Na drodze wojny. Utracony przyjaciel (fragment)

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 290
Wiek: 25

Na drodze wojny. Utracony przyjaciel (fragment)

Post#1 » 26 kwie 2017, o 18:23

Eryk słabł z każdym uniesieniem miecza, z każdym zadanym wrogowi ciosem, w który wkładał całą siłę. Rany cięte na ramieniu i plecach krwawiły i okropnie bolały. Wiedział, że długo nie utrzyma broni. Jego przeciwnik był silniejszy. Masywne ciało, umięśnione ramiona, lepszy oręż.
- Co, chuchraku? Masz dość?! – zakrzyknął chrapliwie.
Spojrzał mu w twarz i nie dostrzegł cienia człowieczeństwa, w oczach widział tylko pogardę. Nigdy jeszcze nie brał udziału w starciu z tak okrutnymi ludźmi. Nie mieli w sobie odrobiny godności. Byli dzicy.
Kiedy uciekał przed kolejnym, być może śmiertelnym ciosem, potknął się i upadł na ziemię. Mokre od potu włosy przylgnęły do twarzy. Usłyszał odgłos upadającego cielska. Jego ciemiężca leżał martwy z toporem wbitym w głowę. To stary kowal powalił wroga.
Nie zdążył nic powiedzieć, zaraz usłyszał okrzyk bólu i zobaczył padającego mężczyznę z włócznią w piersi. Aż sam krzyknął. Zaczął czołgać się ku niemu, na nic nie zważając, nic nie słysząc. Był tylko on i Tom.
Pochylił się nad nim i oczyma pełnymi strachu i zaskoczenia, patrzył, i nie wierzył. Prawda kłóciła się w jego głowie z nadzieją. Nie chciał go stracić, nie chciał zostać sam.
Tom wyglądał na oszołomionego. Wybałuszał oczy, łapczywie chwytał powietrze, jak ryba wyjęta z wody. Rozpoznał Eryka i mocno złapał jego dłoń, drugą ręką kurczowo ściskał drewniany pręt. W kącikach oczu miał łzy. Płytki, urywany oddech zdawał się kończyć. Odjął dłoń od dzidy, wymacał zwisający z szyi krzyż. Eryk wydał z siebie zduszony szloch. Tom pokręcił głową, jakby chciał dodać mu otuchy, powiedzieć "To nic". Ostatkiem sił zerwał rzemień i nieznacznie wskazał na przyjaciela.
Przez ułamek sekundy patrzyli sobie w oczy. Trwało to nie więcej niż jedno mrugnięcie, mniej niż jeden oddech.
- To ta chwila, On czeka. – powiedział Eryk i kiwnął głową.
Ledwie skończył, oczy Toma zastygły w bezruchu.

***

Nic nie słyszał, patrzył jak przez mgłę. Nie chciał już tu być. Wziął krzyż, myśląc tylko o tym, co należało zrobić. Wiedział, że ma przed sobą już tylko ciało, bez duszy, że ona jest już daleko stąd, ale jego zmysły tego nie pojmowały. Rozejrzał się. Walka przeniosła się bardziej na południe, w stronę skalistych zboczy. Masyw górski wznosił się wysoko nad rozległym, równinnym polem. Szczęśliwie znalazł się po drugiej stronie, bliżej lasu.
Wykorzystując nieuwagę walczących, z trudem podźwignął martwe ciało swojego przyjaciela. Z jękiem, nie wiadomo czy rozpaczy, czy wysiłku, przerzucił je przez plecy, zmierzając z trudem przed siebie. Krok za krokiem ciągnął się w nieskończoność. Na brudnej twarzy było wiele jasnych strużek pozostawionych przez łzy.
Chciał do domu. Chciał być sam, a jednocześnie pragnął, by ktoś go przytulił. Pragnął płakać i krzyczeć z bólu, żalu, złości. Ale chciał też zasnąć i spać, spać, i nigdy się nie obudzić. Nie chciał czuć.
Niewiarygodne, że wokół toczyło się życie, jak gdyby nigdy nic. Spłoszone hałasem ptaki głośno skrzeczały, niebo się rozjaśniało, a z daleka dobiegały odgłosy wciąż toczącej się bitwy, tak bezsensownej, brutalnej, odzierającej z życia.
Szedł tak bardzo długo, prawie zgięty wpół pod ciężarem. W końcu osunął się na kolana, bezsilny wobec swojego cierpienia. Z oczu popłynęły gorące łzy; nie chciały przestać płynąć. Wpatrywał się w zachmurzone w tej chwili niebo i zaczął się modlić. Złościł się i na przemian prosił, aby to nie było prawdą.
Obudził się przed świtem. Czuł się spokojny, jakby wyzbył się uczuć. Ruszył w dalszą drogę. Jego celem był dom.
Kiedy skończył zakopywać grób, zdał sobie sprawę, że nie wie jak udało mu się dotrzeć do domu. Nie pamiętał przebytej drogi.
Zastanawiał się dokąd teraz pójdzie. Nie wyobrażał sobie siedzenia w miejscu. Co się z nim stanie, jak będzie wyglądało jego życie bez Toma? Od dziecka miał tylko jego, byli jak bracia choć nie łączyły ich więzy krwi.
Westchnął. Nie miał siły teraz o tym myśleć. Zawładnęły nim zmęczenie, fizyczny ból, o którym zapomniał na jakiś czas, i pustka, której, wiedział to, niczym nie wypełni.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Na drodze wojny. Utracony przyjaciel

Post#2 » 27 kwie 2017, o 15:29

Głodzia pisze:Rany cięte na ramieniu i plecach krwawiły i okropnie bolały.

A inne rany nie bolały :astonished: Słowo "cięte" jest zbędne.

Głodzia pisze:Jego ciemiężca leżał martwy z toporem wbitym w głowę.

Słowo "ciemiężca" tu nie pasuje. Ono ma inne znaczenie. Wystarczyłoby słowo "przeciwnik".

Głodzia pisze:... patrzył, i nie wierzył..

Przecinek jest zbędny.

Głodzia pisze:Ostatkiem sił zerwał rzemień i nieznacznie wskazał na przyjaciela.

To zdanie jest niejasne. Czy wskazał rzemieniem? :astonished:

Czy to jest początek czegoś większego?
Jeśli nie, to jest to jakieś takie niedokończone. :smile:

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 290
Wiek: 25

Na drodze wojny. Utracony przyjaciel

Post#3 » 28 kwie 2017, o 13:03

Nie początek. Ale oczywistym jest, że to fragment.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 66

Na drodze wojny. Utracony przyjaciel

Post#4 » 28 kwie 2017, o 22:40

Wygląda ciekawie, jednak brak tu wprowadzenia. Wiemy jedynie jak bohater się nazywa i że pokonuje innego człowieka. Już prędzej druga część opowiadania nadaje się na jego początek. Gdzie odbywa się walka, w jakich okolicznościach - tego nie wiemy, a w tak krótkiej formie przydałoby się to od razu. Dalej: góry las, ptaki, wszystko jest jakby oderwane od całości.

Tak czy inaczej życzę powodzenia w dalszym tworzeniu wszelkich form literackich.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 290
Wiek: 25

Na drodze wojny. Utracony przyjaciel

Post#5 » 1 maja 2017, o 15:30

Shiloh
1. Główny bohater nie pokonuje przeciwnika.
2. To fragment, więc nie musi być wprowadzenia. Wiadomo, że przed nim i po nim coś by było.
3. Gdzie odbywa się walka? Patrz punkt 2. Napomknęłam jedynie o równinnym polu z górami po jednej stronie, lasem po przeciwnej.
4. Nie sądzę, że opis okoliczności musi być zawarty we fragmencie, gdyż to właśnie fragment. Patrz punkt 2 (zdanie drugie).
5. Nie uważam, że to jest takie oderwane. Las został wspomniany, gdyż tamtędy opuszczał pole bitwy. Ptaki i uwaga na temat życia toczącego się swym normalnym rytmem, ma na celu pokazanie zadziwienia bohatera, dla którego w tym momencie, wydaje się to akurat dziwne. W końcu umarł mu przyjaciel, zawalił mu się świat, a wokół wszystko jest całkowicie niewzruszone tym faktem. To oczywiście normalne, jednak w emocjach towarzyszą nam różne uczucia i spostrzeżenia.
6. Dzięki.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1539
Wiek: 24

Na drodze wojny. Utracony przyjaciel (fragment)

Post#6 » 6 gru 2017, o 17:38

Hm.
Cześć.
Zacznę może od tego, że mnie akurat nie przeszkadza to, że mam do czynienia z, co uparcie powtarzasz, fragmentem. Nie boli mnie to, że wepchnęłaś czytelnika w sam środek bitwy – to niekiedy ma sens. Jednak tym, co do gustu mi nie przypadło, jest chaos pierwszej części. Nie dynamika walki, ale właśnie chaos. Ten coś krzyknął, ale w sumie to nie wiadomo który, potem zjawia się jakiś kowal, no i w końcu dzieje się rzecz straszna – umiera Tom.
Nie obchodzi mnie to. Nie wiem, kim on jest, dlaczego Eryk tak się tym przejmuje, co z tego wynika. Jeśli chciałaś położyć nacisk na uczucia, a nie na wydarzenia, to wyszła Ci patetyczna papka upstrzona bublami.
Druga część była już bardziej zjadliwa, ale w dalszym ciągu jakaś taka… meh. (To bardzo konstruktywny fragment mojej wypowiedzi, wiem)
I ostatnia rzecz, o której muszę wspomnieć, bo mnie, pomimo cmentarnego klimatu tekstu, nieco rozbawiła (chociaż chyba i tak uderzam kulą w płot, bo Mariana wskazówki nie zostały zawarte w tekście; ten ciemiężca serio tam nie pasuje):
Z jękiem, nie wiadomo czy rozpaczy, czy wysiłku, przerzucił je przez plecy, zmierzając z trudem przed siebie. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś przerzucał coś bardzo ciężkiego przez plecy i jednocześnie szedł. To musiał być nie lada siłacz. :D
Pozdrawiam cieplutko!
where does everybody go when they go?

Wróć do „Fantastyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość