bzdury dla humanistów a nie dla osoby, której cały dzień wypełniały liczby.
Noże zaczęły ją niepokoić, bo w końcu doszła do takiego momentu, gdy musiała kromkę chleba smarować tym plastikowym gównem, które nie chciało nawet pokroić kiełbasy.
Najgorsze było to, jak noże znalazła. Przeszukując szafki w pokoju babci, do którego nikt nie wchodził po jej śmierci, otworzyła drzwiczki komody znajdującej się obok łóżka. Gdy tylko przekręciła klucz i pociągnęła je, zauważyła dziwny błysk i zaraz odskoczyła trzy kroki do tyłu, krzycząc.
Z szafki wysypały się noże. Ale nie tylko te należące do Górskiej, bo sztućców było znacznie więcej. Srebrne noże, złote noże, noże z kamieniami szlachetnymi, te z zardzewiałe, które nie były by w stanie niczego pokroić. Odskakując, Marzena potknęła się o wystającą nóżkę łóżka, wywróciła się i uderzyła tyłkiem na podłogę. Chwilę później była już na nogach, zakrywając dłonią otwarte usta.
Marzena nigdy nie postępowała pochopnie, tak było też i tym razem. Po kilku minutach chodzenia w te i we te, w jej umyśle rozległ się głos rozsądku mówiący: pozbądź się ich. Tak też zrobiła. Spakowała je wszystkie do worka na śmieci, w grubych, żółtych gumowych rękawicach i z ukrytym głęboko przerażeniem naliczyła aż pięćdziesiąt noży. Wszystkie wyrzuciła do kosza na śmieci, wyczyściła ręce i więcej o nich nie myślała.
Dom był bardzo, ale to bardzo stary. Marzena nigdy na oczy nie widziała strychu i piwnicy, bo to były dwa miejsca, do których jako dziewczynka nie mogła wchodzić. Nawet teraz, gdy schodziła krętymi schodami w dół, trzymając w dłoniach świecę (bo oczywiście nikt nie pomyślał by i tutaj pociągnąć elektryczność) czuła gęsią skórkę. Ostatecznie dotknęła palcami okrągłej gałki, a potem uciekła z cichym piskiem, czując chłodny powiew powietrza na twarzy.
Czwartej nocy, gdy Marzena oglądała jakiś serial, rozległo się skrzypienie. Był to pojedynczy odgłos i Górska nie zwróciła nie niego uwagi. Ale odgłos się ponowił.
Skrzyp.
Skrzyp.
Skrzyp, zabrzmiało nad głową dziewczyny.
Marzena ściszyła telewizor i zadarła podbródek do góry, ale hałas się nie ponowił. Dopiero gdy zwiększyła głośność telewizora, skrzypienie się ponowiło.
Skrzyp skrzyp skrzyp skrzyyyp.
Pilot wypadł jej z rąk.
Ktoś właśnie wyszedł z pokoju babci i zaczął schodzić po schodach.
Skrzyyyp.
Marzena w ataku paniki rzuciła się do drzwi salonu i zamknęła je z hukiem, ale skrzypienie mimo to nadal zdawało się być coraz bliżej. Teraz zdawało się jej, że odgłosy nie dochodziły z pokoju babci ale ze schodów.
Skrzyp.
Skrzyp.
Skrzyyyp.
Wciągnęła głęboko powietrze. Jeszcze pięć kroków i ktoś… coś… cokolwiek, stanie prosto przed drzwiami salonu.
Skrzyp.
Skrzyp.
SKRZYP, SKRZYP.
Marzena krzyknęła całą sobą, odskakując od drzwi. Serce biło jej głośno, bum bum bum, krew płynęła szybciej w żyłach. Jej dłonie zaczęły drżeć pod wpływem adrenaliny.
A potem rozległ się najgorszy dźwięk, jaki Marzena Górska usłyszała w cały swoim życiu
Puk. Puk?
Dziewczyna rzuciła się do gablotki i wyciągnęła z niego solniczkę, po czym z rozmachem rzuciła nią w drzwi. Sól rozsypała się po podłodze, srebrna nakrętka upadła pod jej stopy a szkło roztrzaskało się na drobne kawałeczki.
Marzena nie pamięta, jak przeżyła resztę nocy. Wraz ze wschodem słońca i pierwszymi jego promieniami wyniosła się z domu stojącego na Przepiórczej sześć, by nigdy do niego nie wrócić.

Marzena Górska nigdy nie wierzyła w duchy i nie była pewna, czy krąg soli kiedykolwiek by ją uchronił przed duchem. I nigdy nie chciała się tego dowiadywać.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#4 » 16 wrz 2011, o 22:59

Tekst D

...
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#5 » 16 wrz 2011, o 23:31

Tekst E

...
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#6 » 16 wrz 2011, o 23:31

Tekst F

...
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#7 » 16 wrz 2011, o 23:33

Teksty wiszą, więc zapraszam wszystkich do czytania i komentowania! Komentować mogą oczywiście nie tylko uczestnicy, ale każdy, kogo teksty zaciekawiły, chce się wypowiedzieć lub docenić autora.

Im więcej opinii, tym lepiej! Wszystkie uwagi odnośnie eventu mile widziane :)

A Ci, którzy nie zdążyli - jeżeli mają ochotę, mogą teksty dorzucić, jeśli je napiszą, najlepiej na moje pw, wkleję w miejsce postów D-F, które specjalnie zostawiłam na tę okazję (coby porządek był) ;)
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1810
Wiek: 25

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#8 » 17 wrz 2011, o 10:31

Dobra, skoro jak na razie nikt nie pokwapił się do komentowania, to ja to zrobię.

Tekst A.
Mam do niego mieszane uczucia. Pomijając niektóre napatoczące się błędy, bardziej skupiłam się na samym przekazie.
Niedopracowane, przez co tekst dużo stracił (ha! Jakby mój taki nie był!), choć koncepcja była dobra.
Czerwone ubranie skrytobójczyni przywiódł mi na myśl jedną z frakcji/grup z książek Terry'ego Goodkinda, ale jak się okazało nie miało to zbyt wiele wspólnego z moimi pierwszymi skojarzeniami. Dla mnie czerwień to kolor drapieżny, różnie przedstawiany, zawsze jest on wyrazisty. Tego też oczekiwałam od bohaterki, która wydaje się wykonywać to wszystko z czystego poczucia obowiązku i strachu; nie ma w niej nic, że tak się wyrażę "chwytającego za gardło". Jest mdła, ale chyba właśnie o to chodziło?
Widać, że w tekście bardziej skupiłaś się na jej wspomnieniach. Przetasowujesz je na zmianę z wydarzeniami teraźniejszymi.
Pomimo bardzo ładnego stylu, to jak już pisałam wcześniej - jest ono niedopracowane. Gdyby jeszcze raz nad tym przysiąść, jestem pewna, że zupełnie inaczej odebrałabym postać bohaterki, która nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Zdecydowanie czegoś brakuje do tego melancholijnego utworu.


A, zapomniałam jeszcze o naszych inspirujących obrazkach! Mamy fioletowe włosy, sól, opale, konika morskiego, Flinstonów, a świecąca lampeczka w kształcie gwiazdy pewnie musiała mi gdzieś umknąć. Była czy nie była, bo w tej chwili tego nie znajdę....?

Mój królu słońce.

Wszyscy dobrze wiemy, skąd ten motyw ;]


Tekst B.

Absolutne mistrzostwo. Tę autorkę tchnął chyba sam Bóg! Cudowne.


Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać! xD


Tekst C.

O, ten mi się zdecydowanie bardziej podoba od tekstu A. Buduje napięcie, opowiada o dziwnych przypadkach w zamieszkanym domu, co jest niepokojące i zaskakujące. Bardzo podoba mi się motyw noży i muszek. rozsnuwa taką aurę tajemniczości i wyraźnie szykuje czytelnika na jakąś bombę. Tymczasem tekst kończy się na skrzypach i puknięciach. Liczyłam na coś mocniejszego, ale końcówkę można z powodzeniem podciągnąć pod historie rodem z życia, gdzie nikt nic nie widział, a słyszał.
Literówki, czasami głupie błędy, ale czytało się szybko i przyjemnie.

Teraz zastanawiają mnie użyte przez ciebie obrazki. Wyłapałam tylko oczywistą sól, mam podejrzenie do jednej rzeczy, ale nie jest ona tak rzucająca się w oczy. Zdradzisz nam, gdzie jeszcze poukrywałaś motywy, a może tylko sola się zajęłaś? ;)
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4299

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#9 » 17 wrz 2011, o 16:02

Dobrze, to ja tak na szybko, bo uwagi układam sobie w głowie od wczoraj i do tej pory nie miałam okazji ich napisać :)

A
Ach, te głupie, bezradne bohaterki tragiczne - nic tylko dać w pysk i zabić ;d
Mój królu słońce.

Wszyscy dobrze wiemy, skąd ten motyw ;]
Właśnie ja tak średnio. Czuję, że to już było, ale nie mam pojęcia gdzie :<



B
Widać, że tekst niedopracowany, pisany na szybko (jak zresztą i mój, nienawidzę pośpiechu), ale pomysł - zajebisty! :D Nie wiem, kupiłaś mnie kompletnie, niby widzę wady, mam ich świadomość, a jednak... Jednak są, ale nie tak ważne, bo pomysł i te całkiem fajnie odegrane dialogi robią z tego tekstu coś nie tylko przyjemnego do czytania, ale i z pewnością zostającego w pamięci.
I NIGDY wcześniej nie czytałam ff do Toy Story, a muszę dodać, że to moja ulubiona bajka pixara i nawet byłam w kinie na 3 , otoczona przez dzieci ucieszone mniej niż ja :D



C
Tutaj nieco gorzej. Jestem osobą naprawdę strachliwą, jeżeli w grę wchodzą duchy, więc nietrudno wywołać we mnie strach czy niepokój, mając mnie za czytelniczkę opowieści z widmami - a tutaj nic mnie nie ruszyło. Dawno też nic nie czytało mi się tak statycznie, bezuczuciowo, jest to niewątpliwie wada, ale ogólnie? Styl ok, płynnie i lekko, troszkę błędów, nie nazwałabym tego złym tekstem, bo w ogólnym rozrachunku fabułowo-stylistycznym (że tak to nazwę) jest poprawnie i w porządku, zabrakło tylko iskry. Ale to iskra sprawia, że tekst zapada w pamięć, więc warto o nią zadbać ;)


Ach, i czekam na D, opowiadanie o psychosyrence! :D
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1810
Wiek: 25

Re: PODAJ MI OBRAZ

Post#10 » 17 wrz 2011, o 16:16

Widać, że tekst niedopracowany, pisany na szybko (jak zresztą i mój, nienawidzę pośpiechu), ale pomysł - zajebisty! :D

Dopiero zaczęłam pisać trzy dni temu, a przerwę w pisaniu mam już kilku miesięczną, więc nie dziwię się, że tak wypada xD


Ach, i czekam na D, opowiadanie o psychosyrence! :D

Ja też! Ja też!
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Konkursy Artefaktowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość