Przyjechali Ruscy!

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Przyjechali Ruscy!

Post#1 » 19 kwie 2017, o 10:52

– Przyjechali Ruscy! – rozeszło się wśród załogi, gdy w hali pojawiło się pięciu obcych.
Przyjrzałem się im dyskretnie i faktycznie, wyglądali trochę inaczej niż Niemcy i Turcy dookoła. Dowiedziałem się, że nasza firma podpisała z jakąś moskiewską fabryką umowę licencyjną i że ci Ruscy przyjechali do nas na szkolenie. Dowiedziałem się, czego chciałem i przestałem się tym interesować. „To” jednak zainteresowało się mną, bo po kilku dniach szef mnie zapytał:
– Czy uczyłeś się w szkole rosyjskiego?
– Uczyłem się, ale już wszystko zapomniałem – odpowiedziałem.
– To sobie przypomnisz – powiedział. – Musisz pomóc tym Ruskim. Chcieliśmy im zrobić szkolenie, ale oni powiedzieli, że go nie potrzebują. Dałem im wiec do uruchomienia maszynę, ale widzę, że mają kłopoty. Pomóż im. Tylko zrób to delikatnie, żeby się nie obrazili.
Spakowałem narzędzia i ociągając się, poszedłem do radzieckich gości. Po drodze zastanawiałem się, co mam im powiedzieć. Przecież nie powiem, że szef mnie przysłał, bo sobie nie radzą.
– Zdravstvujtie – powiedziałem i w głowie poczułem kompletną pustkę.
– Priviet! – odpowiedział najbliższy z nich i uśmiechnął się od ucha do ucha. – Skąd znasz rosyjski?
– Uczyłem się w szkole. Jestem Polakiem – odpowiedziałem.
– Polak? Uciekłeś z Polski? Podobno dużo Polaków ucieka na Zachód – wyterkotał.
– Ja nie uciekłem. Pracuję tu legalnie i wrócę do Polski – wyjaśniłem.
Wszystko to, ku mojemu zdziwieniu, powiedziałem mniej więcej po rosyjsku. W każdym razie on mnie zrozumiał. Podeszli pozostali i zaczęli się przedstawiać.
– Wowa.
– Pietia.
– Lonia.
– Dima.
– Siemion Piotrowicz – tłumacz.
„Siemion Piotrowicz – tłumacz” – zabrzmiało wyniośle i sam Siemion Piotrowicz wydał mi się niesympatyczny. Wyglądał jak żołnierz z radzieckich filmów i nawet nosił oficerską bluzę.
– Po co Niemcy pana przysłali? – zapytał z agresją w głosie.
– Bo pan źle tłumaczy i przez pana koledzy mają problemy – odpaliłem bez namysłu.
Tłumacz zamilkł, a ja już widziałem siebie na dywaniku u szefa. Przecież miało być delikatnie i żeby się nie obrazili. Spojrzałem na Wowę, Pietię, Lonię i Dimę. Stali ze spuszczonymi głowami, ale czułem, że trafiłem w sedno.
– No, chłopaki. Z czym macie problemy? – zapytałem.
Okazało się, że to byli dobrzy fachowcy. Nie znali tylko języka niemieckiego i nie rozumieli instrukcji ani opisów stosowanych procedur, a Siemion Piotrowicz nie potrafił im pomóc. Wzięliśmy się wspólnie do pracy, a moja pomoc ograniczała się tylko do tłumaczenia niemieckich terminów technicznych. Tłumacz stał zawsze blisko i wyciągał uszy, ale widać było, że nic z tego nie rozumiał.
Jednak nie zawsze rozmawialiśmy o technice, a moi nowi znajomi szybko nauczyli się omijać tłumacza, żeby pogadać o innych sprawach. Jak podejrzewałem, Siemion Piotrowicz był ich aniołem stróżem z KGB. Dlatego w jego obecności zachowywali się oficjalnie, ale gdy go nie było, mówili śmiało o wszystkim. Od Wowy dowiedziałem się, że zaraz po studiach został wzięty do wojska i spędził pół roku w Afganistanie. Opowiadał, że bał się wychodzić z baraku, bo jego kolegę zastrzelił w drzwiach afgański snajper. Wowa był łącznościowcem i na akcje bojowe nie chodził, ale inni chodzili i drugi jego kolega zginął rozszarpany przez minę. Takich opowieści nie mógł słuchać Siemion Piotrowicz, choć na pewno znał wojenną przeszłość Wowy. Pietia był inny. O sobie mówił niewiele, ale wiele pytał. Przysiadał się często w czasie przerwy śniadaniowej i pytał o Wałęsę, o Solidarność i o stan wojenny. Niczego nie komentował, tylko uważnie słuchał jak pilny student na wykładzie. Lonia był lekkoduchem. Pochodził z bogatej rodziny i bardziej interesowały go modne spodnie, aparaty fotograficzne i piwo, niż Wałęsa. Dima był małomówny i nie pasował do reszty.
– Dima to Tatar – wyjaśnił mi Wowa. – Oni inaczej żyją i myślą.
Nawet milczący Tatar Dima był sympatyczniejszy od Siemiona Piotrowicza, który nie potrafił lub nie chciał rozmawiać ze mną o niczym poza pracą lub polityką.
– Wy Polacy nas nie lubicie – zaczepił mnie kiedyś.
– E tam! Przesada – odpowiedziałem na odczepkę.
– To dlaczego chcecie, żeby nasze wojska wyszły z Polski? – ciągnął
– A po co mają u nas być? – odpowiedziałem.
– Przecież was wyzwoliliśmy – zdziwił się.
– Bardzo jesteśmy wam za to wdzięczni, ale nie zapraszaliśmy was na stałe. Austrię też wyzwoliliście, a nie zostaliście tam – wyjaśniłem.
– A kto by was bronił przed niemieckimi odwetowcami? – kontynuował.
– Ci odwetowcy podpisali z waszą fabryką umowę i goszczą was tutaj – odpowiedziałem.
– Ale wy i tak nas nie lubicie – zakończył.
Nie wiem, ile Siemion Piotrowicz miał takich samych wojskowych bluz, ale nigdy nie widziałem go ubranego inaczej. Zauważyli to też Niemcy i niedługo zaczęli go nazywać: „ten w bluzie z KGB”.
Rosjanie byli goszczeni po królewsku. Firma dała im domek z pełnym wyposażeniem, darmowe obiady w kantynie i auto do dyspozycji na każdy weekend. Jeździli, dokąd chcieli, ale interesowały ich tylko supermarkety i porównywanie cen pomiędzy Stuttgartem i Monachium. W któryś poniedziałek Pietia powiedział:
– Jeździmy tak i jeździmy, a poza wieszakami w sklepach niczego nie widzieliśmy.
– No to wyskoczmy gdzieś razem – zaproponowałem.
– A Siemion Piotrowicz? – odpowiedział zrezygnowany. – Jak się go pozbyć?
Przyszła jednak i na Siemiona Piotrowicza czarna godzina. Wielkanoc tamtego roku była późno, a zaraz po niej wypadały moje imieniny i Pierwszy Maja. Ze świątecznego wyjazdu do domu przywiozłem polską wódkę i powiedziałem Rosjanom o imieninach.
– Świetnie! – ucieszyli się. – I od razu uczcimy Pierwszy Maja.
– A Siemion Piotrowicz? – zapytałem. – Jak się go pozbyć?
– Nie bój się – usłyszałem w odpowiedzi. – Wszystko urządzimy jak trzeba. Ty tylko przynieś tę polską wódkę.
Pogoda w majowe święto była idealna na piknik. Znaleźliśmy miejsce na ognisko, rozpaliliśmy ogień, przygotowaliśmy mięso do pieczenia i rozpoczęła się akcja.
– No, Siemionie Piotrowiczu! Wypijcie polską wódkę za zdrowie polskiego kolegi – zaczął Wowa i nalał mu pół szklanki.
– Pańskie zdrowie! – powiedział Siemion Piotrowicz i wypił jak na radzieckiego człowieka przystało.
– Popijcie – zaproponował Lonia i podał mu butelkę piwa.
Tłumacz popił.
– W Polsce mówimy, że zaraz trzeba wypić na drugą nogę, żeby nie kuleć – powiedziałem i nalałem wódki od serca.
Siemion Piotrowicz wypił i popił piwem. Posiedział trochę przy ognisku, ale objawów spożycia alkoholu jakoś nie było po nim widać. Zacząłem już żałować tej schłodzonej wódki, ale chłopcy nie przestawali:
– Siemionie Piotrowiczu! A winka spróbujecie? – zaproponował któryś i nalał mu szklankę taniego wina.
– Dawaj – zgodził się.
– Pijcie to piwo Siemionie Piotrowiczu, bo zaraz będzie ciepłe i niedobre – upomniał inny.
W ten sposób agent Siemion Piotrowicz po godzinie był już gotowy... do snu. Ułożyliśmy go w aucie, a Tatar Dima, który nie pił i był naszym kierowcą, powiedział:
– Pijcie riebiata. Jak się obudzi, to ja mu znowu naleję.
Bawiliśmy się do wieczora, piliśmy i rozmawiali swobodnie. Siemion Piotrowicz budził się kilka razy, ale czujny Tatar usypiał go zaraz kolejnym kieliszkiem wódki. Pierwszy Maja przeminął, a nasz agent KGB miał lukę w pamięci. Myślę, że w raporcie dziennym napisał: „W dniu pierwszomajowego święta nic ważnego nie zaszło".
Życie biegło, radzieccy koledzy coraz lepiej radzili sobie w pracy i któregoś dnia szef mnie od nich odwołał. Odtąd tylko Wowa lub Pietia przychodzili podczas przerw śniadaniowych, żeby pogadać. Siemion Piotrowicz zapewne odetchnął, bo nawet zaczął mi się pierwszy kłaniać. Jego niechęć do Polaków jednak nie osłabła i wyszła na wierzch zaraz przy pierwszej okazji. Któregoś dnia zostałem zaproszony przez Rosjan na piwo. Siedzieliśmy w ogródku przed ich domem, a tłumacz był w środku i oglądał telewizję.
– Co pan ogląda Siemionie Piotrowiczu? – zapytałem przez otwarte okno.
– Niech pan wejdzie i zobaczy – zaprosił.
Oglądał transmisję z parady wojskowej z okazji urodzin brytyjskiej królowej.
– Widzi pan? Żyje taki pasożyt i jeszcze mu defilady urządzają – skomentował.
– Jaki pasożyt? – zapytałem
– Królowa. Po co ona narodowi? – ciągnął.
– A wasz Gorbaczow, po co jest potrzebny narodowi? – odpaliłem.
– On rządzi – odpowiedział wyraźnie już zły Siemion Piotrowicz.
– A co robi wasz premier i rząd? W takim razie to oni są pasożytami – odciąłem się.
– U was też jest sekretarz partii i rząd – odgryzł się.
– To od was przyszło. Ja wolałbym króla zamiast komitetu centralnego – odpowiedziałem. – Król przynajmniej reprezentowałby tradycję narodową.
– Wy Polacy nie lubicie nic, co rosyjskie – rozmówca wrócił do swojej starej śpiewki.
– Nie, Siemionie Piotrowiczu. My nie lubimy tego, co sowieckie, a nie tego, co rosyjskie – odpowiedziałem.
– A jaka to różnica? – zdziwił się.
– Nie wie pan? Puszkin był rosyjski, a Stalin sowiecki. Taka to różnica – wyjaśniłem.
– Uczony pan, uczony – burknął i wyszedł do łazienki.
Wróciłem do ogródka, a on Siemion Piotrowicz już się tego dnia nie pokazał.
Po kilku tygodniach Rosjanie wyjeżdżali i przyszli się pożegnać. Wowa, Lonia, Dima i Pietia chwalili się, że nakupili dużo prezentów i trochę się martwili, czy nie będzie kłopotów na granicy.
– A pan, Siemionie Piotrowiczu? Co pan kupił? – zapytałem.
– Nic, bo tu niczego dobrego do kupienia nie ma – odpowiedział poważnie.

Tagi:

Waldemar Kubas
Użytkownik zbanowany
Posty: 300

Przyjechali Ruscy!

Post#2 » 19 kwie 2017, o 11:33

Znakomite opowiadanie! Pełen realizm. Dialogi brzmią bardzo naturalnie i prawdziwie, postacie również prawdziwe i dosłownie jak żywe. A wszystko okraszone ciepłem, humorem i łagodną ironią.

Dodajmy, że jest to kawałek rzetelnie, pięknie i bezpretensjonalnie podanej naszej niedawnej historii.

Jestem pełen uznania. Nic tylko czytać i zachwycać się!

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Przyjechali Ruscy!

Post#3 » 19 kwie 2017, o 12:10

Zauważyłem parę błędów w zapisie dialogów.
Np.
– Pijcie to piwo Siemionie Piotrowiczu, bo zaraz będzie ciepłe i niedobre – upomniał inny.
Winno być: "- Pijcie to piwo, Siemionie Piotrowiczu, bo zaraz bezie ciepłe i niedobre." Imię osoby, do której się zwracamy, powinno być, na mój gust, oddzielone od reszty przecinkami z obu stron. :)
Opowiadanie ciekawe, dobrze napisane. Czytało się przyjemnie, wrażenia jak najbardziej pozytywne.
Pozdrawiam,
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Ewelina

Przyjechali Ruscy!

Post#4 » 19 kwie 2017, o 12:49

Podoba mi się.
Gorzko, filozoficznie i humorystycznie ujęte wciąż aktualne "mentalności", pokutujące jeszcze z dawnych czasów, ale i wzmacniane obecnie przez rząd.


Wygrzebałam nawet swój stary wiersz, bo ten utwór jakoś mi przypomniał o nim, mam nadzieję, że mogę tu wkleić, bo to jest właśnie o tej "mentalności":

Wystrojony
za młodu.
I rozochocony,

wiatr wieje ze wschodu.
Idę na salony.

Będę królem nad królami
trzeciego balu nad balami.

Nie, to nie nadwrażliwe podniebienie.
Póki wasze, jedzcie sobie sami.
Bo
To
Ostrzeżenie.

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Przyjechali Ruscy!

Post#5 » 19 kwie 2017, o 14:25

Waldemar Kubas pisze:Znakomite opowiadanie! Pełen realizm. Dialogi brzmią bardzo naturalnie i prawdziwie, postacie również prawdziwe i dosłownie jak żywe. A wszystko okraszone ciepłem, humorem i łagodną ironią.

Dodajmy, że jest to kawałek rzetelnie, pięknie i bezpretensjonalnie podanej naszej niedawnej historii.

Jestem pełen uznania. Nic tylko czytać i zachwycać się!

Ojej! Serdecznie dziękuję za taki miły komentarz. :-D
Pozdrawiam.

Dodano po 8 minutach 50 sekundach:
Grafoman pisze:Zauważyłem parę błędów w zapisie dialogów.
Np.
– Pijcie to piwo Siemionie Piotrowiczu, bo zaraz będzie ciepłe i niedobre – upomniał inny.
Winno być: "- Pijcie to piwo, Siemionie Piotrowiczu, bo zaraz bezie ciepłe i niedobre." Imię osoby, do której się zwracamy, powinno być, na mój gust, oddzielone od reszty przecinkami z obu stron. :)
Opowiadanie ciekawe, dobrze napisane. Czytało się przyjemnie, wrażenia jak najbardziej pozytywne.
Pozdrawiam,
Graf


Dziękuję Ci Grafoman za odwiedziny i za komentarz.
Też mam wątpliwości co do osoby oddzielanej przecinkiem. Znalazłem kilka interpretacji, ale żadna nie jest dla mnie jasna.
Na razie zostawię to bez zmian :smiley:
Pozdrawiam

Dodano po 2 minutach 42 sekundach:
Ewelina pisze:Podoba mi się.
Gorzko, filozoficznie i humorystycznie ujęte wciąż aktualne "mentalności", pokutujące jeszcze z dawnych czasów, ale i wzmacniane obecnie przez rząd.


Wygrzebałam nawet swój stary wiersz, bo ten utwór jakoś mi przypomniał o nim, mam nadzieję, że mogę tu wkleić, bo to jest właśnie o tej "mentalności":

Wystrojony
za młodu.
I rozochocony,

wiatr wieje ze wschodu.
Idę na salony.

Będę królem nad królami
trzeciego balu nad balami.

Nie, to nie nadwrażliwe podniebienie.
Póki wasze, jedzcie sobie sami.
Bo
To
Ostrzeżenie.

Serdeczne dzięki za przeczytanie mojego tekstu i za komentarz. :smiley:
Twój wiersz tu pasuje.
:))

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 867

Przyjechali Ruscy!

Post#6 » 19 kwie 2017, o 15:29

Ano tak. Historia. Dobrze, ze nie idzie w zapomnienie.

Dorzucę w skrócie własną opowieść w temacie.

W ostatniej klasie ogólniaka w ramach rozwijania przyjaźni (wiadomo jakiej, obowiązkowej) wysłali nas do Warszawy, gdzie w hoteliku (statek żeglugi rzecznej na Wiśle, chyba był zacumowany przy moście Poniatowskiego) spędziliśmy dwa czy trzy dni z grupą towarzyszy – rówieśników. Wieczorem, zaopatrzywszy się w stosowną ilość CCK (dla nieuświadomionych: CCK – Cerwona Cysta Kapslowana, 82 zł za pół litra + 3 złote butelka), zebrawszy się w kilka osób z każdej ze stron w ciasnej kajucie przerobionej na pokój, rozpoczęliśmy „drużeskije razgawory”. Po kilku „stakanczikach” atmosfera stała się niewymuszona i jakby szczersza. Zeszło na polityczno-światopolglądowe tematy (czego należało się spodziewać). Kiedy poszło na poważniej, ja, jako najlepiej znający język zacząłem im tłumaczyć nasze poglądy w odnośnych kwestiach, a w szczególności na ustrój socjalistyczny czy komunistyczny, nasze postrzeganie bieżącej roli Związku Radzieckiego, wzajemnych stosunków etc. Zamieniło to się w wykład, koledzy mi później powiedzieli, że półgodzinny (gadatliwy byłem). Niektórzy przysnęli, ale ich „przywódca” (u nich w każdej grupie zawsze był „ten główny”) słuchał bardzo uważnie, nie przerywając ani słowem (z wyjątkiem standardowych słów przy kolejnych „stakanczikach” /musztardówki to były, pamiętam, śliczne, zaokrąglone takie, łza się w oku kręci/). Kiedy wreszcie się wyczerpałem, nastała dłuższa chwila ciszy. Czekaliśmy na jego reakcję, ciekawi, jak oni to wszystko postrzegają. On – pamiętam ten wzrok – dość długo i bardzo poważnie, bez żadnej złości, nienawiści, żalu, wyższości, niższości czy czegokolwiek w tym rodzaju, patrzył mi w oczy, po czym głębokim, spokojnym tonem powiedział:
- A czy ty wiesz, że nasza ojczyzna Lenina wydała?
Rozmowa była skończona.

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1530
Wiek: 52

Przyjechali Ruscy!

Post#7 » 19 kwie 2017, o 16:41

A ja na to: my w niebo ślem rakiety!!!
To pierwsza reakcja po przeczytaniu Twojego tekstu, jak również komentarza Gorgiasza.

Przyjemnie skonstatować normalność człowieka ze wschodu. Świat nie jest taki zły. Trochę tylko szkoda, że oni nie potrafią już zatęsknić za dawnymi czasami, kiedy słowo znaczyło słowo, kiedy car batiuszka... ech, fajnie oddałeś to, co myślę w dyskusji o Królowej.

...a może potrafią zatęsknić? Taka tęsknota bywa jak kropla. Drąży skałę sumienia.

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 277

Przyjechali Ruscy!

Post#8 » 19 kwie 2017, o 17:05

Gorgiasz pisze:Ano tak. Historia. Dobrze, ze nie idzie w zapomnienie.

Dorzucę w skrócie własną opowieść w temacie.

W ostatniej klasie ogólniaka w ramach rozwijania przyjaźni (wiadomo jakiej, obowiązkowej) wysłali nas do Warszawy, gdzie w hoteliku (statek żeglugi rzecznej na Wiśle, chyba był zacumowany przy moście Poniatowskiego) spędziliśmy dwa czy trzy dni z grupą towarzyszy – rówieśników. Wieczorem, zaopatrzywszy się w stosowną ilość CCK (dla nieuświadomionych: CCK – Cerwona Cysta Kapslowana, 82 zł za pół litra + 3 złote butelka), zebrawszy się w kilka osób z każdej ze stron w ciasnej kajucie przerobionej na pokój, rozpoczęliśmy „drużeskije razgawory”. Po kilku „stakanczikach” atmosfera stała się niewymuszona i jakby szczersza. Zeszło na polityczno-światopolglądowe tematy (czego należało się spodziewać). Kiedy poszło na poważniej, ja, jako najlepiej znający język zacząłem im tłumaczyć nasze poglądy w odnośnych kwestiach, a w szczególności na ustrój socjalistyczny czy komunistyczny, nasze postrzeganie bieżącej roli Związku Radzieckiego, wzajemnych stosunków etc. Zamieniło to się w wykład, koledzy mi później powiedzieli, że półgodzinny (gadatliwy byłem). Niektórzy przysnęli, ale ich „przywódca” (u nich w każdej grupie zawsze był „ten główny”) słuchał bardzo uważnie, nie przerywając ani słowem (z wyjątkiem standardowych słów przy kolejnych „stakanczikach” /musztardówki to były, pamiętam, śliczne, zaokrąglone takie, łza się w oku kręci/). Kiedy wreszcie się wyczerpałem, nastała dłuższa chwila ciszy. Czekaliśmy na jego reakcję, ciekawi, jak oni to wszystko postrzegają. On – pamiętam ten wzrok – dość długo i bardzo poważnie, bez żadnej złości, nienawiści, żalu, wyższości, niższości czy czegokolwiek w tym rodzaju, patrzył mi w oczy, po czym głębokim, spokojnym tonem powiedział:
- A czy ty wiesz, że nasza ojczyzna Lenina wydała?
Rozmowa była skończona.

Dziękuję Ci Gorgiasz za odwiedziny i komentarz. Myślę, że każdy z naszej generacji miał podobne przeżycia z ludźmi z tamtego kraju i chyba zawsze one się tak kończyły.
Pozdrawiam.

Dodano po 5 minutach 13 sekundach:
szczepantrzeszcz pisze:A ja na to: my w niebo ślem rakiety!!!
To pierwsza reakcja po przeczytaniu Twojego tekstu, jak również komentarza Gorgiasza.

Przyjemnie skonstatować normalność człowieka ze wschodu. Świat nie jest taki zły. Trochę tylko szkoda, że oni nie potrafią już zatęsknić za dawnymi czasami, kiedy słowo znaczyło słowo, kiedy car batiuszka... ech, fajnie oddałeś to, co myślę w dyskusji o Królowej.

...a może potrafią zatęsknić? Taka tęsknota bywa jak kropla. Drąży skałę sumienia.


Dziękuję Szczepan za przeczytanie mojego utworku.
Myślę, że u nich też są tęskniący ludzie. Ale jakby nie patrzeć, wszyscy oni mają jakieś takie poczucie wielkości swojego państwa. To już chyba tak zostanie. :smiley:

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1530
Wiek: 52

Przyjechali Ruscy!

Post#9 » 19 kwie 2017, o 17:20

Może są tacy, którzy potrafią usłyszeć rżące konie, oczyma duszy zobaczyć jak Aleksander Siergiejewicz przechadza się... może gdzieś, w myślach, jest jeszcze taki świat?

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 867

Przyjechali Ruscy!

Post#10 » 19 kwie 2017, o 19:48

szczepantrzeszcz pisze:Może są tacy, którzy potrafią usłyszeć rżące konie, oczyma duszy zobaczyć jak Aleksander Siergiejewicz przechadza się... może gdzieś, w myślach, jest jeszcze taki świat?

Tak a propos: pomimo, że, no... nazwijmy rzecz po imieniu, Polacy specjalnie Rosjan nie kochają, to jednak (w swoim czasie oczywiście, a był to czas PRL-u) piosenki Wysockiego (rżące konie) i Okudżawy (Aleksander Siergiejewicz przechadza się...) cieszyły się u nas szaloną i szeroką popularnością. Pomimo wiadomych uwarunkowań, jednak prawdziwy artyzm i twórczość na najwyższym poziomie, potrafiliśmy docenić.

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości