Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!

Proza i Poezja października - plebiscyt na najlepszy tekst miesiąca

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Wyzwij lub zostań wyzwany do literackiego pojedynku.

Głosuję na

Czas głosowania minął 24 gru 2013, o 17:44

tekst A
1
20%
tekst B
4
80%
 
Liczba głosów: 5

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#1 » 17 lis 2013, o 18:25

Pojedynek na opowiadanie fanfiction (fandom: Doctor Who) do 3000 słów.
Słowa klucze: chłód, żonkil, koronka
Temat: Tango w latającym mieście.
Termin przesyłania prac: do 10.12.2013 r.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#2 » 10 gru 2013, o 17:43

Tekst A

- Doktorze, to jest... To jest niesamowite! - krzyknęła Sarah Jane Smith, przechylając się nad poręczą balkonu. Chociaż pogoda tego ranka nie rozpieszczała, ani dziewczyna, ani stojący obok niej Harry Sullivan nie zwracali uwagi na chłód. Oboje byli zbyt podekscytowani tym, co widzieli: uniesieniem się w powietrze całego miasta!
Musiałem mieć taką samą minę, jak oni, gdy w dzieciństwie widziałem coś takiego po raz pierwszy, pomyślał Doktor. Rassilonie, kiedy to było? Tak dawno temu. Tak dawno...
Wiedział, że jak na standardy Władców Czasu nie był wcale stary, wprost przeciwnie, ale przebywając w otoczeniu dużo bardziej krótkowiecznych ras, nie mógł nic poradzić, że czasem tak się czuł. A dodatkowo w takich chwilach, jak ta, zawsze nachodziły go złe przeczucia. Oczywiście historia mówiła, że dzisiejszy start zakończy się wielkim sukcesem i w ogóle, ale przecież czas można było nadpisać. W każdej chwili z widocznych poniżej budynków mogą wyleźć poukrywani tam Cybermani ogłaszając swoimi metalicznymi głosami „Będziecie jak my!”. Zawsze na niebie mogą się pojawić statki Daleków. Wreszcie może dojść do jakiejś zwykłej awarii i ten wspaniały dzień zmieni się w piekło.
Oczywiście to ostatnie nie było zbyt prawdopodobne, Władca Czasu dla pewności już wcześniej dokładnie sprawdził silniki latającego miasta i musiał przyznać, że są świetnie skonstruowane. Nie miał im absolutnie nic do zarzucenia, to była koronkowa robota. Ale i tak się martwił.
- Chodźcie już - powiedział z nieco wymuszoną wesołością do towarzyszy. - Zaraz zaczyna się bankiet.
Cała trójka zeszła z wieży krętymi schodami, i udała się na główny plac, gdzie właśnie przemawiał stojący na wysokim podium elegancki młodzieniec w jaskrawym garniturze z przedstawiającym dwa skrzyżowane ze sobą żonkile herbem na klatce piersiowej.
- Kto to jest, Doktorze? - spytała Sarah.
- Artemis Towerman. Syn pomysłodawcy i konstruktora latającego miasta.
- To ten staruszek z tyłu?
- Tak, właśnie on. W przeciwieństwie do juniora, nie lubi wygłaszać mów.
- Zebraliśmy się tu - głośno perorował tymczasem Artemis - by uhonorować największego geniusza naszych czasów! Którego sukcesu jesteśmy świadkami! Mój drogi ojciec, Darryl Towerman, człowiek, który udowodnił, że nie ma rzeczy niemożliwych!
Odpowiedział mu dziki aplauz.
Tymczasem trochę na uboczu, pod samym podium, stała jeszcze jedna osoba, młoda kobieta o długich, spiętych w tak zwany koński ogon włosach barwy kasztanu i z kwadratowymi okularami na nosie. Jak Doktor się domyślał, była ona sekretarką Towermana. W tej chwili szeptała do słuchawki tkwiącej na jej uchu coś, czego prawdopodobnymi adresatami byli inni podwładni profesora przebywający poza placem. Mówiła na tyle cicho, że nikt jej nie słyszał, ale Władca Czasu umiał doskonale czytać z ruchu warg.
- Powtarzam: zaczesane do tyłu, siwe włosy, wiktoriańskie ciuchy, ponura twarz. Nie, nie będzie się kamuflował. Jeśli tu jest, to dokładnie tak wygląda! Strzelajcie do niego bez ostrzeżenia! - wydawała instrukcje.
Czyli jednak coś się dzieje. Ech, życie, pomyślał Doktor, koncentrując uwagę na końcówce przemówienia Towermana juniora.
- Zapraszamy więc was, przyjaciele! Bawcie się i uczcijcie wraz z nami geniusz człowieka, dzięki któremu miasto może od dziś wzbić się w chmury!
Doktor ponownie spojrzał na sekretarkę profesora. Zdjęła z ucha słuchawkę, ale nadal coś cicho mówiła, tym razem patrząc w jego stronę. Wiedziała, że podsłuchiwał?
Zdanie, które padło z jej ust, najwyraźniej adresowane do niego, wydało mu się bez sensu. O co jej chodziło?
- Muzyka! - zakrzyknął tymczasem Artemis. W jednej chwili całe miasto rozbrzmiało dźwiękami instrumentów. Samej orkiestry nie było widać, ale dziesiątki starannie rozmieszczonych głośników pozwalało odnosić wrażenie, że muzykanci są tuż tuż. Bez względu na to, w której części miejscowości się przebywało.
- Tango! - rozpoznał Harry. - Może zatańczymy? - zwrócił się do Sary, wykonując zabawny ukłon. Dziewczyna prychnęła, ale mimo to podała rękę koledze.
Doktor tymczasem zbliżył się do sekretarki, chwilowo wolnej, również proponując jej taniec. Nie odmówiła.
- Podsłuchiwał pan, prawda? - spytała w pewnym momencie. – Słyszał pan moją rozmowę z ochroną.
- Przyznaję się do winy – uśmiechnął się Władca Czasu. – Macie państwo jakieś kłopoty?
- Obowiązuje mnie tajemnica, nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć.
- Tajemnica ważna rzecz. Ale to ostatnie zdanie, kierowane do mnie, już chyba nią nie jest? Wyjaśni pani, o co chodziło?
- Kierowane do pana? Pochlebia pan sobie.
- Mówił ktoś pani, jak marną jest kłamczuchą?
- Nikt się nie odważył. Ale faktycznie, to było do pana. Na wyjaśnienia proszę jednak nie liczyć. Nie wygląda pan na kogoś, komu są one potrzebne.
- A jednak są. Udzieli mi ich pani w zamian za pysznego żelka?
- Nie, raczej nie. Nie jadam słodyczy - uśmiechnęła się figlarnie. Ten uśmiech, jak ocenił Doktor, dziwnie do niej nie pasował.
- Szkoda, ale chyba będę nalegał. Niech mi pani wytłumaczy: o czym mam pamiętać?

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#3 » 10 gru 2013, o 17:43

Tekst B

On był Orfeuszem, a ona Eurydyką, zranioną śmiertelnie w ich wspólnym biegu. I chociaż zszedł w dół wśród cieni, nigdy nie mógł być pewien, czy uratował ją, czy skazał na wieczne potępienie.

Chłód nadszedł niespodziewanie, gdy śnieg zaczął prószyć o poranku, przykrywając ziemię cienką warstwą puchu. Liście nie opadły z drzew, a trawa na równinie Idawall wciąż zieleniła się pod przykryciem. Dopiero, gdy słońce stanęło w najwyższym punkcie nieba mróz ustąpił, a śnieg zaczął topnieć pod ich nogami. Przechadzali się po krainie bogów jak złodzieje, ze śmiechem uciekając przed szukającą ich strażą. Zatrzymali się na piknik tuż pod murami miasta.
Asgard lśnił ponad nimi niczym najpiękniejsza z gwiazd.

On był Hadesem, a ona Persefoną, zwabioną do świata cieni owocem granatu, słodkim i cierpkim zarazem. Ich życie zawsze miało być historią pożegnań i powitań dyktowanych przez czas.

Miasto spowijały obłoki. Niewielkie chmury, zaledwie muśnięcia pędzla artysty na płótnie, dryfowały powoli dookoła dwóch strzelistych wież. Jako dachówki na wszystkich budynkach wykorzystano tarcze z czystego złota, które płonęły w blasku skłaniającego się ku zachodowi słońca. Przeciskali się wśród tłumów zajętych własnymi sprawami mieszkańców, a usta Doktora nie zamykały się, gdy zalewał ją potokiem całkowicie niepotrzebnych informacji. River słuchała go, rozglądając się z uwagą. Przechodzili przez targ, pełen przypraw i świecidełek, koronek i jedwabi. Przewróciła oczami widząc, że w momencie jej nieuwagi zdołał zdobyć kolejny, niewiarygodnie śmieszny kapelusz.
Gdy podał jej rękę, ujęła ją z wdzięcznością.
W ich świecie ulice były parkietem, a zagadki tańcem. Muzyka nie przestawała grać nigdy, zagłuszając ciszę natłokiem dźwięków.

Być może był jedynie Narcyzem, zbyt zakochanym we własnym odbiciu, by na czas dostrzec cokolwiek poza nim. Na jego grobie nie miały jednak wyrosnąć żonkile, lecz tysiące innych pomników z imionami tych, którzy zginęli z jego winy. Tak samo jak ona.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#4 » 10 gru 2013, o 17:45

[center]Zapraszam do czytania, komentowania i głosowania na najlepszy tekst pojedynku. Ankieta jest otwarta do, uwaga, 24 grudnia. Który z pojedynkujących się dostanie zwycięstwo pod choinkę? :D
Powodzenia![/center]

Balthuza
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29
Wiek: 26

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#5 » 11 gru 2013, o 10:41

Zagłosowałam, teraz czas uzasadnić swój wybór.

Żaden z tekstów nie był... przewidywalny. Muszę przyznać, że czytając warunki wyobrażałam je sobie inaczej, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.
Mimo, że oba teksty są niezłe, jednak zdecydowanie wolę tekst B. Tekst A nie odpowiada mi przede wszystkim pod względem stylu, który momentami jest nieco niezręczny i narratora, który nie może się zdecydować, czy jest wszystkowiedzący, czy jednak nie.
Tekst B za to jest moim ulubionym ostatnio typem, leżącym gdzieś na granicy między prozą i poezją, poza tym - jak mogłabym nie kochać czegoś z tak płynnie wplecioną mitologią?
There’s a monster at the end of this book. It’s the blank page where the story ends and you’re left alone with yourself and your thoughts.

May you find love. May you find it, wherever it's been hidden. May you find who has been hiding it and exact revenge upon them.

Kostucha
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1810
Wiek: 25

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#6 » 12 gru 2013, o 13:37

Oba teksty czytałam już parokrotnie i za każdym razem nie wiem, co właściwie napisać. Tekst A jest dynamiczniejszy, ma coś, co lubię - dialogi, które przewijają się przez całość (ostatnio, właśnie w przeciwieństwie do Balthuzy, wolę tę formę) i prowadzą do określonego punktu. Koniec był łatwy do przewidzenia, jednak pozostawił mnie z pewnym zgrzytem, ponieważ nie zrozumiałam puenty. Podejrzewam, że to dlatego, że tekst skierowany jest całkowicie dla osób, które znają fandom i pewnie to "nie zapomnij" jakoś łączy się z kanonem. Nie wiem. Jeśli się, mylę, to przepraszam.
Tekst B - ładna kompozycja, przede wszystkim przemyślana. Do tego elementy mitologii, które zostały zręcznie połączone z "właściwym" tekstem. Skłamałabym twierdząc, że nie podoba mi się. Dobór słownictwa urzeka i tworzy swoisty klimat subtelnego niebezpieczeństwa, romansu, który okaże się tragiczny w skutkach. Przyczepiłabym się tylko do tego, że pierwszy akapit jest troszkę za krótki, że w całości brakuje mi trochę więcej treści, lecz to tylko takie moje widzimisię. To dobry tekst i tylko dlatego, że ostatnio mam przesyt tego typu miniaturami, zapewne od razu wybrałabym właśnie ten na zwycięzcę.
Po przemyśleniu sprawy oddaję głos na tekst B.
Po prostu robię za zły charakter.

KAPRYS
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 63

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#7 » 22 gru 2013, o 23:57

Zdecydowanie bardziej podoba mi się tekst A. Jest dłuższy, kosztował cię na pewno więcej pracy i są w nim dialogi, co czyni go moim skromnym zdaniem bogatszym. Dialogi są bardzo ciekawe, a cały tekst trzyma w napięciu i jeśli już się go zaczyna czytać, to chce się dojść do końca. Tekst B to bardziej opisy, myśli ładnie ubrane w słowa, ale nie mój klimat. Kiedy jestem zmęczona wolę sięgnąć po coś lekkiego, coś co łatwo się czyta i łatwo można utożsamić się z bohaterem, tekst A jest zdecydowanie łatwiejszy w odbiorze. Nie muszę się zastanawiać nad tym co miałaś konkretni na myśli.

Awatar użytkownika
Monivrian
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 172
Wiek: 29

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#8 » 23 gru 2013, o 00:02

Zdecydowanie tekst B. Zgrabny szybko się czyta. Tekst A jest taki leciutko przegadany, ale też był dobry. Dobra robota, autorzy, świetny pojedynek :)

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#9 » 24 gru 2013, o 23:06

Czas na ogłoszenie wyników drugiego doktorowego pojedynku!
Przewagą głosów zwyciężył tekst autorstwa Liry. Gratulacje!

Serdeczne dzięki wszystkim, pojedynkującym się za udział i teksty, głosującym za poświęcenie czasu na lekturę pojedynkowych opowiadań i głosowanie.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339
Wiek: 25

Pojedynek nr 4: Capitano L vs Lira

Post#10 » 24 gru 2013, o 23:32

Dziękuję bardzo za pojedynek, Capitano, mam nadzieję, że zmierzymy się jeszcze kiedyś. :D Bardzo mi się Twój tekst podobał, zwłaszcza wizja 4 spotykającego Clarę/Oswin. :serce:

Dziękuję też bardzo za głosy i komentarze! :D
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Wróć do „Pojedynki”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość