Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!

Proza i Poezja października - plebiscyt na najlepszy tekst miesiąca

ĆWICZENIE: opisy

Pomocna dłoń: problemy techniczne, merytoryczne, "jak" i "co" pisać, pomoc z drobniejszymi sprawami.
Eimhir
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 20
Wiek: 24

ĆWICZENIE: opisy

Post#21 » 1 paź 2015, o 17:28

Gitara - 148 słów

Ktoś mi kiedyś powiedział, że gitara jest jak kobieta. Kiedy odnosisz się do niej z atencją, odwdzięcza się miłością. Posłusznie wygrywa odpowiednie dźwięki, poddaje się twojej woli. Ale jeśli nie poświęcasz jej choć chwili dziennie – zaczyna się na ciebie boczyć, nie chce współpracować. I była to jakaś uniwersalna prawda o duszy instrumentów muzycznych. Ale ty wolałeś zachowywać ją tylko dla swojej wybranki. Twoja była akustyczna, dla niej porzuciłeś swoją pierwszą miłość – gitarę klasyczną, na której ćwiczyłeś wprawki. Obecna luba miała szerszy gryf, i bardziej bujną sylwetkę, wręcz zmysłową. Metalowe struny wymagały wprawionej ręki i niedelikatnych palców. Boki i gryf wykonano z ciemnego mahoniu, podstrunnicę z palisandru, przód i tył pudła rezonansowego zaś z cedru. Brzmienie było głębokie i dźwięczne. Wszystkie te detale składały się na jej nietuzinkowy urok, którym tak cię uwiodła. Czyż całe życie nie składa się z takich właśnie szczegółów? Tylko razem tworzą coś naprawdę ujmującego.

Następne słowo: lek

InfraRedSubZeral
Użytkownik zbanowany
Posty: 593

ĆWICZENIE: opisy

Post#22 » 6 paź 2015, o 08:48

LEK (bez limitu słów)
wszelkie podobieństwa do rzeczywistych miejsc, sytuacji, osób
i wypowiedzianych przez te osoby słow, całkowiecie przypadkowe


Kasia Sz. na pierdolniętą nie wyglądała. A pierdolnięta była. I to zdrowo.
W końcu, tzw. większość obywateli nie dostaje zazwyczaj histerii przy próbie
wyboru szamopnu koloryzującego, w supermarkecie, nie planuje uduszenia
papużek, które się znudziły, po to, żeby wymienić je na malego kotka
i.... raczej nie nagrywa regularnie na dyktafon swojej matki i babci. Kasia
mieszkała z obydwiema kobietami na Starym Bemowie, w Warszawie, od
czasu rozwodu matki z ojcem. Jego też kilka razy nagrała. Taśma z rozmową
podczas herbaty, na którą ją zaprosił, dołączyła do całkiem sporej już kolekcji
nagrań.

Nagrywanie było swoistą obsesją i wielką tajemnicą Kasi. O tym, że robi coś
takiego, wiedział w zasadzie tylko jej brat. Jemu jednak Kasia mogła ufać. Brat
Kasi miał profesjonalny program do montażu dźwięku i lubił montować realistyczne
dźwięowe kolaże z materiałów zdobytych przez przemyślną siostrę. Któregoś razu
zaszaleli oboje i zmontowali z wypowiedzi nagranego przez Kasię kolegi Heńka,
który popadł w niełaskę Kasi, prawdziwe arcydzieło, kompromitujące Heńka
kompletnie i na zawsze. A że Heniek wykonał niedawno pierwszy skok
spadochronowy, Kasia z bratem postanowili wysłać zmontowane nagranie nie tylko
na uczelnię, gdzie Heniek studiował, ale i m.in. na strefę, zrzutu na której Heniek
skakał, żeby zapewnić mu dobry start, w nowym środowisku.

Nagranie było kompromitujące i bardzo obraźliwe. Efekt jego wysłania polskim
skoczkom spadochronowym przeszedł najśmielsze oczekiwania kreatywnego
artystycznie rodzeństwa.

Na pierwszej strefowej imprezie, wzbogacono Heńkowi piwo dawką GHB. Gdy urwał
mu się film, przeleciało Heńka, po kolei, 5-ciu szanowanych instruktorów. Zrobiono mu
też serię pamiątkowych zdjęć. Bez spodni. Z penisami instruktorów przy twarzy.
Z penisami w rękach, ustach i odbycie. Ze strefowym psem, skundlonym wyżłem,
Behemotem, w gorącym, choć pasywnym ze strony nieprzytomnego Heńka, zoofilskim
pocałunku. Na zdjęciach Heniek widniał też uwalany spermą (minimum 10 wytrysków),
obrzygany i obłożony odchodami pochodzenia ludzkiego oraz zwierzęcego. Niektóre
penetracje sfilmowano, jak to na strefie było od dawien dawna w zwyczaju. W końcu,
wśród skoczków nigdy nie brakowało przedstawicieli polskich służb....

Odzyskawszy przytomność około południa dnia następnego, Heniek, nie myśląc
jeszcze do końca racjonalnie, uległ pierwszemu odruchowi i wziął długi, gorący
prysznic. Później, popadł w typowe dla takich sytuacji post-traumatyczne
odrętwienie. Nikt na strefie nie chciał z nim rozmawiać. Wszyscy omijali go, jak
trędowatego, jak najszerszym łukiem. Urazy, jakie odniósł na skutek sexu
z instruktorami, choć zaskakująco niewielkie, szybko dały o sobie znać.

Na Policję nie poszedł. Z wielu powodów. Mimo tego, że obdukcja wykazałaby
jednoznacznie, że, wbrew temu, co twierdzili wszyscy, zdecydowanie przekro-
czono nieprzekraczalne granice nietykalności cielesnej.

Heniek dość długo dzielnie się trzymał, ale kiedy złośliwi skoczkowie rozpoczęli
dyskretną, wewnątrzśrodowiskową, i cokolwiek selektywną dystrybucję powstałych
podczas feralnej imprezy zdjęć i filmów, załamał się. Niektóre ze zdjęć wyciekły
do Sieci i, wraz z wysłanym wcześniej przez Kasię i jej brata zmontoweanym
nagraniem, długo stanowiły sensację na uczelni Heńka. Zaczęły krążyć o nim ohydne
plotki. Że jest pedałem. Męską kurwą. Biorącym udział w gejowskich orgiach cwelem,
koprofilem i zoofilem....

Choć wszystko na to wskazywało, Heniek początkowo nie wierzył, że ktoś mógłby
być tak głupi, żeby uwieczniać przestępstwo ze swoim udziałem w jakiejkolwiek
formie. Jego prześladowcy byli jednak bardzo pewni siebie. I wyjątkowo bezczelni.
Przesądziły o tym nie tylko ich powiązania resortowe.

W pewnym momencie doszło do tego, że fragmenty nagrań z tamtej nocy,
i niektóre zdjęcia, widziała większość skoczków ze wszystkich polskich stref,
wiekszość osób mieszkających w okolicy Heńka i większość studentów na jego
uczelni, tylko nie główny zainteresowany. Nikt nie uznał za sosowne, żeby
zawiadomić Policję. Zamiast tego, wielu, w tym asystentka jednego z wykładowców
uniwersyteckich, otwarcie wyszydzało Heńka. Na jego zadawane wprost i grzecznie
pytania o przyczynę takiego zachowania wmawino mu, że mu "się wydaje", że ma
psychozę i że chorobliwie odnosi do siebie "nie to, co trzeba".

Heniek długo zacinał zęby, ale w końcu, gdy zjawiły się u niego mafijne karki
i zarządały haraczu za rzekomo uprawianą przez niego prostytucję, nie dał rady, nie
wytrzymał presji i poszedł do psychiatry. Chciał coś mocnego, na uspokojenie, jednak
lekarz, usłyszawszy kilka zdawkowych uwag o mafii tudzież o krażących po Sieci
zdjęciach i nagraniach, zdiagnozował schizofrenię.

"Nic się nie stało. Nikt pana, panie Heńku nie nachodził, nikt nie nagrał, ani nie
sfilmował. To tylko pana chora głowa. Ma pan typowe objawy" podsumował stary,
doświadczony lekarz.

Zamiast środków uspokajających, Heniek otrzymał receptę na bardzo silny, przestarzały,
dający masę trudnych do zniesienia skutków ub ocznych, neuroleptyk oraz radę, żeby
najlepiej "zgłosił się na oddział zamknięty, do szpitala psychiatrycznego".

"Musi pan natychmiast rozpocząć leczenie" perswadował z politowaniem psychiatra.
"Dam panu wody, proszę zażyć pierwszą dawkę już teraz. Zyprexa to doskonały lek.
Na pewno pomoże".

Kolejne zadanie:
PŁONĄCY SAMOLOT Z 20-stoma POLSKIMI SKOCZKAMI NA POKŁADZIE (bez limitu słów)
________
Ludzie są stworzeni do tego, by pożądać

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1387

ĆWICZENIE: opisy

Post#23 » 22 sty 2016, o 22:06

159 wyrazów
Taka katastrofa nie miała prawa się zdarzyć. Nawet rachunek prawdopodobieństwa nie uznawał jej możliwości. Nigdy nie opracowano procedur na wypadek takiej sytuacji, jaka teraz miała miejsce. Potężny ciężki samolot transportowy wiozący sprzęt na olimpiadę zimową na Wyspach Marschalla stanął w ogniu. O zgrozo, na pokładzie znajdowali się, prócz pilotów również zawodnicy lecący na te zawody. Łącznie na pokładzie było pięćdziesięciu pięciu ludzi, czterech pilotów, minister sportu, pięcioro biegaczy narciarskich, dwójka profesjonalistów w zjeździe alpejskim, ośmiu łyżwiarzy figurowych, dwanaścioro łyżwiarzy szybkich, trzech lekarzy sportowych i dwudziestu skoczków narciarskich. Wszyscy spadali w zastraszającym tempie, zbliżając się do tafli Pacyfiku. Niesamowita panika panowała na pokładzie utrudniając pracę pilotom próbującym poderwać maszynę do dalszego lotu.
W wyniku tego incydentu połowa reprezentacji naszego kraju, mająca reprezentować nas na zawodach, zginęła wśród fal.
Okazało się później, że był to spisek reprezentacji Sudanu Południowego, chcącego wyeliminować rywali w biegach narciarskich. Jedynie na polskiej załodze zamach się udał. Mogło to być spowodowane niezakwalifikowaniem się Sudańczyków na olimpiadę.

Kolejne zadanie: Pagórek (od 100 do 250 słów)
Obudziłem temat.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1030

ĆWICZENIE: opisy

Post#24 » 22 sty 2016, o 22:34

Fajna zabawa, ode mnie 100 słów,

Pagórek jak pagórek. Zimą dla okolicznej dzieciarni zjeżdżalnia jak się patrzy. Kładziesz się brzuchem na sankach i odpychając rękami grzejesz z prędkością marzeń. Nic cię nie może zatrzymać. Dorosłej hołocie opatrzył się już na dobre. Seniorzy puszczają famę, że wieki temu, kiedy przez wieś przejeżdżał Napoleon, ponoć zasypiał wraz z koniem u stóp t e g o pagórka. Któregoś poranka miał nawet w pagórku zakopać Skarb. Nie wiadomo co konkretnie, ale zapewne coś niebywale drogocennego. Być może dlatego rokrocznie latem kręcą się tutaj mężczyźni z wykrywaczami metali. Ale chyba nikt jeszcze niczego nie znalazł. Lokalna prasa milczy na ten temat.

Kolejne: danie kosza przy świecach (100 słów)

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

ĆWICZENIE: opisy

Post#25 » 3 cze 2016, o 02:34

Uch, się zastałam.. :kuku:

Opakowane tanią folią róże pachniały mdławo, a ich karminowe płatki zwijały się na brzegach opadając lekko w stronę łodyżek. Czerwone świece w kształcie serc pływały w szklanej kuli wypełnionej wodą, ciepło ich światła uwięzione pomiędzy ściankami. Do tego czerwone wino, czerwone, atłasowe pudełeczko ułożone na brzegu stolika, a w nim zapewne pierścionek z czerwonymi kamykami marnie imitującymi rubiny.
Zrobiła krok do tyłu, a potem kolejny. Stukot jej obcasów na drewnianej podłodze wydawał się ogłuszający w panującej ciszy. Ruchem dłoni starła z ust koralową szminkę.
Planowała wyznać, że już nie kocha, lecz samo "nie" wypowiedziane szeptem przy łagodnym blasku świec wystarczyło.

Kolejne: pustynia, min. 100 słów.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1387

ĆWICZENIE: opisy

Post#26 » 3 cze 2016, o 12:25

-Wylatujemy z Układu Słonecznego - powiedziały megafony. Błażej spojrzał przez bulaj.
Przed ich wahadłowcem rozciągała się rozległa pustka, wielka pustynia kosmiczna. Z jednej strony widzisz swój cel jako jaśniejącą na horyzoncie gwiazdę, lecz wiesz też, że dzielą was od niej dziesiątki lat świetlnych. Najgorsze możliwe uczucie, podróżujesz przez nicość by trafić w nieznane i groźne środowisko. Przez całą przestrzeń dzielącą ich od celu nie napotkają innych ciał niebieskich. Prawdziwa próżnia, nie do ogarnięcia i wyobrażenia sobie, bo jak można sobie nic nie wyobrazić? Czy to właśnie czeka człowieka podczas podróży kosmicznych? Penetrowanie pustyni kosmicznych, miejsc gdzie właściwie brak jakichkolwiek śladów obecności czegokolwiek. Ciężko ogarnąć umysłem nicość, dlatego Błażej przerwał obserwację niezmieniającego się krajobrazu i skupił się na regulacji silników manewrowych. W obecnej chwili nie będą ich potrzebowali, brakuje tutaj jakichkolwiek orbit, z których można by uzyskać prędkość obrotową. Prawdziwa pustynia, nicość. Tak wygląda w praktyce kosmos.

Kolejne słowo: Gra minimum 150 słów
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1387

ĆWICZENIE: opisy

Post#27 » 13 wrz 2017, o 22:01

Zmienię słowo by pobudzić Grę do żywych: Grill, dalej wymaga minimum 150 słów
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Eneriston
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 146

ĆWICZENIE: opisy

Post#28 » 17 wrz 2017, o 15:16

Murowany grill stał na naszej działce, odkąd sięgam pamięcią. Postawili go moi dziadkowie, którzy chcieli zwiększyć częstotliwość rodzinnych spotkań. Muszę przyznać, że im się udało, bowiem owe spotkania odbywały się regularnie przez kilkanaście lat. Grill w sezonie letnim stał się naszą małą tradycją; nie sposób było wyobrazić sobie wakacji bez przypieczonej kiełbaski i rozmów do białego rana. Ten wysłużony sprzęt został także świadkiem wielu rodzinnych imprez, zaczynając od urodzin, a kończąc na stypach. Kilka lat temu moi rodzice, w porozumieniu z resztą rodziny, postanowili uczynić grill czymś więcej, niż tylko sezonowym miejscem spotkań. Rozpoczęli budowę altany, która mogłaby pomieścić nawet sto osób. Prace dobiegły końca po kilku miesiącach. Nad grillem stanął dodatkowy daszek, a w altanie pojawił się ogromny stół, ławy oraz barek. Zdecydowaliśmy, że do wspólnych biesiad zaprosimy wszystkich sąsiadów z okolicy. Początkowo byli zdziwieni tym pomysłem i tylko co poniektórzy odważyli się przyjść, ale z czasem liczba osób znacznie się zwiększyła. W pewnym momencie ludzi było tak dużo, że zdecydowaliśmy o rozbudowie rodzinnego grilla. Z pomocą sąsiadów udało nam się stworzyć największy ruszt, o jakim kiedykolwiek słyszano! Od tamtej pory stosunki sąsiedzkie uległy znacznej poprawie. Dziadkowie na pewno byliby zachwyceni tym pomysłem.

Kolejne słowo: paw, minimum 100 słów.
Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie.
Carlos Ruiz Zafón, "Gra anioła"

Wróć do „Kącik porad”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość