Teledyskowy szał

Konkursy, pojedynki i plebiscyty organizowane przez i dla użytkowników forum.
Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#11 » 19 gru 2011, o 13:36

To ja się już wrzucę :D

[center]Jutro może zaczekać[/center]

Natasza obudziła się rano z mocnym postanowieniem, iż oto nastał ten dzień. Dzień, kiedy w końcu podejmie decyzję, której unikała niemal od tygodnia. Już i tak zbyt długo czekała, z czego w pełni zdawała sobie sprawę, dręczona wyrzutami sumienia za każdym razem, gdy spoglądała im w oczy. Wcale nie chciała ich zwodzić ani wychodzić na okrutną, przez tyle czasu trzymając ich w niepewności, wręcz przeciwnie! Zwyczajnie nie potrafiła podjąć decyzji, która oznaczałaby złamanie komuś serca.
Rozumiała też jednak, iż nie powinna więcej zwlekać. W końcu nadeszła pora, gdy postąpi jak dorosła, odpowiedzialna osoba i wreszcie wybierze między dwoma... mężczyznami (w tym momencie niemal zachichotała nad miską płatków śniadaniowych, lecz kątem oka zauważyła, że mama obserwuje ją podejrzliwe), którzy już od tygodni zabiegali o jej względy.
"Tylko którego z nich wybrać?" zastanawiała się w drodze do szkoły.
Jeden był wysoki i przystojny, o typowo atletycznej budowie... Drugi za to szczupły, lecz także umięśniony... i z pewnością bardzo gibki.
Jeden wydawał się miły, może nieco nieśmiały, czasem mówił nie to, co trzeba, ale miał poczucie humoru i był taki uroczy, aż nachodziła ją ochota, by go po prostu wyściskać... Drugi za to zawsze potrafił ją rozśmieszyć, choć jego żarty czasem sprawiały, że oblewała się rumieńcem. Od samego początku ją podrywał, trochę ją to nawet odstraszyło, lecz z czasem zrozumiała, iż pod maską kobieciarza kryje się wrażliwiec, który pragnie, by wreszcie ktoś go pokochał.
No i cóż, zawsze pozostawał jeszcze fakt, że jeden był wciąż prawiczkiem, zaś drugi miał nieco przesadnie bogate doświadczenie w tych sprawach.
Natasza tym razem nie mogła się powstrzymać i rzeczywiście zachichotała, czym sprowadziła na siebie surowe spojrzenie matematyczki. Natychmiast wbiła wzrok z powrotem w zeszyt, wracając do zapełniania marginesów sercami. Zdecydowanie nie miała dziś głowy do geometrii.
Widziała oczywiście korzyści obu sytuacji. To takie urocze, być czyjąś pierwszą kobietą. A z drugiej strony, czyż nie każda marzy, by znaleźć się w rękach sprawnego kochanka?
Na przerwie z zamyślenia wyrwała Nataszę Sylwia, lecz zamiast, jak na dobrą przyjaciółkę przystało, odciągnąć ją od zmartwień, zaczęła drążyć temat.
- To jak, wybrałaś już? - spytała podekscytowana, siadając na parapecie.
- Nie - odburknęła Natasza, sadowiąc się obok niej i z niezadowoloną miną przyciskając torbę do piersi.
Sylwia wywróciła oczami.
- Nat, żartujesz? Ile możesz czekać? Ile oni mogą czekać?!
- Kiedy to takie trudne! Nie mogę tak po prostu jednego odrzucić! Obaj są tacy... tacy... - westchnęła ciężko, opierając głowę o szybę.
- Słuchaj, naprawdę rozumiem, przez co przechodzisz. - Sylwia w geście wsparcia położyła jej dłoń na ramieniu. - Sama niedawno byłam w podobnej sytuacji.
- Akurat! - Natasza zmarszczyła brwi. - Przecież mówiłaś, że od początku wiedziałaś czego chcesz - powiedziała z wyrzutem.
- No dobrze, może nie do końca w takiej samej - zgodziła się z ociąganiem Sylwia. - No, ale przecież nie mogłam być z dziewczyną, która sepleni i przez większość czasu gada od rzeczy, prawda?
- Jesteś taka płytka. - Natasza pokręciła głową z dezaprobatą. - Przyznaj się, chodziło o to, że twoja "wielka miłość" cały czas chodzi z prawie gołymi cyckami.
- Nieprawda! - oburzyła się Sylwia. - Po prostu pasowałyśmy do siebie charakterem.
- Jasne... - burknęła Nat. - Co ja mam zrobić? - jęknęła cierpiętniczo.
- Może rzuć monetą?
- Bardzo zabawne! To są poważne sprawy!
- Och wiem, wiem. Ale zrozum, w końcu będziesz musiała wybrać. Nie możesz wciąż tkwić w jednym miejscu.
Natasza zwiesiła smutno głowę, zaś Sylwia poklepała ją pocieszająco po plecach. Niemal cieszyła się, kiedy zadzwonił dzwonek. Może tym razem rzeczywiście spróbuje się skupić na biologii i odpocznie trochę od dręczącego ją dylematu.
Lekcje skończyły się po czasie mniej więcej porównywalnym z wiecznością w piekle. Gdy Natasza wreszcie dotarła do domu, rzuciła torbę na podłogę, a sama padła na łóżko, zamykając oczy i ciężko wzdychając. Po chwili, podniosła jedną powiekę i spojrzała na stojący w rogu pokoju komputer.
Tak, postanowiła zrywając się na równe nogi, już pora. Sylwia miała rację, nie można wciąż tak tkwić w martwym punkcie.
Gdy tylko załadował się Windows, pewnie chwyciła myszkę i bez zastanowienia kliknęła w ikonkę "Dragon Age". Jęknęła cicho, gdy włączył się ekran ładowania, czując jak całe niedawne zdecydowanie powoli zaczyna ją opuszczać.
A gdy w końcu stanęła na środku obozu, spoglądając to na Zevrana, to na Alistaira, zrozumiała, że znajduje się w punkcie wyjścia.
Natasza westchnęła ciężko i oparła czoło na biurku.
Jutro, postanowiła, zrobi to jutro. W międzyczasie przecież zawsze może zająć się czymś mniej istotnym.
Na przykład ratowaniem Fereldenu.

Tekst dedykuję wszystkim, którzy kiedykolwiek borykali się podobnym dylematem (a nie poszli najprostszą drogą, jak autorka, i nie zrobili szmaty ze swojej postaci ;) ). Bo w końcu wszyscy wiemy, że to nie o ratowanie świata, chodzi, prawda...? ;)
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#12 » 20 gru 2011, o 19:36

Czuję się wyalienowana...
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4290

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#13 » 20 gru 2011, o 21:16

[center]Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę[/center]

— Tam jest.
Te słowa poniosły się echem. Ostatnie świsty wiatru umilkły, gdy głębia jaskini przywitała ich ciepłem i chrzęstem kości pod stopami. Ciche trzaski rozlegały się co chwila, kiedy małe pęcherzyki na powierzchni lawy pękały z maleńkimi rozbryzgami, roznosząc jeszcze bardziej nieprzyjemny zapach siarki. Wysokie sklepienie ciemniało gdzieś wysoko w górze, skalne kolumny rozjaśniało tylko światło pochodni i poblask broni. Błędniki wirowały wokół nich, tańcząc na jedwabnych szatach i odbijając się w stalowych pancerzach.
Czarnoksiężnik o twarzy pogrążonej w cieniu kaptura spojrzał srogo na drużynę.
— Na pozycje. Wiecie, co robić. Gotowi? — powiódł spojrzeniem po grupie trzech stworzeń. Gnijąca twarz nieumarłej w długiej, powłóczystej szacie nie okazywała żadnych emocji, ale coś złowrogiego czaiło się w roziskrzonych oczach, które jako jedyne zdradzały, że kapłanka jest istotą żyjącą. Elfica o srebrzystych włosach opadających na kołnierz patrzyła na niego butnie, ale nie mógł przeć się wrażeniu, że gdzieś tam, pod zgrabną zbroją płytową prosto z mrocznej nekropolii Acherusu, której lękał się nie tylko w snach, tłucze się przerażone serce. Nic dziwnego — sam czuł rosnący strach, gdy patrzył na jamę pieczary. Wokół rozlegały się tylko ponure, suche doliny pełne rachitycznych drzew, gdzie nawet wiatr bał się hulać. Puste uroczyska pełne kurzu, piachu i uschłych traw, dalekie od cywilizacji, tak bliskie Plagi. I pełne stworzeń, których nie chciałby spotkać sam. To z pewnością.
A gdzieś tam, za kolumną, która osłaniała ich swoim cieniem, była Onyxia. Już czuł duszny zapach siarki.
Zerknął ostatni raz na elficę o mlecznobiałej twarzy.
— Gotowa?
Ta zaśmiała się tubalnie, sięgnęła po miecz i zaraz zasłoniła twarz hełmem przypominający ludzką czaszkę. Palcem wskazującym wdzięcznie uniosła przyłbicę, spojrzała na niego zadziornie, a potem metal szczęknął i zasłonił jasne oczy.
— Owszem! A wy? Nie spieprzcie tego, nie śpieszno mi umierać.
Kapłanka pokręciła głową, ale, nie odezwawszy słowem, zacisnęła dłoń na różdżce. Miała wrażenie, że ich wyprawa to pomyłka — fatalna pomyłka, była wręcz pewna, że sami nie dadzą rady. Po co umierać? Czuła tylko rosnącą gulę w gardle, która uciskała, odbierając oddech, co tylko ją upewniało, że jej istnienie jest ironią losu — jak nieumarła może być targana takimi emocjami? Szlag, pomyślała. Pocieszało ją tylko to, że nie była jedyną, którą zżerał strach. Wolałaby jednak, gdyby zdradzili to jakkolwiek — a tak, gnani własną dumą i jednocześnie głupotą, szykowali się na klęskę.
Elfica, rycerz śmierci o teraz tak groźnym wyrazie twarzy, że bez wątpienia nie przynosiła wstydu swojej profesji, wyciągając bez żadnego dźwięku miecz z pochwy, z gracją przybrała pozycję, która nieumartej kapłance przywodziło na myśl polującego kota. Ta rozejrzała się jeszcze powoli po gromadzie, odsunęła trupioblade włosy z policzka i wysunęła przed siebie dłoń z różdżką. Długi, lecz cienki, wygrawerowany runami kij odbił promień światła prosto w oczy potwora.
— Szlag! — krzyknęła. — Zauważyła nas!
Trójkątny łeb na smukłej szyi uniósł się, gdy rycerz wyskoczyła zza kolumny szybciej, niż jej towarzysze. Zanim smok zdążył zaatakować, ona już osłoniła się dwuręcznym mieczem jak tarczą. Stwór rykął ponownie. Gdy zaklęcie z kostura czarnoksiężnika strzeliło smugą ognia, smukłe ciało podniosło się na czterech potężnych kończynach zaopatrzonych w olbrzymie szpony, nie na tyle szybko, by uniknąć celu — płomień ześlizgnął się jednak po łuskach.
Wtedy potwór stanął przed nimi w całej swej okazałości. Kapłanka wbrew sobie opuściła różdżkę, przerwała zaklęcie w połowie mantry i zdębiała, obserwując. Smok. Prawdziwy smok. Czarne łuski lśniły jak wypolerowany pancerz elficy, oczy jaśniały blaskiem ognia, a rząd kolców świecił ostrzegawczo wzdłuż kręgosłupa. W ostrym świetle zaklęć czarnoksiężnika wyglądała majestatycznie. I groźnie. Gdy rozpostarła skrzydła powleczone delikatną jak pergamin skórą, kapłanka ostatecznie wpadła w zachwyt. Potem jednak Onyxia ryknęła. Zadrżały ściany jaskini, osypały się fragmenty stalaktytów, a nieumarła poczuła serce pod gardłem.
— Nie stójcie tak! — krzyknęła elfica. Potem szybko ruszyła prosto na Onyxię, tuż przed nią zmieniła kierunek. Gdy smoczyca wodziła wzrokiem za drobną postacią biegnącą po łuku, ta wrzasnęła: — Atakuj, a ty mnie lecz!
Nieumarła zaczęła szeptać formułę zaklęcia leczącego. Kolejne zaklęcie z kostura smagnęło łuski i spłynęło po nich jak woda.
Jasne promienie wokół dłoni kapłanki rozjaśniały, delikatne pierścienie owionęły jej zgarbioną sylwetkę. Elfica krzyknęła, upadła na jedno kolano, osłoniła się mieczem przed szponami. Wstała, walczyła dalej, wściekle atakując. Płomienne kule rozbryzgiwały się po ścianach jaskini, tworząc barwne fajerwerki. Smoczyca ryczała, wyciągała smukłą szyję, w czarnych łuskach lśniły odbite światła. Białowłosa elfica tańczyła, unikając ataków.
Sekundę potem rozległ się chrzęst, który zmylił wszystkich. Trójka zamarła w pół ruchu i pół słowa. Patrzyli zdumieni, jak Onyxia najpierw pochyla łeb, rozpościera skrzydła i w końcu wybija się na silnych nogach. Potem zniknęła w mroku wysoko nad nimi.
Zapadła cisza.
Czarnoksiężnik ze zdziwieniem spoglądał to na elficę, to na kapłankę za sobą.
— I co tera…?
Huknęło. Cała jaskinia zadrżała, zatrzeszczały stalaktyty zwieszone z pochłoniętego ciemnością sklepienia. Kapłanka spojrzała prosto w złote ślepie. Czarnołuska była nie tylko tuż przed nią, ale i patrzyła prosto na nią.
Świat zawirował przed oczami, pociemniał.
Potem zawiał wiatr, a gdy kapłanka otworzyła oczy, stała na środku pustkowia, otoczona przez wypalone drzewa. Wszystko było szare. Świat nabrał barw bieli i popiołu, a ponury, jasny wir wisiał pośrodku nieba. Spojrzała na wiszącego za nią anioła o smutnych oczach, spirit helpera, stworzenie piękne, a tak przez nią znienawidzony. Znajomy obraz, prychnęła w myślach. Cholerne smoki i ich cholerne szpony.
— Padłaś — rozległo się gdzieś z dali. Poznała chropowaty głos czarnoksiężnika. — Znowu.
— Zauważyłam. Wskrześ mnie.
Rozległ się drugi głos, jeszcze niższy, przesiąknięty testosteronem. Kształtna elfica o białych włosach. Jacek.
— Co z ciebie za healer, skoro padasz? Do dupy kapłanka!
Świat zawirował czerwienią, gdy postać wróciła do jaskini. Smoczyca ryczała, zaklęcia odbijały się od łusek, ataki chybiały. Śmierć, wskrzeszenie, śmierć, wskrzeszenie… Atak, atak, atak. Śmierć, szary świat, czerwony świat. Śmierć, wskrzeszenie…
Czerwony pasek malał. Postaci biegały bezwładnie po jaskini, unikały ataków. Śmierć, wskrzeszenie.
W końcu ostatni płomień smaga czarne łuski, wielkie, czarne ciało bezwładnie pada na wirtualny grunt.
I nagle ekran czarnieje.
You have been disconnected from the server.
— Noż kurwa!

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1810
Wiek: 25

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#14 » 21 gru 2011, o 21:10

Nie wierzę, ale... napisałam pierwszego drabble'a w moim życiu. :D


Królewska uczta

Pięknie zdobiony złotymi ornamentami tron na wstępie przykuwał wzrok gości. Wysokie na półtora metra, jakby miał na nim zasiadać jakiś wielkolud, oraz niesamowicie wąskie jak dla osoby o drobnej posturze.
Był to niewątpliwie królewski kaprys.
Bo któż inny zastąpiłby stary antyk takim budzącym przepychem meblem niźli…
- Ach, mój książę! – szept pełen fascynacji wyrwał się z piersi nadobnej dziewoi, karmiącej młodego, przystojnego spadkobiercę kolorowymi cukierkami.
Niebieskie, żółte, czerwone.
Połykał je z dziecinnym wyrazem twarzy, prosząc o jeszcze.
- A teraz pokaż mi coś zabawnego!
Spoglądał na nią z tym narcystycznym wzrokiem zza czubków butów, opartych o blat nakrytego stołu.
- Ach, mój książę!
Po prostu robię za zły charakter.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4290

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#15 » 21 gru 2011, o 22:25

Będzie krótko (ostatnio w ogóle nie chce mi się komentować):
Lai - strasznie mi się podobało, może przez to, że też przeżywałam podobne problemy (choć... czekajcie, na początku bez wahania wybrałam Alistaira, tyle że potem okazał się być dupkiem i drugą postacią podrywałam już Zevrana :D), a podsumowanie mnie zabiło - kwintesencja gry w DA większości osób płci pięknej, tak myślę :lol:
Kostucha - przeczytałam już trzeci raz i... nie wiem, albo go kompletnie nie rozumiem, albo jest o niczym, bo nie widzę tutaj żadnej pointy, żadnego celu, w którego zmierza od początku do końca, że tak to określę.
Ale drabble w końcu są kapryśnymi stworami i niełatwo je ujarzmić ;p

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#16 » 21 gru 2011, o 22:49

Ja w sumie nie miałam takich problemów, zrobiłam z mojego elfa ostatnią szmatę i przeleciałam wszystko, co się dało (myślałam, że od razu zaliczę też Alisatira, ale demmit, nie chciał :lol:). Ale ostatecznie skończył z Zevranem. Moją drugą postacią zrobiłam romans z Alistairem, ale mam zamiar go rzucić... tylko nie wiem, dla kogo, bo Zevran już był, a Leliany nie lubię. A Morrigan nie chce... Ja się pytam, dlaczego Oghren nie jest opcją romansową?!
Image

Camonek - po pierwsze, tytuł zawsze czyta dla mnie Piotr Fronczewski :D. Po drugie, wprawdzie moje doświadczenia z MMO ograniczają się do krótkiej, acz sympatycznej przygody z Dungeons & Dragons online, zdecydowanie mogłam się wczuć. Bardzo fajny początek, z całym tym przygotowaniem do walki, ukazaniem drużyny, a potem, och jakże trafny koniec (też raz grałam healerem, ekhm...). Dla mnie super :D

Kostucha - akurat muszę się podpisać pod Cam, bo w zasadzie nie złapałam, o co w tym drabble chodzi. Nie wiem za bardzo, do czego zmierzało i zabrakło mi tu takiej mocnej końcówki. Ale to fakt, drabble są trudne, ja się też za nie nie łapię.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4290

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#17 » 21 gru 2011, o 23:05

O widzisz, ja próbowałam tylko z Alistairem, z Zevranem moja elfka miała tylko przyjemną noc, bo zdążyłam się znudzić graniem drugi raz, zanim go uwiodła na dobre. Leliany nie lubiłam, więc nie żałuję, a męskimi postaciami grać nie lubię i nawet Morri mnie do tego nie przekonała.
(Morri jest świetnie skonstruowaną postacią, to tak przy okazji, zawsze ją podziwiałam.)
Ale... fuuuj, Oghren! Nie będę mogła spać w nocy.

Uff, ulżyło mi, że ta wersja jest w porządku, bo naprawdę mi nie szło przy pierwszym podejściu. Z jednej strony szkoda, że wybrałam taki teledysk, choć z drugiej... oj, wyszło ciekawie, prawda?

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#18 » 21 gru 2011, o 23:34

Och, Morrigan jest świetna, a poza tym głos Claudii Black, i to jej specyficzne akcentowanie, ach, mogłabym słuchać i słuchać :D
Och, sza, Oghren to kwintesencja męskości :lol:

Mnie tam się podobało, teledysk był z pewnością na swój sposób wymagający, ale przynajmniej się człowiek trochę pogłowił, żeby w ogóle coś wymyślić ;)
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339
Wiek: 25

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#19 » 29 gru 2011, o 19:15

Miałam skomentować wieki temu, ale oczywiście zapomniałam. Wybaczcie. ^^

Lai - genialne. Zabierałam się do tego tekstu długo, bo nie wiedziałam za bardzo, czego mogę się spodziewać, ale... To trafia do mnie całkowicie, dokładnie ten typ problemu, który mogłabym mieć. :D Naprawdę zgrabnie opisałaś sytuację, utrzymując tajemnicę prawie do samego końca i udało Ci się stworzyć prawdziwą, żywą bohaterkę. Nawet bez grania w Dragon Age mogłam się dobrze przy tym tekście bawić, dziękuję. :serce:

Cam - No, no, ta wersja mi się o wiele bardziej podoba. Jest żywsza i jakoś bardziej sensowna, jeżeli wiesz o co mi chodzi. Z całą pewnością spójniejsza. Zazwyczaj nie bawią mnie takie teksty, nie do końca potrafię się w nie wczuć, ale tutaj nawet pomimo nazw, nie było aż tak źle. Dało się to dopasować do jakiejkolwiek gry, niekoniecznie do tego, co miałaś na myśli. :D No i drużyna, drużyna jest! I końcówka, więc Lir zachwycony. Co do stylu, to masz tutaj nieco lżejszy styl, może to wynika z pośpiechu, ale wychodzi temu tekstowi na dobre. Nie masz aż tylu zawiłych opisów, czyta się łatwo i przyjemnie i sympatyzuje z biednymi zabijanymi bohaterami. Mra~!

Kostucha - Szczerze powiem, że podpisuję się pod tym, co napisały wcześniej Lai i Cam. Nie mam pojęcia o co chodzi. Zabrakło tutaj kilku opisów wyjaśniających, ale... No ta, to drabble, czyli nic więcej nie dało się wcisnąć. Mam przez to wrażenie, że pisząc koniecznie chciałaś się zmieścić w limicie, skracając scenę, która normalnie zajęłaby o wiele więcej, do setki słów, która nie do końca zdołała ją przekazać. Szczerze mówiąc zawsze uważałam, że drabble nie jest bardzo trudne, głównie dlatego, że od tego rodzaju wyszłam, bo przed wszystkim-wszystkim pisałam właśnie niemal wyłącznie drabble. Z tego, co zauważyłam, większość ludzi pisze albo takie drabble, które zmierza do puenty - co zazwyczaj nie wychodzi z dwóch powodów, albo pisze jeden opis, który też często nie spełnia swojego zadania. Pisząc pod puentę trzeba brać pod uwagę to, że czytelnik nie jest głupi i może łatwo odgadnąć do czego zmierzasz. Drugą wadą jest to, że patrząc na tekst czasem zwyczajnie widać co pisze w następnym zdaniu, czasem wzrok się omsknie i lektura całości jest już zepsuta, bo nie ma tego elementu zaskoczenia. Jeżeli piszesz opis to problem jest w tym, że możesz zwyczajnie kogoś zanudzić. Jeżeli to będzie zbyt oderwane, to czytelnik zwyczajnie nie zrozumie. Myślę, że to właśnie było tutaj problemem. Pisząc fika - nie ma tego problemu, bo ktoś, kto zna fandom, zna też bohaterów. We własnym tekście nie ma takiego przywileju, dlatego pisanie bezosobowo jest chyba najlepszym wyjściem
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1810
Wiek: 25

Re: TELEDYSKOWY SZAŁ - seria II

Post#20 » 14 sty 2012, o 16:12

Wstyd i hańba. Aż do tej pory zapomniałam skomentować waszych tekstów i skrytykowanie mojego.

Dziękuję, Lir, za tak obszerne wskazanie mi ścieżki, jaką powinnam obrać, jeśli ponownie zdecyduję się na samobója. Już co nieco wiem więcej. Co do sensowności tekstu - już nie pamiętam, co chciałam w tym zawrzeć, ale nie wykluczam spaczonego humoru.


Lai - fajny tekst. Przez cały czas zastanawiałam się, do czego dążą te wątpliwości Nataszy, aż tu w końcu się wyjaśniło. Przyjemnie i sympatycznie.

Onek - Bardzo podobały mi się opisy, ale z początku, bo po pewnym momencie zaczęło przynudzać. Zresztą sama nie wiem... Jakoś ta walka mnie nie przekonała, ale na tę chwilę nie wiedziałabym, co zmienić, co dodać, itp. Healer - podobne ujęcie tematu, co u Lai. ;)
Po prostu robię za zły charakter.

Wróć do „Konkursy Artefaktowe”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość