Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#1 » 31 gru 2016, o 14:23

Rozdział V
- Śpisz? – wyszeptała Gosia, niemalże przyprawiając o zawał serca Alę, która była pewna, że przyjaciółka już dawno zasnęła.
- Nie, medytuję – prychnęła, wywracając oczami, czego Małgosia nie mogła zobaczyć w ciemności. Była rozdrażniona i wyczerpana. Pół nocy już nie spała, a krępujące nadgarstki skórzane pasy sprawiały, że nawet podrapanie się po nosie urosło do rangi pobożnego życzenia.
- Wiem, że jesteś na mnie zła… - niemrawo zaczęła Małgorzata. Alicja przeklęła siebie w myślach. Gośka brzmiała jak zbity pies. Nie powinna tak na nią warczeć, niezależnie od tego jak kiepsko sama się czuła.
- Nie jestem na ciebie zła – zreflektowała się natychmiast, podnosząc głos, żeby przekrzyczeć donośne chrapanie Beaty, która spała na dzielącym dziewczyny łóżku. – Po prostu się martwię… Nawet nie wiesz, ile strachu się przez ciebie najadłam, cipo głupia!
Z mroku dobiegł melodyjny śmiech Gosi. Ala westchnęła z ulgą. Nie jest najgorzej, pomyślała pełna nadziei. Znały się od lat, razem przebrnęły przez dwie depresje Małgosi. Bywały dni, a nawet tygodnie, kiedy Gośka nie odzywała się ani słowem, nawet nie wspominając o choćby cieniu uśmiechu. W takim razie dlaczego próba samobójcza? – Ala cały czas zadawała sobie to pytanie. Analizowała ostatnie dni, szukała sygnałów nadchodzącego załamania… Bez skutku. Im dłużej się zastanawiała, tym bardziej była przekonana, że nic z tego nie rozumie. Uczucie bezsilności jedynie potęgowało wyrzuty sumienia i sprawiało, że była zła na samą siebie. Przecież znały się już tyle lat! Powinna coś zauważyć!
- Przepraszam, Aluś. Naprawdę – powiedziała błagalnym głosem Gosia.
- Nie przepraszaj, tylko powiedz czemu… Przecież wiesz, że możesz być ze mną szczera. Powinnaś mi powiedzieć, co się dzieje, zamiast udawać, że wszystko jest w porządku.
- Nie udawałam! – gorączkowo zarzekała się dziewczyna.
- To co? Tak nagle cię naszło? Och nie mam co robić, to może upuszczę sobie trochę krwi, a co mi tam! Nie rozmawiaj ze mną jak z idiotką! – wysyczała Alicja. W tej sytuacji nie potrafiła udawać spokojnej. Miała mętlik w głowie. Gniew na przyjaciółkę mieszał się z troską o nią. Na samą myśl o tym, że mogłaby ją stracić czuła mdłości i zawroty głowy.
- Nie wiem! Nie myślałam o zabiciu się. Naprawdę nie wiem, czemu to zrobiłam. W ogóle nic nie pamiętam z tamtej nocy. Zdaję sobie sprawę, że mi nie uwierzysz. Sama bym sobie nie uwierzyła, ale taka jest prawda!
- Jakim cudem nic nie pamiętasz? Ćpałaś coś? – zapytała podejrzliwie Alicja. Dobrze pamiętała tego obdartego „kolegę”, który kiedyś odwiedzał Gośkę, przemycając do szpitala „biały proszek”.
- Nie. Boże, Ala, przecież wiesz, że jestem czysta od siedmiu miesięcy! – obruszyła się Gosia. – Lekarze mówią, że to może być jakiś rodzaj szoku i że powinnam sobie przypomnieć za kilka dni.
Obydwie zamilkły, pogrążone każda w swoich myślach. Ala zastanawiała się nad słowami Małgorzaty. Jakoś nie potrafiła uwierzyć w wersję wydarzeń przyjaciółki. Jednak nie miała siły na kłótnię. Podniesione ciśnienie poskutkowało powrotem tępego bólu, który pulsował w miejscu, gdzie jej czoło spotkało pięść Andrzeja. Wraz z migreną wróciła też dziwna senność, która otępiała, ale nie pozwalała zasnąć. Najwyraźniej leki psychotropowe nadal jeszcze krążyły w krwioobiegu dziewczyny. Nie wątpiła, że Andrzejek „przez przypadek” zaaplikował jej zwielokrotnioną dawkę środków uspokajających.
- Przepraszam. Nie powinnam tak na ciebie naskakiwać. – Alicji zrobiło się strasznie głupio. Dopiero teraz, kiedy emocje trochę opadły, zrozumiała, jak idiotycznie się zachowała. Gosia próbowała popełnić samobójstwo i prawie jej się to udało. Teraz powinna wspierać przyjaciółkę, a nie walić głupie umoralniające gadki. Dała sobie mentalnego plaskacza i wzięła dwa głębokie wdechy, koncentrując całą uwagę na wyciszeniu emocji.
- A weź przestań! Należało mi się! Jakbyś mi coś takiego odwaliła, to chyba bym cię udusiła! – stwierdziła kategorycznie Małgorzata. – Zresztą, jeśli cię to pocieszy, to nie jesteś pierwsza. Pan Zbyszek już mnie zjechał od góry do dołu.
Obydwie wybuchły śmiechem. Dobrze wiedziały, że ten niepozorny starszy pan, kiedy się zdenerwował potrafił jasno dać do zrozumienia, co sądzi o ich głupich pomysłach – przy czym nie żałował dosadnych określeń potocznie zwanych łaciną podwórkową.
- Przepraszam, że napędziłam wam stracha. – Głos Małgosi niebezpiecznie zadrżał na ostatnich słowach.
O nie, tylko mu się tu nie rozpłacz! – Ala momentalnie spanikowała. Nienawidziła, gdy ktoś płakał w jej obecności. Nie wiedziała, jak się wtedy zachować – w pocieszaniu była tak dobra, że kiedy w końcu postanowiła coś powiedzieć, to skutek był odwrotny do zamierzonego.
Na szczęście rozmowę przerwał im przeciągły jęk otwieranych drzwi. Gosia i Ala niemal podskoczyły na łóżkach. Za oknem dalej panowała ciemność, a one nie sprawdzały godziny, więc nawet się nie zorientowały, kiedy minęła siódma rano.
- Dzień dobry! Pora wstawać! Zaraz śniadanie i obchód! – krzyknęła od progu pielęgniarka. Pstryknął włącznik światła i sztuczny blask żarówek na krótką chwilę oślepił zaspane jeszcze pacjentki.
- Czy taki dobry, to bym się kłóciła – mruknęła pod nosem Alicja, mrużąc oczy, bo z wiadomych powodów nie mogła zasłonić ich dłonią.
- Wieczna maruda. – Gosia wstała, żeby rozruszać obolałe od spania na starym materacu mięśnie. – O Jezu, kto ci nabił takie limo pod okiem? I czemu jesteś przywiązana do łóżka?! – krzyknęła, widząc pasy na nadgarstkach przyjaciółki.
- Mam limo pod okiem?! – zdziwiła się Alicja. Chuj jeden, niech mu nigdy więcej nie stanie – podziękowała w myślach Andrzejowi.
- To jak, odpinamy dzisiaj pasy, czy będzie pani dalej szaleć? – Sanitariuszka zignorowała rozmowę dziewczyn. Podeszła do łóżka Ali, szurając drewniakami. Pamiętała ją. To była ta pielęgniarka, która jednego wieczoru próbowała przegonić Alicję z korytarza po zgaszeniu świateł. Chyba nazywa się Asia – przypomniała sobie. Domniemana Joasia miała młodą twarz, chociaż sztucznie postarzoną przez zbyt mocny makijaż kiepsko maskujący zmęczenie po nocnym dyżurze. Kobieta pochwyciła spojrzenie pacjentki i odpowiedziała krzywym uśmiechem, który wołał o interwencję ortodonty. Obrazu zaniedbania dopełniały sięgające ramion włosy od połowy długości zmieniające kolor z brązowego na jajeczny blond. Ala zacięła się na chwilę na rozważaniu, czy to odrosty, czy nieudolnie wykonane ombre.
- To jak będzie? – zapytała Joanna, nieświadomie wybijając dziewczynę z durnych rozmyślań.
- Będę grzeczna, obiecuję. – Młoda pacjentka skrzywiła się w wymuszonym uśmiechu. Pielęgniarka chyba nie usłyszała lub zignorowała ironię w głosie Alicji, bo od razu sięgnęła do skórzanych pasów. Po chwili walki zardzewiałe metalowe klamry puściły.
- Tylko bez kombinacji, bo znowu dostaniesz śpiocha – ostrzegła na zaś Asia.
Ala tylko kiwnęła głową, zajęta rozmasowywaniem obolałych i zesztywniałych nadgarstków. Za oknem okropna deszczowa noc powoli ustępowała miejsca dniu, który wcale nie zapowiadał się lepiej. Poniedziałek miał zaspane półprzytomne spojrzenie i sine cienie pod oczami, zupełnie tak jak ona.
***
- Hej, wszystko w porządku?
Alicja mruknęła niezrozumiałe słowo przez sen, wtulając mocniej twarz w materiał swetra.
- Halo, Ala, słyszysz mnie? – Delikatny dotyk na ramieniu sprawił, że niemal podskoczyła. Od razu się rozbudziła. Zamrugała kilkakrotnie, próbując strzepnąć z powiek resztki snu. Wielokolorowe plamy przed oczami zlały się, tworząc męską sylwetkę. A dokładniej część odpowiadającą okolicom rozporka. Wybrzuszenie na wysokości krocza jasno sugerowało, że właściciel przetartych dżinsów miał się czym pochwalić. Zadarła głowę do góry, ciekawa kogo zobaczy. Momentalnie spiekła raka, zażenowana, że obiektem jej niedwuznacznych rozważań okazał się nie kto inny, jak doktor Bukowski.
- Dobrze się czujesz? Korytarz to niezbyt dobre miejsce do spania – zapytał z mieszanką rozbawienia i zatroskania w głosie. Ze spojrzenia mężczyzny wyczytała, że musi wyglądać jak siedem nieszczęść, skoro patrzy na nią z takim współczuciem.
- Nieplanowana drzemka – uśmiechnęła się sennie, odruchowo przecierając oczy.
- Czy moglibyśmy chwilę porozmawiać w moim gabinecie? – zapytał psychiatra, chociaż zimne spojrzenie i twardy ton głosu jasno sugerowały, że nie przewidywał odmowy.
- Jasne, nie ma problemu – zgodziła się od razu, chociaż zdziwiła ją ta nagła zmiana, bo na ogół doktor zachowywał się zupełnie inaczej. Bukowski odwrócił się na pięcie i bez słowa ruszył długim korytarzem. Ala z trudem wygramoliła się z zapadniętego fotela, po czym podążyła śladem lekarza.
Weszła do gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Stał przy oknie, mocując się z zardzewiałymi zawiasami. W końcu udało mu się uchylić lufcik. Przez wąski otwór do środka wpadło zimne grudniowe powietrze. Alicja objęła się ramionami, próbując opanować dreszcze.
Bukowski spojrzał przelotnie na dziewczynę i przysiadł na parapecie, wyciągając z kieszeni fartucha paczkę papierosów i zapalniczkę. Ali ze zdziwienia opadła szczęka. Przez jedną krótką chwilę rozważała nawet, czy czasem się jej nie przewidziało. Młody lekarz uśmiechnął się szelmowsko dostrzegłszy, że pacjentka patrzy sa niego jak cielę w malowane wrota.
- Chcesz? – Wyciągnął w stronę Alicji opakowanie mentolowe Marlboro. Po chwili wahania sięgnęła po papierosa.
- Dzięki.
Bukowski odwrócił się bokiem, patrząc na las za oknem. Z zielonych drzew, wspomnienia lata, teraz pozostały jedynie czarne, ogołocone z liści gałęzie, brutalnie szarpane przez bezlitosny wiatr. Przez dłuższą chwilę oboje milczeli. W pokoju było słychać tylko ciche bębnienie deszczu o parapet.
Ala oderwała wzrok od szyby i spojrzała z ukosa na lekarza. Cokolwiek wydarzyło się w życiu młodego doktora, wyraźnie wytrąciło go z równowagi. Próbował ukrywać emocje za maską chłodnego opanowania, lecz w ciemnych oczach migotał z trudem tłumiony gniew. Niestety był równie kiepskim aktorem, co kłamcą, stwierdziła krytycznie Alicja.
Bukowski wyrzucił niedopałek przez lufcik, zamknął okno, po czym odwrócił się przodem do dziewczyny.
- Możesz mi wytłumaczyć, co się ostatnio z tobą dzieje?
Alicja uniosła brwi ze zdziwienia – nie tego się spodziewała. Nie bardzo wiedziała też o co chodzi doktorowi. No dobra, jej kłótnia z ojcem była delikatnie mówiąc głośna – krzyki słyszał z pewnością cały oddział i poważnie zastanawiała się, czy też nie pierwsze piętro. Ale co tutaj wyjaśniać? Był przecież świadkiem tego uroczego rodzinnego spotkania, więc doskonale wiedział, co zaszło.
- Chodzi mi o akcję z pielęgniarzem – wyjaśnił łaskawie, coraz bardziej poirytowany. – Chciałbym wiedzieć, dlaczego zaatakowałaś pracownika szpitala.
Ala z trudem stłumiła wybuch śmiechu, co jednak nie uszło uwadze doktora. Och, czemu wcześniej na to nie wpadła! Przecież było oczywiste, że o to chodzi!
- To cię tak bawi? – zapytał, unosząc brwi. – Masz coś do powiedzenia na ten temat?
- Nie, bo to nie jest prawda. – Wzruszyła obojętnie ramionami.
- Dobrze, a więc jaka jest twoja wersja wydarzeń?
- Nieważne. I tak by pan… I tak byś nie uwierzył. W końcu to ja tu jestem wariatką – stwierdziła z przekąsem, uśmiechając się wymownie. Nie wątpiła, że Andrzej wymyślił odpowiednią historyjkę, która usprawiedliwiała zarówno jej piękne soczyście granatowe limo pod okiem, jak i konieczność użycia skórzanych pasów i dużej dawki leków uspokajających.
- Może pozwolisz, że sam ocenię?
Czuła na sobie świdrujące spojrzenie czarnych oczu. Miała wrażenie, że gdyby teraz spróbowała wykręcić się od odpowiedzi lub zaczęła ściemniać, to bezbłędnie rozpoznałby kłamstwo. Zaklęła siarczyście w myślach. Zastanawiało ją, czy to wyuczona na studiach umiejętność czy naturalny talent do wyciągania z ludzi informacji bez użycia słów. Nieważne – nie zmieniało to faktu, że czuła się zapędzona w kozi róg, chociaż stała na środku przestronnego pokoju. Chwila wydawała się trwać nieskończoność. Oboje milczeli, a niezręczna cisza gęstniała z minuty na minutę. W końcu Ala nie wytrzymała napięcia i westchnęła, unosząc ręce w geście kapitulacji:
- Mów, śmiało. – Bukowski uśmiechnął się zachęcająco, chociaż dałaby sobie rękę uciąć, że w tym uśmiechu była też odrobinka wrednej satysfakcji.
- Po kłótni z ojcem wybiegłam na zewnątrz, żeby uspokoić nerwy. Kiedy wróciłam, to pan Andrzej otworzył mi drzwi. – Zrobiła pauzę, próbując zebrać myśli i słowa do kupy. – Od razu wziął mnie za fraki, chociaż nie stawiałam oporu, przy czym jego ręka „niechcący” wylądowała na moim tyłku. Zaczęliśmy się szarpać…
Zamilkła na chwilę. Wiedziała, jak nieprawdopodobnie to brzmi. Jedno spojrzenie na Bukowskiego wystarczyło, żeby stwierdzić z całą pewnością, że jej nie wierzy. Durna. Niepotrzebnie zaprzeczała wersji pielęgniarza. Prawda była taka, że lepiej dla niej samej byłoby, gdyby potwierdziła kłamstwa sanitariusza.
- Nie wydawało ci się czasem? – zapytał z powątpiewaniem doktor. Westchnęła, zrezygnowana. Ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu. Czuła, że tylko wchodzi głębiej w bagno. Jeszcze chwila i wyląduje w izolatce. Rozważała nawet, czy nie wycofać swoich słów, ale w tym momencie niczego by to już nie zmieniło.
- Nie. – Stanowczo pokręciła głową. – Niesforne rączki pana Andrzeja są dobrze znane wśród dziewczyn z oddziału. – Uśmiechnęła się kwaśno. Zaczęłaś, to teraz doprowadź sprawę do końca, nakazała sobie w myślach, jednocześnie przeklinając własną głupotę. Cholera, świętej pamięci babcia Elżbieta zawsze mówiła, żeby nauczyła się trzymać swój niewyparzony język za zębami. Dlaczego nigdy jej nie słuchała?
- No dobrze. Powiedzmy, że wezmę twoją wersję wydarzeń pod uwagę – odparł po chwili namysłu, chociaż w jego głosie nadal wyraźnie było słychać nuty wahania. – Co działo się dalej?
Na szczęście tę katastrofalną rozmowę przerwało pukanie do drzwi, a raczej donośne walenie pięściami w zdezelowane drewno. Alicja i Bukowski wymienili krótkie spojrzenia. Od razu wiedzieli, kto czeka na zewnątrz. Młody lekarz schował papierosy i zapalniczkę do kieszeni, a Ala uchyliła okno i wyrzuciła niedopałek.. Doktor poczekał, aż dziewczyna zamknie lufcik, po czym podszedł do drzwi.
- No, w końcu! Ileż można czekać! – Donośny, zachrypnięty od papierosów bas ordynatora rozniósł się echem po gabinecie. Zakrzewski zajrzał do wnętrza pokoju przez ramię młodego podwładnego. – O, widzę, że masz zajęcia z gwiazdą naszego oddziału! Koniecznie popracujcie nad kontrolowaniem emocji. Przyda ci się, młoda, prawda? – Podstarzały konował mrugnął porozumiewawczo do Alicji. Dziewczynie momentalnie podniosło się ciśnienie. Za to Zakrzewski miał niezły ubaw. Jednak tym razem nie dała się sprowokować. Wzięła głęboki wdech i policzyła spokojnie do dziesięciu.
- Oczywiście, doktorze. – Zgodziła się pokornie, przywołując na twarz kiepską atrapę uśmiechu.
- Przydałoby się też zmienić jej leki na coś mocniejszego. – Ordynator zwrócił się bezpośrednio do Bukowskiego jakby Ali nie było w gabinecie. – Ale nie o tym chciałem rozmawiać! – Klasnął wesoło w dłonie. Grube, zawsze spocone ręce uderzyły w siebie z donośnym plaśnięciem. – Mogę cię na chwilę poprosić?
- Jasne. – Młodszy lekarz sztywno skinął głową.
Obaj mężczyźni zniknęli za drzwiami. Dopiero wtedy Alicja rozluźniła napięte mięśnie. Nawet nie zauważyła, że podświadomie spięła całe ciało. Zrobiła niedbały piruet na sfatygowanym parkiecie, rozglądając się po pokoju. Pierwszą rzeczą, która przyciągnęła jej uwagę był stary regał z taniej sklejki. Półki uginały się pod ciężarem opasłych medycznych tomów. Stanęła przed biblioteczką, wodząc palcem po nadrukowanych grubą czcionką tytułach. Niektóre kojarzyła z kolekcji ojca. Uśmiechnęła się do wspomnień, zdejmując z regału stare wydanie „Psychiatrii w praktyce klinicznej”. Można by pokusić się o stwierdzenie, że znała tę książkę na pamięć. Ileż to nocy zarwała na czytaniu medycznych podręczników, z których jako dwunastolatka mało co rozumiała. Za to była bardzo zdeterminowana zostać lekarzem – jak ukochany tata. Wtedy nie pomyślałaby, że czyta o swojej przyszłości, jednak w zupełnie innym sensie, niż mogłoby się wydawać.
Cichy trzask rozległ się za plecami dziewczyny. Mimowolnie podskoczyła w miejscu, a książka wypadła jej z rąk, uderzając z hukiem o ziemię. Obejrzała się przez ramię, ale pokój był pusty. No cóż, stare budynki mają to do siebie, że wydają różne dziwne dźwięki – stwierdziła, próbując uspokoić instynktowny strach. Schyliła się po podręcznik i wtedy zauważyła karton wsunięty pod biurko. Pewnie nie zwróciłaby uwagi na tekturowe pudełko gdyby nie wystające z niego różowo-złote ramki. Pamiętała te tandetne obramowania. Na czworaka podeszła do pudła i wzięła do ręki oprawione zdjęcie. Fotografia przedstawiała doktor Olszewską z mężem i na oko siedmioletnim synkiem.
- Dziwne – mruknęła pod nosem, odchylając wieczko, żeby zajrzeć do wnętrza kartonu. Tak, jak sądziła całe pudełko było wypełnione rzeczami lekarki. Notes, kilka medycznych książek i rodzinne zdjęcia.
„Doktor Olszewska postanowiła przejść na wcześniejszą emeryturę” – przypomniała sobie słowa Bukowskiego z ich pierwszej sesji terapeutycznej. Nie no, nie bądź głupia – gwałtownie pokręciła głową, próbując odgonić czarne myśli jak natrętną muchę. Chyba naoglądałam się za dużo thrillerów – stwierdziła krytycznie, chociaż nadal nie potrafiła odrzucić myśli, że coś było tutaj bardzo nie tak. Może przesadzała, ale wydało jej się dziwne, że minął ponad miesiąc, a psychoterapeutka jeszcze nie zabrała swoich rzeczy.
- Oj, nieładnie. Oj, nieładnie!
Podskoczyła w miejscu, uderzając głową o blat biurka.
- Kurwa mać – wysyczała, odruchowo łapiąc się za pulsujące bólem miejsce, w którym – w co nie wątpiła – lada chwila wyrośnie piękny okazały guz. Czym prędzej wyczołgała się spod stołu.
- Gdyby doktorek to widział. – Karim pogroził Ali palcem jak kilkuletniemu dziecku. – Oj, nieładnie grzebać w cudzych rzeczach! - Wąskie usta chłopaka wykrzywiły się w drwiącym uśmieszku. Rozsiadł się wygodnie na starym fotelu jakby to był obity czarnym aksamitem tron, a nie grat z czasów PRL-u.
- Zamknij się – odpowiedziała mało dyplomatycznie. Nie miała dziś nastroju na rozmowy. Tym bardziej ze swoimi własnymi urojeniami.
- Złotko, coś ty dzisiaj taka nie w sosie? – Głos nastolatka aż obciekał ironią przebraną w udawaną troskę. – Ale ja nie o tym! Co się stało z twoim okiem? Czy ja ci czasem nie mówiłem, żebyś nie pakowała się w kłopoty? A przynajmniej, dopóki nie stwierdzę, że jest taka potrzeba. – Teraz z kolei przyjął pouczający ton ojca. Alicja totalnie zgłupiała, na chwilę zapominając języka w gębie. Nie nadążała za tym dziwnym chłopakiem.
Nie zdążyła już wymyślić odpowiednio wrednej odpowiedzi, bo rozmowę przerwał im przeciągły jęk zardzewiałych zawiasów.
- Wybacz, że musiałaś tak długo czekać. – Bukowski uśmiechnął się przepraszająco.
- Żaden problem. – Wzruszyła ramionami, siląc się na spokój i obojętność. Znowu to świdrujące spojrzenie czarnych oczu. Miała wrażenie, że słowo „kłamstwo” ma wypisane na czole. Och, zamknij się, jesteś przewrażliwiona – ofuknęła siebie w myślach. Jednak zachowanie spokoju nie było wcale takie łatwe, a zadania dodatkowo nie ułatwiał Karim, który nadal siedział w fotelu i pogwizdywał wesoło.
- Odnośnie naszej rozmowy, to wezmę pod uwagę twoją wersję zdarzeń – odparł zdawkowo psychiatra. Ala tylko kiwnęła głową w odpowiedzi.
- Mogę już iść?
- Jasne, nie trzymam cię dłużej. Miłego dnia i do zobaczenia w środę.
Bukowski poczekał, aż za Alicją zamkną się drzwi, po czym wyjął i odpalił kolejnego papierosa. Nie palił od czasu liceum, czyli dobre dziesięć lat, lecz dzisiaj nie wytrzymał i z nerwów zapalił. Tytoń jeszcze nigdy tak dobrze nie smakował, chociaż wyciszające negatywne emocje działanie nikotyny jak na jego gust było stanowczo za krótkie. Zaczął kręcić się po pokoju. Chodzenie też pomagało – kiedy miał problem nie potrafił stać w miejscu. W pewnym momencie gwałtownie przystanął, zauważywszy różowy kawałek plastiku, który wyglądał zza bocznej ściany biurka. Obszedł stół i schylił się. Oprawiona w ramkę fotografia leżała na podłodze obok otwartego kartonu. Łukasz zaciągnął się porządnie, wykrzywiając usta w grymasie uśmiechu. Powinien był to przewidzieć, pomyślał, zły na samego siebie, że od razu nie usunął dowodów. Po chwili namysłu stwierdził, że po pracy wybierze się na krótki spacer.
Pomysł zrealizował jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, po zgaszeniu świateł w pokojach pacjentów. Wszedł w las na tyle głęboko, żeby mieć pewność, że ognia nie będzie widać z okien szpitala. Obserwował, jak płomienie łapczywie pożerają papier i sukcesywnie dorzucał do ogniska kolejne książki i zdjęcia, aż do spalenia został już tylko sam karton. Dogasający ogień odbijał się w czarnych oczach mężczyzny, nadając im niepokojąco dzikiego wyrazu.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Pędzipióro
Posty: 874

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#2 » 31 gru 2016, o 15:51

Zakończenie troszkę demoniczne. Czekam na wyjaśnienie dziwnego zachowania Bukowskiego. :)
Reszta mi się podoba, jak już pisałem. Czekam na ciąg dalszy.
Weny i powodzenia życzę!
Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#3 » 31 gru 2016, o 15:56

A co tam, nie może być pan doktorek taki znowu idealny. ;)
Dzięki i nawzajem. :D
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4144

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#4 » 1 sty 2017, o 19:11

- Śpisz? – wyszeptała Gosia, niemal powodując u Ali zawał serca.

Może "wywołując"?

Ala zacięła się na chwilę na rozważaniu, czy to odrosty czy nieudolnie wykonane ombre.

Ala zacięła się na chwilę na rozważaniu, czy to odrosty, czy nieudolnie wykonane ombre.

- To jak będzie? – zapytała Jonna, nieświadomie wybijając dziewczynę z durnych rozmyślań.

Joanna

- Przysnęło mi się – rzuciła niedbale widząc, że mężczyzna nadal patrzy na nią nagląco, czekając na odpowiedź.

- Przysnęło mi się – rzuciła niedbale, widząc, że mężczyzna nadal patrzy na nią nagląco, czekając na odpowiedź.

Lepkie rączki pana Andrzeja są dobrze znane wśród pacjentek oddziału

Lepkie ręce odnoszą się raczej do kradzieży.

Podoba mi się ta lekko upiorna twarz doktora Bukowskiego. Już możemy się domyślać, dlaczego pani doktor zniknęła tak nagle.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#5 » 1 sty 2017, o 19:27

Same here - dzięki za wypisanie błędów, ogarnę w wolnej chwili. :)
Miło, że Ci się spodobało. :D
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 557

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#6 » 16 sty 2017, o 16:34

Obrazu zaniedbania dopełniały sięgające ramion włosy od połowy długości zmieniające kolor z brązowego na jajeczny blond. Ala zacięła się na chwilę na rozważaniu, czy to odrosty czy nieudolnie wykonane ombre.

<hahaha>
Wiedziałam, że z tym doktorkiem jest coś nie tak!
A poza tym nie daje mi spokoju, że nie palił od lat, a zabrał się od razu za czerwone Marlboro...

pia
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 22

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#7 » 13 lut 2017, o 21:51

Ala zastanawiała się nad słowami Małgorzaty.

Ja wiem, że wy się wszyscy panicznie boicie zaimków, ale to brzmi bardzo nienaturalnie. Bardzo. Kim jest Małgorzata? Przecież to Gośka.

„Doktor Olszewska postanowiła przejść na wcześniejszą emeryturę” – przypomniała sobie słowa Bukowskiego z ich pierwszej sesji terapeutycznej. Nie no, nie bądź głupia – gwałtownie pokręciła głową, próbując odgonić czarne myśli jak natrętną muchę. Chyba naoglądałam się za dużo thrillerów – stwierdziła krytycznie, chociaż nadal nie potrafiła odrzucić myśli, że coś było tutaj bardzo nie tak. Może przesadzała, ale wydało jej się dziwne, że minął ponad miesiąc, a psychoterapeutka jeszcze nie zabrała swoich rzeczy.

Mi wydaje się dziwne, że pierwsze, co jej przyszło do głowy, to cały scenariusz thrillera. Takie na siłę, takie "nie wiem, jak to wprowadzić, więc niech tak pomyśli".

- Wybacz, że musiałaś tak długo czekać. – Bukowski uśmiechnął się przepraszająco.
- Żaden problem. – Wzruszyła ramionami, siląc się na spokój i obojętność. Znowu to świdrujące spojrzenie czarnych oczu. Miała wrażenie, że słowo „kłamstwo” ma wypisane na czole. Och, zamknij się, jesteś przewrażliwiona – ofuknęła siebie w myślach. Jednak zachowanie spokoju nie było wcale takie łatwe, a zadania dodatkowo nie ułatwiał Karim, który nadal siedział w fotelu i pogwizdywał wesoło.
- Odnośnie naszej rozmowy, to wezmę pod uwagę twoją wersję zdarzeń – odparł zdawkowo psychiatra. Ala tylko kiwnęła głową w odpowiedzi.
- Mogę już iść?
- Jasne, nie trzymam cię dłużej. Miłego dnia i do zobaczenia w środę.

Skoro już nic od niej nie chciał, po co zostawił ją w gabinecie? Oczywiście po to, żeby znalazła pudełko. Powinien jej powiedzieć ostatnie zdanie i wypuścić z gabinetu, tym bardziej, że wtedy lekarze nie rozmawialiby na korytarzu albo nie musieliby iść do innego gabinetu. Nie pasuje.
A, i "odnośnie do naszej rozmowy". Odnosisz się do czegoś, a nie odnosisz się czegoś.

Wszedł w las na tyle głęboko, żeby mieć pewność, że ognia nie będzie widać z okien szpitala.

To mi wydaje się strasznie daleko, ale ja nigdy nie ukrywałam ogniska.

Co do całości - nie przypuszczałam, że to rozwinie się w tę stronę. A to chyba plus, co? Zdecydowanie bardziej pasuje mi Twój język i coraz bardziej się wciągam. (A czepiam się, bo mi mocno zgrzyta, a to fajny tekst, więc szkoda by było nie polepszyć jak można).

xoxo,
pia

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#8 » 13 lut 2017, o 22:01

Dzięki za uwagi pia. :) Jak zwykle zresztą trafne.
Zmiany oczywiście wprowadzę, ale zostawiam to na później, na razie cisnę do przodu.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Awatar użytkownika
Beh
Użytkownik zbanowany
Posty: 35
Wiek: 19

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#9 » 17 lip 2017, o 01:40

No i się wciągnęłam na dobre. Dwa rozdziały zleciały mi jak jeden, więc komentarz będzie wspólny.
Uwagi techniczne wytknęli Poprzednicy, więc nie mam się do czego przyczepić.
Historia się rozwija, zwroty akcji są naprawdę zaskakujące. Scena samobójstwa Gosi szczególnie mi przypadła do gustu.
Oby tak dalej! I niech Cię wena nie opuszcza. :)
Kłaniam się nisko,
Beh
PS Coś mi się zdaje, że w którymś z poprzednich rozdziałów nie umieściłaś odnośnika do części następnej. Nie żebym się czepiała, ale warto go wkleić. :)
PS2 Bukowski mnie przeraża.
„Nie wiadomo dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu."
M. Bułhakow

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 869
Wiek: 23

Alicja w Krainie Czarów - rozdział V

Post#10 » 17 lip 2017, o 08:21

Hej, Beh, dziękuję za wszystkie komentarze. :) Bardzo mi miło, że lektura moich wypocin przypadła Ci do gustu :)
Na razie walczę z zastojem, więc mam nadzieję, że Twoje odwiedziny choć trochę zmobilizują mój mózg do tworzenia.
„Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!”

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości