Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla użytkowników forum.
Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4298

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#1 » 12 mar 2017, o 12:40

Wyniki Jubileuszowego Konkursu z okazji 8-lecia Artefaktów

Miejsce I
Deneve - "Długa droga do domu"
Tekst 2: 34 punkty


Miejsce II
Marian - "O niczym"
Tekst 1: 29 punktów


Miejsce III
Harmal
Tekst 4: 27 punktów



Serdeczne gratulacje dla całej podiumowej trójki, zwłaszcza dla autorki najwyżej ocenionego opowiadania. Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję za udział!
Zachęcam również do publikowania konkursowych utworów w działach z twórczością.

Poniżej znajdziecie wszystkie konkursowe opowiadania. Każdy tekst jest zupełnie inny, każdy autor podszedł do tematu w inny sposób, o czym z pewnością przekonacie się, gdy przysiądziecie do ich lektury.

TEKST 1
autor: Marian


O niczym

Czym może się zajmować w miarę kumaty emeryt – bo za takiego się uważam – w długie zimowe wieczory, gdy wypełni już wszystkie domowe i małżeńskie obowiązki? Może to być telewizja, psy albo koty lub literatura. Telewizja ostatnio jest nudna jak flaki z olejem: turecki serial, akcja ABW, turecki serial, akcja ABW itd. Kotami zajmują się niektórzy politycy i nie chciałbym im robić konkurencji, wiec pozostała mi literatura.
Do tej pory podchodziłem do niej biernie, czyli tylko czytałem. Przeczytałem pewnie z kubik książek – od dobrych i ciekawych po gnioty. Przy tych ostatnich doszedłem do wniosku, że tak to i ja mógłbym pisać. A może nawet pisałbym lepiej? Tylko o czym tu pisać? Żeby napisać coś fajnego z głowy, to trzeba mieć łeb jak Lem, a ja nawet łysy nie jestem. Można by też pisać jak Stasiuk: pojechać gdzieś, coś zobaczyć, z kimś pogadać i potem to opisać. Ja nawet nie musiałbym nigdzie jeździć, bo w moim życiu byłem już gdzieniegdzie, widziałem coś niecoś i kilka ciekawych osób poznałem. Uchwyciłem się tego pomysłu. Przypomniałem sobie kilka zdarzeń, podkolorowałem nieco, podlałem wodą i napisałem dwa opowiadanka. Pierwszym czytelnikiem i recenzentem była moja żona. Przeczytała, znalazła kilka błędów, ale w sumie była ze mnie zadowolona. Powiedziała nawet, że mam lekkie pióro i w tamtym dniu zwolniła mnie z mycia naczyń.
Po takiej pochwale napisałem jeszcze kilka kawałków i zapragnąłem pokazać je światu. Ponieważ dzisiejszy świat to Internet, więc wklepałem „gdzie można publikować opowiadania” i wyskoczyło mi parę adresów. Wśród nich były też „Artefakty”. W pocie czoła przebrnąłem przez rejestrację i tego samego dnia wrzuciłem moje pierwsze opowiadanko. Po kilku dniach pojawiło się kilka komentarzy – i to pozytywnych. Było dobrze. Tak oto stanąłem u progu wielkiej kariery literackiej. Nagroda Kościelskich, Nike i Nobel były już tylko kwestią czasu. Czas jednak postawił mnie trochę do pionu i zmusił do dodatkowego wysiłku. Okazało się, że nie wystarczy tylko wstawiać swoje opowiadania, ale trzeba też czytać i komentować utwory innych. Niezwłocznie wziąłem się do roboty i odkryłem, że czytanie i komentowanie cudzych tekstów to całkiem fajne zajęcie.
Któregoś pięknego dnia zobaczyłem na ekranie pasek z napisem: JUBILEUSZOWY KONKURS Z OKAZJI 8-LECIA FORUM ARTEFAKTY. Zajrzałem pod zakładkę i wyczytałem: dziesięć tysięcy znaków, siedem słów kluczowych, termin do 27 lutego. Postanowiłem wziąć w tym konkursie udział, ale wtedy zaczęły się schody. O czym można by tak na szybko napisać? Toż ja nie jestem Mickiewicz, żeby tak z marszu stworzyć poemat na zadany temat. Przecież nie będę pisał o niczym.
No i napisałem.



TEKST 2
autor: Deneve


Długa droga do domu

Wróciła jak zwykle. Późno. Resztki zimnego deszczu skapywały na posadzkę, znacząc ją bezkształtnymi rozpryskami szarości. Julia westchnęła ciężko, patrząc w blady ekran poznaczonego kroplami smartfona. Czat zalśnił na niebiesko, ukazując prośbę o to, by ten jeden raz ukochany odebrał ją z pracy. Miał niedaleko, co więcej, miał wolne. I jak na złość zapowiadali słońce, a potem pojawił się ten cholerny deszcz.
Julia spojrzała na ostatnią wiadomość, przełykając gorycz, gdy z salonu dobiegły ją odgłosy toczonej komputerowo bitwy oraz kilka przekleństw. Dziwne uczucie ścisnęło jej gardło, kiedy odczytywała kolejne litery, zlepiając je w bolesną całość.
Nie przyjdę, tutaj nie pada. Mogłaś wziąć parasol.
Pociągnęła nosem. Klucze zabrzęczały cichutko na blacie szafki. Zaraz po nich przemoczone buty mlasnęły, kiedy Julia z trudem zsunęła je z zziębniętych stóp. Potem ściągnęła jeszcze mokre skarpety. Podłogowe kafle pewnie były zimne, ale zmarzła tak bardzo, że nawet tego nie czuła.
— Wróciłam — przywitała się bez entuzjazmu.
— Co na obiad? — odpowiedział jej znajomy głos z salonu. — Kurwa, bierz tego fraga!
Coś przewróciło się jej w żołądku. Oblizała nerwowo usta i natychmiast je zagryzła, starając się nie wykrztusić choć słowa skargi. Zerknęła na wyświetlacz telefonu. Już osiemnasta. Cały dzień siedział w domu i nie zrobił obiadu? Zmarszczyła brwi.
— Trzeba iść do sklepu — przypomniała ukochanemu, nadal nie przekraczając progu pokoju.
Nie było sensu. I tak wiedziała, co się stanie.
— To idź, umówiłem się z chłopakami na trzy mecze, a głodny jestem.

***

Dwudzieste piąte urodziny. No, ćwierć wieku na tym padole, nie ma co! Przyjaciele organizowali jej imprezę. Julia co prawda była zmęczona pracą, miała do oddania wiele projektów, ale ostatecznie chciała się wyrwać z czterech ścian i zwyczajnie do kogoś się odezwać. Nie musiała przecież dużo pić, a mogła miło spędzić czas. Ukochanego do wyjścia nie namówiła, jak zwykle zresztą.
Chyba pogodziła się z tym tak bardzo, że nawet jej to nie obeszło.
— Idziesz? — odbiło się w jej głowie.
— Nie, gramy z chłopakami kilka meczyków wieczorkiem.
Siedzieli w jakimś studenckim barze, standardowo w piwnicy. Napisała ukochanemu, gdzie byli, w końcu o to prosił. Wymienili jeszcze kilka wiadomości. Ale potem zgubiło zasięg. No, trudno, przynajmniej wiedział, w jakim miejscu się bawili.
Kiedy wracała, telefon brzęczał dziko w jej kieszeni. Wyciągnęła go na mróz, karcąc się za to, że nie zabrała ze sobą rękawiczek. Osiem połączeń od ukochanego, cztery wiadomości, jedno nagranie na pocztę głosową. Skrzywiła się do własnych myśli.
Pisała mu przecież, że może stracić zasięg.
Wreszcie nacisnęła klamkę drzwi wejściowych, które zaraz pchnęła, ale nie ustąpiły. No tak. Zamknięte. Zaraz, gdzieś tu miała klucze. Są. I… i nic. Zamek nawet nie drgnął. Ktoś musiał zostawić klucz wsunięty z drugiej strony.
Oparła głowę o drzwi i z rezygnacją westchnęła, by zaraz wcisnąć dzwonek. A potem jeszcze raz. I jeszcze.
Odsunęła się nieznacznie, słysząc po drugiej stronie leniwe kroki. Zamek szczęknął cicho, a drzwi uchyliły się nieznacznie.
— Zwariowałaś? — powitało ją w progu.
— Nie mogłam otworzyć drzwi — wyszeptała, nie mogąc nadziwić się, ile w jego tonie zmieściło się wrogości oraz jadu.
— Mogłaś odpisać!
— Wspominałam, że mogę stracić zasięg… Wcześniej pisałam co piętnaście…
— Wiesz, jak się martwiłem?
— Przepraszam — mruknęła, nie mając siły na dalszą dyskusję.
Obojętność dławiła ją w gardle.
Chciała zasnąć. Więc bez słowa zamknęła za sobą drzwi, gdy wreszcie wpuścił ją do ich mieszkania. Po drodze zgarnęła karton po pizzy, butelkę po ulubionym cydrze – dostała go od koleżanki, która nie mogła pojawić się na imprezie – teraz zupełnie pustą, i kilka puszek po piwie.

***

Weszła do kuchni i natychmiast się zatrzymała. Coś oślizłego przewróciło się jej w żołądku. Ale syf. A przecież myła ostatnio naczynia. Opuściła zrezygnowane spojrzenie. Co prawda chciała coś przekąsić, od rana siedziała nad raportem, ale to mogło poczekać. Zresztą nie miałaby nawet jak nalać wody do czajnika.
— Co tam robisz? — zapytał, wchodząc za nią do kuchni i, nie czekając na jej odpowiedź, dodał: — Idziemy na spacer?
Przytulił ją od tyłu i cmoknął w policzek.
Uczucie niepokoju oraz fala obrzydzenia zalały jej ciało. Chciała się wyrwać z tego uścisku jak najszybciej. Zamiast tego uśmiechnęła się pozornie pogodnie.
— Teraz?
— Ano.
— Nie mogę, trzeba to posprzątać — mruknęła, wyciągając kilka garnków i talerzy blokujących część zlewu.
— Wcześniej nie mogłaś? — Zamrugała szybko i obróciła się ku niemu na pięcie, słysząc te słowa, ale nawet nie dał jej dojść do słowa. — Nigdy przez ciebie nie wychodzimy. Ciągle tylko grasz. Mogłaś pozmywać wcześniej.
— Ale…
— Śmieszna jesteś.
Nie odezwała się już, do czasu, aż wyszedł. Zmrużyła oczy, sprzątanie zajęło jej sporo czasu. Później nie miała już ochoty na jedzenie. Westchnęła słabo, pocierając kark. Pewnie powinna coś w siebie wepchnąć, ale żołądek dosłownie związał się jej w supeł.
Wróciła do pokoju. No tak, powinna podpisać raporty.
Krzesło obrotowe skrzypnęło cicho pod jej ciężarem, kiedy mechanicznie przeglądała kolejne dokumenty, sprawdzając, czy nie było w nich błędów. Gdy wreszcie upewniła się, że może oddać je szefostwu, odruchowo sięgnęła w znane miejsce, gdzie powinno być…
Podniosła szybko spojrzenie, nie czując niczego pod palcami.
— Kochanie? Przekładałeś gdzieś moje pióro? — zapytała głosem ściągniętym niepewnością.
— To ze złotą stalówką? Od tygodnia już go nie ma — odparł beznamiętnie.
— Jak to „nie ma”? — Zamrugała szybko, obracając się ku niemu powoli.
— No przecież mówiłem ci, że w końcu je sprzedam. I tak go nie używałaś.
— Myślałam, że żartujesz…

***
Odebrała kurtkę z portierni, nałożyła ją na siebie i natychmiast wsunęła dłonie w kieszenie. Ot, głupie przyzwyczajenie. Pod opuszkami palców wyczuła materiał papieru. Dziwne. Nie przypominała sobie, żeby tego typu artefakty mogły być w jej kieszeniach. Może to jakaś zagubiona lista zakupów albo zbłąkany paragon? Wyciągnęła równo złożony papier. Serce zabiło jej mocniej.
List?

Julio,

Gdzie jesteś? Nigdy cię z nami nie ma. Nigdzie już z nami nie wychodzisz. A nawet jeśli, ciągle wgapiasz się w telefon. Co z tobą? Widzieliśmy, jak wracałaś przemoczona do domu. Dlaczego Marcin po Ciebie nie wyszedł? Rozmawialiśmy wcześniej, tego dnia miał być w mieszkaniu. I czemu nie było go na Twoich urodzinach?
Wszystko jest okej? Nie chcemy się wtrącać, bo każdy może mieć w swoim mieszkaniu, co mu się żywnie podoba, ale z porządkiem chyba trochę u Was na bakier, co? Może powinnaś wziąć trochę wolnego? Nie, niech zgadnę. Marcin nie pomaga ci w porządkach?


***

— Co robisz? — powitało ją zdziwione i pełne irytacji pytanie.
— Pakuję się — odparła na wpół wściekle, na wpół zrozpaczona. — Wracam do rodziców — wycedziła.
Po raz pierwszy od dawna czuła jakiekolwiek emocje. Były jak dogasający węgielek. Teraz, kiedy pojawił się wiatr zmian, na powrót gorzały gorącą czerwonością. Tym razem nie czuła dławiącej bezsilności, nie było absurdalnego poczucia winy.
W końcu coś wydawało się takie, jakim być powinno.
— Jak to? Nie mówiłaś mi, że wyjeżdżasz.
— Wyprowadzam się. Wrócę po swoje rzeczy, jak znajdę mieszkanie.
Odpowiedziała jej cisza. Dłonie drżały nerwowo, kiedy składała niedbale kolejne ubrania. Nie wiedziała, co powinna ze sobą zabrać. Nigdy tak po prostu nie musiała spakować ośmiu lat swojego życia i udawać, że nigdy nie istniały.
— Zabieram koty — wykrztusiła łamiącym się głosem.
— Julia, nigdzie niczego nie zabierasz. Uspokój się!
Spojrzała na niego wściekle.
— Wyprowadzam się — powtórzyła kategorycznie. — Nie kocham cię. Od dwóch lat. Może dłużej. Nie mogę tak więcej — urwała, nie wiedząc, co powinna powiedzieć. — I zabieram koty.


TEKST 3
autor: Echolalia


Magia ziemi

— Tam coś się ruszyło!— pisnęła Lucy, utkwiwszy palec wskazujący przed sobą, jednocześnie oświetlając miejsce latarką.
— Mówisz tak już z piąty raz! Wiedziałem, że zabieranie cię to błąd! — oburzył się Tim. — Idziemy!
— Chcę do mamy... — zachlipała cicho, ale posłusznie ruszyła przed siebie.
Zaczęła żałować, że gnana tęsknotą, chęcią przygody, a także doświadczeniem nieznanego, dała się namówić na wymknięcie z domu. Obietnice brata, że Tiddles do nich wróci, rodziły nadzieje, choć bardziej ufała słowom dorosłych o Raju w Niebie i Krainie Mlekiem Płynącej. Jeśli istniały naprawdę, czy nie okropnością było siłą wydzierać stamtąd kota? Może zdążył się już zaaklimatyzować...
Kilkuletnie stopy nieśmiało penetrowały las. Choć w tej części bywali często za dnia, nocą widok zdawał się występować z dobrze znanych ram. Najcichszy szmer wywoływał ciarki, a trzask nadepniętej gałązki huczał w uszach. W dodatku świadomość, że ziemia, której niedługo wyjdą na spotkanie, kryje w sobie ludzkie ciała (nic to, że pewnie dawno zamienione w proch), poruszała wyobraźnię.
Już same opowieści o tym miejscu nie napawały optymizmem. Podobno niejeden słyszał dobiegające stamtąd dźwięki fletni okraszone tańcem świateł. Tata Lucy i Tima mówił, że to gówniarze szpanują samochodami rodziców, ale każdy inny poruszający ten temat twierdził, że to Indianie wracają czasem do życia. Tak też utrzymywała Kate, a była całkiem mądra, jak na nastoletnią siostrę. Poza tym dorośli bywają ślepi.
Z zadrzewionego terenu wyszli na kolistą polanę, skąpo pokrytą trawą.
— To tutaj! — Tim stłumił entuzjastyczny krzyk.
Dzieci zbliżyły się do niedużego płytkiego dołu, wykopanego wcześniej, jeszcze za dnia. Chłopiec z westchnieniem ulgi umieścił w dziurze pudło, które ciążyło mu już od połowy drogi. Bez słowa zgarnęli rękami ziemię, na końcu, uważając, żeby nie paść na kolana i nie zostawić śladów na spodniach, uklepali z namaszczeniem powstałą górkę. Lucy umieściła na niej herbacianą różę, skradzioną z ogrodu sąsiadki.
— Tak po prostu go tutaj zostawimy? — zapytała płaczliwie, wciąż nie mogąc pogodzić się ze stratą.
— Co innego możemy zrobić? — Wzruszył ramionami. — Wracajmy, zanim zorientują się, że nie ma nas w łóżkach.
— Miejmy nadzieję, że to zadziała.
— Musi! — odparł rezolutnie. — Kate przecież mówiła, że skoro była tu osada Indian, muszą być tu też gdzieś pogrzebani. A czytała w książce, że po pochowaniu na indiańskim cmentarzysku, wraca się do życia.
A na Kate spływała mądrość ze stosów książek, które łapczywie pochłaniała. Musiała więc to być prawda.
*

Mijały dni i tygodnie. Wielki powrót starego kota nie następował.
Lucy popłakiwała czasami, czemu nie można się dziwić. Znała swojego futrzastego przyjaciela od zawsze, a w wieku kilkunastu miesięcy z lubością traktowała jako poduszkę. Parę razy próbowała też zrobić z niego lalkę, zakładając nań sukienki, pamiętające czasy jej niemowlęctwa. Tiddles, najwyraźniej bardzo przywiązany do swojej płci, wykręcał się na wszystkie strony, próbując wyswobodzić z władczego uścisku. Mimo niedogodności, kochał to ludzkie stworzenie i pazurów używał jedynie w ostateczności.
Chociaż to dziewczynka okazywała swoją tęsknotę najbardziej, owo uczucie nieobce było całej rodzinie. Każdemu brakowało ciepłego kociego ciała, przylegającego wieczorem i relaksującego zatapiania palców w niebieskoszarej sierści, jakby żywcem skradzionej gołębim piórom.
Czekali z niecierpliwością, aż czas zaleczy rany.

*

Pojawiły się u podnóża schodów, gdy ich pięcioosobowa rodzina wybierała się rano wypełnić swoje szkolno-pracownicze obowiązki. Martwe myszy. Może z dziesięć sztuk. Ślady pokąsań przyciągały wzrok karminową barwą nie mniej niż pyszczki uchylone w agonalnym pisku.
— Dowcipnisie się znaleźli. — Ojciec groźnie potrząsnął pięścią. — Później to posprzątamy, wskakujcie do samochodu.
Ale kiedy wrócili do domu, trupy gryzoni zniknęły.
Dorośli wzruszyli ramionami, uznając, że nic wielkiego się nie stało. Może sprawca żartu zorientował się, że to nie oni mieli być adresatami. Ale dzieci czuły niepokój, nieprzyjemnie zagęszczający powietrze. Coś miało się wydarzyć.

*

Lucy wracała właśnie ze sklepu, ściskając w ręce paczkę kolorowych żelkowych glizd, gdy kątem oka zauważyła ruch w rabatce z kwiatami. Zaciekawiona, acz mająca w pamięci niedawne podrzucone pod dom truchła, zbliżała się powoli do miejsca, w którym drżały jeszcze liście.
Nagle spośród gęstwiny roślin wyjrzała wychudła mordka.
— Tiddles! — dziewczynka krzyknęła radośnie.
Kot stanął w bezruchu, utkwiwszy w niej zamglony wzrok. Wychudłe ciało oblepiała mokra gleba. Zjeżył się i błysnął zębami, wydając ostrzegawcze prychnięcie. Uśmiech zniknął z twarzy dziewczynki. Zaczęła uciekać, niemal potykając się o własne nogi; zwierzę podążyło za nią. Zdołała schronić się w domu, zatrzaskując przed nim drzwi.
— Co tak hałasujesz? — Kate spytała obojętny tonem, nie była specjalnie ciekawa.
— Tiddles...
— Tiddles nie żyje, głupia! — obruszyła się, wrzucając porcję płatków śniadaniowych na talerz. — Mama ci przecież mówiła o Krainie...
— Wrócił?! — Tim przerwał starszej siostrze, zbiegając z piętra.
— Jak to wrócił? Leży pod świerkiem w ogrodzie, ziemia nietknięta pazurem, więc z grobu nie wyszedł.
Tim wyprostował się, po czym wyznał:
— Pogrzebaliśmy Tiddlesa w starej osadzie Indian w lesie.
— Idioci! — Pacnęła się w czoło, po czym dodała, zmieniając ton na pełen podziwu: — Jak wam się to udało?
— Po pogrzebie w ogrodzie wzięliśmy łopatę i wykopaliśmy dziurę w lesie, żeby nie trzeba było tej łopaty nosić, bo gdyby Lucy nie zdecydowała się pójść, nie udźwignąłbym trumny i łopaty jednocześnie.
— Sprytnie — przyznała.
— Potem poczekaliśmy do północy i wymknęliśmy się oknem.
— Tiddles — wyjęczała Lucy, nadal zszokowana, przerywając rodzeństwu wymianę zdań. — Tam był Tiddles...
Oczy Tima zapłonęły z ekscytacji.
— Jesteś pewna?
— On chciał mnie zaatakować! — Broda zadrżała, zwiastując rychły wybuch płaczu. — To już nie nasz Tiddles!
— Oczywiście, że to już nie ten sam kot — zabrała głos Kate. — Pewnie zrobiliście z niego zombie czy coś w tym rodzaju. I te myszy to z pewnością też jego sprawka. Najpierw je wymęczył i umarły, a potem podniosły się i uciekły. NA ŁOWY!
Kate roześmiała się, spotykając pełne przerażenia spojrzenia rodzeństwa.
— Ale przecież... — zaczął Tim. — Mówiłaś, że tak było w książce...
— Myślałam, że jesteś wystarczająco duży, żeby wiedzieć, że książki to fikcja. Lucy pewnie się pomyliła, zobaczyła jakąś przybłędę, może wściekłą, i tyle. Chyba że Tiddles tak naprawdę nie umarł, obudził się wkurzony, ze pogrzebaliśmy go pod stosem ziemi. — Dziecięce oczy jeszcze bardziej się zaokrągliły. —Żartuję! — parsknęła. — Był sztywny jak trup, sprawdzałam przed włożeniem go do pudła!
Przed Lucy znów stanął widok kota leżącego w bezruchu, ze spojrzeniem wbitym w jeden punkt. Zaniosła się wstrzymywanym od kilku minut płaczem, po czym pobiegła do sypialni.
Tim nie wierzył, że magia nie zadziałała. Musiał przekonać się na własne oczy.

*

Polana otworzyła się przed nim, witając koncertem świerszczy.
Już z daleka zauważył rozkopaną dziurę. To jeszcze nic nie znaczy, pomyślał. Zawsze mogły to być tylko łapy żądnego pokarmu zwierzęcia. Patrzył, ale nie potrafił ocenić, czy kot wydostał się sam czy z pomocą pazurów i paszczy drapieżnika. Zalewał dół światłem latarki przez kilka minut, próbując bezskutecznie rozwiązać zagadkę. Nagle dobiegło go ciche popiskiwanie.
Kilka par oczu błysnęło złowrogo w snopie światła. Tiddles prezentował się marnie, przy nim stała chmara gryzoni. Zwierzęta nie wyglądały przyjaźnie. Tim zamarł w przerażeniu, gdy zaczęły się zbliżać, jednak za nic w świecie nie mógł oderwać nóg od podłoża.
Krzyk, który wyrwał się z wątłej piersi, nie trwał długo.

*

Kot, stado myszy i dorodnych szczurów zatopiło się we wnętrzu uśpionego domu. Chłopiec prowadził.



TEKST 4
autor: Harmal


Tak niewiele o nim wiedziałaś. Nigdy nie interesowało cię, jakie ma poglądy, przemyślenia, jakim jest człowiekiem. I nigdy już nie dowiesz się, że lubi herbatę malinową, gra na gitarze, rysuje komiksy dla dzieci i jest fanem literatury gotyckiej, szczególnie mrocznego M. G. Lewisa. Był dla ciebie tylko kolejną seksualną zdobyczą. Zwierzątkiem, które oswoiłaś, aż zaczęło jeść ci z ręki.
Myślisz, że zdrada to nic takiego? Tylko przyjemna przygoda? Przecież nawet dla ciebie to musiało coś znaczyć. Gdybyście mieli udane związki, wasze losy nigdy by się nie połączyły. A muszę przyznać, że był naprawdę dobrym mężem i ojcem. Nawet za dobrym. Pracował na dwa etaty i jeszcze zajmował się domem. Nieraz puszczały mu nerwy, ale trudno się dziwić, jeśli żona robi wielką łaskę, gdy raz od wielkiego dzwonu pozmywa naczynia albo coś ugotuje. Śmiałaś się z niego, szydziłaś, że powinien chodzić w fartuszku i w czepku pokojówki. Tłumaczył, że to on musi dbać o porządek, skoro żona ma to gdzieś. Namawiałaś, żeby spuścił jej wpierdol, to zacznie go szanować i chociaż dupy będzie dawała. Ale patrząc na jego delikatne dłonie o wysmukłych palcach wiedziałaś przecież, że nigdy nikogo by nie uderzył.
Zapewniał, że nigdy się w tobie nie zakocha, że nie potrzebuje motyli w brzuchu. To uśpiło twoją czujność. Naprawdę nic nie zaczęłaś podejrzewać, gdy zabrał cię na zakupy, pokazywał, gdzie zawsze kupuje mięso, a gdzie nabiał i pieczywo? Jak częstował cię pomidorową, którą sam ugotował? I że trzymał w barku single malt specjalnie dla ciebie? Nie. Bo ty myślałaś tylko o tym, ile razy będzie się z tobą kochał, jak długo i w jakich pozycjach.
Trzeba przyznać, że na początku broniłaś się przed wejściem do jego świata. Nie chciałaś nic wiedzieć o jego prywatnym życiu. Może w głębi serca czułaś, że postępujesz nie fair, odbierając dziecku jakąś część ojcowskiej uwagi? Mam taką nadzieję. Łatwiej mi będzie zrozumieć to, co się potem stało.
Kiedy po raz pierwszy zapomniał o urodzinach córki, musiałaś już wiedzieć, że jest źle. Ale i tak brnęłaś dalej, wykorzystując cały arsenał najpodlejszych babskich sztuczek. Żona nie była dla ciebie żadnym przeciwnikiem, po co więc do niej zadzwoniłaś i powiedziałaś o romansie? Zasłużyła na nauczkę, leniwa rozpieszczona baba. Nie miałabym do ciebie pretensji, gdyby nie dziecko. Czy choć przez chwilę pomyślałaś, co czuje ośmiolatka, której właśnie rozpada się dom?
Nawet nie zrobił ci awantury. Tak łatwo pogodził się ze stratą rodziny. I mogłaś go mieć całego na własność, ale nie chciałaś. Znudziłaś się, bo osiągnęłaś cel. Game over.
I wiesz, co? Nawet mu współczuję, choć przestałam go lubić. Kochanko mojego syna.


 Rozwiń, aby przeczytać
Teksty były oceniane w skali 0-10, przy użyciu punktacji pomocniczej: styl 0-4, pomysł i fabuła 0-2, poprawność 0-2, ogólne wrażenia 0-2.

Juror 1:
1: ocena całościowa 7, oceny cząstkowe: styl 4, pomysł 1, poprawność 1, ogólne wrażenie 1
2: ocena całościowa 7, oceny cząstkowe: styl 3, pomysł 1, poprawność 2, ogólne wrażenia 2
3: ocena całościowa 4, oceny cząstkowe: styl 2, pomysł 0, poprawność 2, ogólne wrażenia 0
Uderzające podobieństwo do powieści S. Kinga
4: ocena całościowa 6, oceny cząstkowe: styl 2, pomysł 1, poprawność 2, ogólne wrażenia 1
Sedno tekstu niejasne

Juror 2:
1: ocena całościowa 7
2: ocena całościowa 8
3: ocena całościowa 5
4: ocena całościowa 8

Juror 3:
1: ocena całościowa 5
2: ocena całościowa 5
3: ocena całościowa 3
Opowiadanie duplikujące fabułę powieści "Smętarz zwierząt"
4: ocena całościowa 4

Juror 4:
1: ocena całościowa 7, oceny cząstkowe: styl 4, pomysł 1, poprawność 1, ogólne wrażenie 1
2: ocena całościowa 7, oceny cząstkowe: styl 3, pomysł 1, poprawność 2, ogólne wrażenia 1
3: ocena całościowa 0
Plagiat pomysłu
4: ocena całościowa 7, oceny cząstkowe: styl 3, pomysł 1, poprawność 2, ogólne wrażenia 1

Juror 5:
1: ocena całościowa 3, oceny cząstkowe: styl 1, pomysł 0, poprawność 2, ogólne wrażenie 0
Miałam z nim trochę trudności, bo to przecież nie jest opowiadanie, więc nie spełnia wymogów konkursowych.
2: ocena całościowa 7, oceny cząstkowe: styl 2, pomysł 2, poprawność 2, ogólne wrażenia 1
3: ocena całościowa 9, oceny cząstkowe: styl 3, pomysł 2, poprawność 2, ogólne wrażenia 2
4: ocena całościowa 3, oceny cząstkowe: styl 0, pomysł 0, poprawność 2, ogólne wrażenia 0
To samo, co w przypadku tekstu 1.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 992
Wiek: 23

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#2 » 12 mar 2017, o 12:57

Szczere gratulacje! A ja mam co czytac w wolnym czasie. :)
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 573

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#3 » 12 mar 2017, o 12:59

Gratulacje! :D

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#4 » 12 mar 2017, o 13:04

Gratuluję!
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Deneve

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#5 » 12 mar 2017, o 13:07

Gratuluję wszystkim uczestnikom i wow, nie spodziewałam się. :D

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 278

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#6 » 12 mar 2017, o 17:43

Dziękuję za wyróżnienie. :-D
Gratuluję pozostałym uczestnikom konkursu i pozdrawiam wszystkich czytelników. :smiley:

Harmal

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#7 » 13 mar 2017, o 07:43

Czy dobrze rozumiem, że do konkursu zgłoszono 4 teksty?

Deneve

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#8 » 13 mar 2017, o 11:37

Z tego, co mi wiadomo, to tak, tylko cztery teksty, chociaż zainteresowanie wydawało się większe. :)

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4298

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#9 » 13 mar 2017, o 19:04

Niestety frekwencja nie dopisała, choć spodziewaliśmy się nieco większej ilości tekstów. Niestety i tak bywa ;))
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Harmal

Jubileuszowy Konkurs z okazji 8-lecia Artefaktów - TEKSTY i WYNIKI

Post#10 » 13 mar 2017, o 19:10

Czy nie lepiej na przyszłość dopracować regulamin konkursu, ustalając minimalną liczbę zgłoszonych prac?

Wróć do „Konkursy Artefaktowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość