Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!

Proza i Poezja października - plebiscyt na najlepszy tekst miesiąca

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Wyzwij lub zostań wyzwany do literackiego pojedynku.

Głosuję na:

Czas głosowania minął 12 cze 2016, o 19:45

Tekst A
4
80%
Tekst B
1
20%
 
Liczba głosów: 5

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#1 » 28 kwie 2016, o 14:47

Temat: Komedia romantyczna lub nieudany erotyk.
Długość: Dowolność długości i formy, od wiersza po powieść.
Słowa klucze: ławka, tramwaj, koń
Termin: 28 maja 2016 r.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#2 » 29 maja 2016, o 19:43

TEKST A


Mój koszmar zaczął się latem roku 14, oczywiście z dwudziestką z przodu. Królowały wówczas dżinsy z wąskimi nogawkami, a moje ukochane dzwony były już obciachem. Należałem do pokolenia młodzieży wolno kopulującej. W wieku lat 40, połowa z nas nie miała jeszcze potomstwa. Roman się zwałem - Wywalgoraz. Mieszkałem w mieście, w starym familoku, z dziada na pradziada ten przybytek rozpusty dziedziczyliśmy. Bo na ostatnim piętrze, w puchu i pierzynie, zawsze mieszkała jakaś Mariola. Ta moja też była lekkich obyczajów, w dodatku z gigantyczną nadwagą. 200, a może nawet 250 kg, już nikomu się liczyć nie chciało.Za to, czego w portfelu już nie miałem, liczyłem sumiennie. Kolejka spora, a ona jedna jedyna. Że za trzech szeroka, nie było tutaj znaczące, serce przecież nie sługa. Szkoda wielka, bo oszczędziłbym matce zgryzot. Moja rodzina, z grubsza - rodzicielka, elegancka i modna pani z przerostem ego, ojciec stary piernik, ale też z wąsem ostrzyżonym przykładnie. I ja jedynak, nadzieja rodu na przedłużenie idealnego gatunku Wywalgorazów, dawałem właśnie ciała... Bo co miałem począć, gdy Mariola mnie kręciła okrutnie? Fałdki i fałdeczki, koronkowe majteczki, figi obcesowe, i te uda…Uda były najlepsze. Najpiękniejsze, różowe, w kolorze żywym, naprawdę, Mariola miała nieziemsko seksowne uda.
- Jak to możliwe, Romek, taki babochłop? Gdzie się podziało twoje poczucie gustu? Dlaczego ty mi to robisz? Przecież ja zaraz pawia puszczę.
Moja matka nie była wcale tak dobrze wychowana, jakby się zdawało. Spojrzałem na nią z politowaniem, a ona drążyła.
Ma to w ogóle jakieś wykształcenie?- dodała rodzicielka ze łzami w oczach, sięgając po atłasową chusteczkę, którą jej właśnie małżonek podawał.
-To coś jest kobietą matko – zauważyłem, a ona przywaliła mi w pysk, becząc histerycznie.
- Kobietą! Widziałeś kobietę Roman?! Spałeś ty kiedyś z kobietą?! Ja tę Mariolę widziałam, gdy ona jeszcze nie była taka ociężała. Wiesz gdzie ja ją widywałam, wiesz?
-Nie wiem.
Bałem się matce narazić choćby słowem, więc wolałem jej nie przypominać o Baśce, z którą przecież chodziłam dwa lata.
-A wiesz gdzie ona jadała Romuś?! W smażalni ryb. A zapach ryby dziecko jest trwalszy niż odór skunksa!
-Ale ona już nie wychodzi, to i ryb nie je.
Argumentu mi brakowało na tę bezsensowną paplaninę matki.
- I tutaj się mylisz Romuś, bo ta smażalnia ma ryby na wynos. I ja dochodzenie zrobiłam.
-Mamo ale jaki to ma związek?
-No jaki? - Ojciec też się zdziwił.
-Ty siedź cicho cepie jeden! – powiedziała matka, a ja już widziałem, że stawała się coraz bardziej wojownicza.
-Romuś, tobie terapii trzeba. Ja już rozmawiałam z księdzem.
-Nie! No jaja jakieś.
-Żebyś ty miał kochanie, to ja bym miała sporo mniej zmartwień, a tak? Nie wiesz jakie to bolesne dla matki.
-Ale ...
Chciałem polemizować, ale przecież... nie byłem matką.
-Dlaczego dyskryminujesz otyłych? - spytałem, tracąc w sumie apetyt na rogalika i zadowalając się samą kawą – jest, jaka jest.
- Ona się w ogóle rusza ? Romuś spójrz matce w oczy!
-Przecież musi się ruszać, skoro... - zasugerował ojciec i w łeb dostał od matki, a ona poczerwieniała na gębie jeszcze bardziej. Ja też zaliczyłem buraka, że rak by się nie powstydził. Czy jakoś tak…
-Nie wychodzi bo mieszka na ostatnim piętrze, ale rusza się. Co to w ogóle za pytanie?! Nie leży do łóżka przykuta. Może by i weszła z powrotem, ale ma kardioniczne problemy.
-Kardiologiczne synu – poprawiła mnie matka. - Ale jak ona się w domu zasiedzi to już nigdy nie wyjdzie. Może ona by musiała...
Twarz matki jeszcze większą purpurą się oblała i aureola jej naokoło głowy wyskoczyła.
-Romek, ja mam dla ciebie romans wszechczasów - powiedziała, a ja - Bóg mi świadkiem - Węszyłem podstęp.
- jesteś chwilowo bez pracy, to może byś jej pomógł mieszkania na parterze poszukać, tata by cię wsparł finansowo na razie, ale warunek jest jeden, umówisz się do mojego psychiatry.
- Nie ma mowy!
-Wybiłby ci z głowy tę Mariolę.
-Ale ja nie chcę, żeby mi ją z głowy wybijał. Ani tym bardziej, żeby się przeprowadzała.
-Chcesz synu, tylko o tym nie wiesz.
-Matko!- powiedziałem, starając się trzymać nerwy na wodzy. - Jestem z Mariolą szczęśliwy.
-Nie jesteś z Mariolą Romuś, bo jej płacisz! Prawda stary cepie?
Matka szukała u ojca wsparcia. I oczywiście, tym razem nie mogłem nie przyznać rodzicielce racji.
-Prawda - szepnąłem pokonany.


Pytanie dlaczego Mariola, zadawałem sobie od tygodnia. To zapewne będzie pierwsze pytanie zadane mi również przez psychiatrę. Nie miałem ochoty wysłuchiwać oskarżeń, bo zakochania w Marioli pod fetysz podciągnąć się nie dało. Była tylko otyła! Funkcjonowała też normalnie, poza szczegółem jednym, że nie wychodziła z domu. Schodów było faktycznie wiele…Ale taki psychiatra mógł mi w głowie namieszać. Spytać o rzeczy, o których mówić nie chciałem. Nie, żebym był świadomy, który temat był dla mnie niewygodny, ale taki świr na pewno coś znajdzie. Przed Mariolą miałem dziewczynę, szczupłą siatkarkę Baśkę. Była ładna, nawet bardzo, ale co z tego, jak również silniejsza ode mnie, i wyższa, i w dodatku mnie porzuciła. Nikt się Baśki nie czepiał. Mariola jest ode mnie grubsza i wszyscy się czepiają. Nie potrafiłem tego zrozumieć.


Tramwaj zawiózł mnie do centrum miasta, a nogi zawiodły pod wskazany przez matkę adres. Ulica Chuda 6, była parsknięciem śmiechu od okrutnego losu, wychudzony psychiatra tym bardziej. Bluza wisiała na nim jak na wieszaku. Przynajmniej pomieszczenie, dla odmiany, prezentowało się zachęcająco. Na ścianie akty, obrazy z kamasutry, zerknąłem więc na chudzielca, starając się przypasować go w pewien wzorzec. Pytanie tylko jaki?
-Pan siądzie – zasugerował.
Sugestię oczywiście wcieliłem w życie.
-Co my tutaj mamy? - zabuczał pod nosem, a ja miałem ochotę wstać i wyjść. "Co", nie było ewidentnie używane w stosunku do ludzi. Czyżbym był dla pana psychiatry tylko rzeczą? Wcale nie takie nieprawdopodobne.
-Roman Wywalgoraz - mówię mu swoje dumne imię i nazwisko z dupy wzięte.
-Tak tak, ja wiem, chodzi mi o wstępne rozpoznanie. Muszę tylko ankietę znaleźć.
Wstępne rozpoznanie, czyli czubek czy nie czubek i potem już leci z górki. Wszystko mi może na upartego przypisać, tacy są psychiatrzy.
- Pana największy problem?- zapytał psychiatra znienacka.
-Kilogramy.
I wzrokiem mnie otaksował, już wiedziałem że wpadłem.
-Anoreksja. To będzie szybka piłka - zaśmiał się rubasznie.
Patrzyłem na niego w konsternacji. Matka to miała gust.
-Nie moje te kilogramy. Zakochałem się nieszczęśliwie. Daj pan tę ankietę zresztą.
-Nie mam - powiedział z miną cierpiętnika - ale postaram się mieć następnym razem.
Usiadł w fotelu i się odprężył. Ja dla odmiany, spiąłem.
- Czyli zakochał się pan w otyłej. Co w tym złego?
-No, pan niech mi powie. Ja nie wiedzę w tym nic złego... Otoczenie widzi.
-Może trzeba je zmienić w takim razie.
-Matki nie zmienię.
Psychiatra spojrzał na mnie przenikliwie.
-Pana matka na pewno ma inny motyw dla swojego braku sympatii.
Może ten psychiatra faktycznie był skuteczny, patrzyłem na niego, bijąc się z myślami, czy powiedzieć mu to, czy nie.
-No wyduś pan to wreszcie.
-Ona jest rozwiązła za kasę.
-Dupy daje? - psychiatra zobrazował.
-No, daje.
-I pan płacisz jak inni? - spytał.
-Płacę, dlatego mamusi zależy, żebym się odkochał. Ona chce, żebym znalazł kogoś lepszego, żeby Mariola zniknęła.
-Czemu?
-Po prostu uważa, że zasługuję na kogoś lepszego. Jak to matka, pewno nikt nie będzie wystarczająco dobry. Matka uważa, że Mariola powinna się wynieść.
- w sensie wyprowadzić? - dopytał psychiatra.
-tak.
-I pan wtedy zapomni o Marioli?
-Oczywiście, że nie.
-Więc powinna raczej zniknąć na stałe.
-Znajdę ją przecież.
-Zwłok pan spod ziemi nie odkopiesz - powiedział, a ja poczułem uderzenie krwi w głowie.
-Znam pana mamę. I cenię. To moja najwierniejsza klientka, zrobiłbym dla niej wszystko. Pan rozumie. Muszę więc pana wyleczyć. Tylko że jest problem. Pana matka to niecierpliwa osoba. Ale, spokojnie wyleczę pana do rana.
-To możliwe?
- Pewnie. Wielu już wyleczyłem. Mam sporo na sumieniu.
Jakoś dziwnie zabrzmiało, jakby psychiatra się do mordu szykował.
- Nie jest pan upiorem w operze, więc w czym problem? – spytał nagle - mało to kobiet na świecie? Dlaczego ona?
-Serce ponoć nie sługa.
-Serca bym w to nie mieszał, pan dolną partią ciała myśli. I to konformizm jest proszę pana. Płacenie daje panu poczucie bezpieczeństwa.
-Może.
- Ale to złudne. Zawsze może pana kantem puścić. Tak, czy siak. Ja panu to udowodnię.
-Niby jak?
-Przez podryw najprawdziwszy.
Powiedział z taką dumną miną, że miałem ochotę go stłuc.
-Zobaczy pan, jaka ona wierna - dodał psychiatra.
-Nie wierzę - powiedziałem - ona nie jest taka.
- Czyżby?
Tym przyjemnym akcentem, mojego totalnego oburzenia i samo zachwytu psychiatry, zakończyłem swoją godzinną terapię bardzo głośnym trzaśnięciem drzwiami. Psychiatra matki raczej na czubka sam wyglądał. Miałem dziwne wrażenie, że to się wszystko źle skończy. Bo co on właściwie chciał zrobić? Poderwać moją Mariolę? Nie czułem się z tym dobrze, właściwie to czułem się fatalnie, do tego stopnia, że w ogóle spać w nocy nie umiałem. Obudziłem się o czwartej nad ranem i zacząłem kontemplować ciszę. Myślałem więc w ciszy o różnych głupich rzeczach, jak to Mariola jest na randkę porywana przez chudzielca na koniu, które to biedne zwierzę, ugina się pod jej ciężarem. Byłem już solidnie wściekły, gdy usłyszałem jęk. Zerwałem się na równe nogi, nie chcąc dopuścić do siebie myśli, że psychiatra już u niej był. Szybko się jednak uspokoiłem, w końcu nie podawałem mu adresu Marioli. Niemniej, wstałem i narzuciwszy na barki szary sweter ruszyłem w ciemną sień.


Piętnaście minut później, siedziałem na ławce przed domem i czekałem na radiowóz policyjny, podczas gdy ciało Marioli leżało na podłodze w jej mieszkaniu. Przynajmniej tyle byłem w stanie stwierdzić będąc w szoku. Policja w końcu przyjechała. Policjanci najpierw zabezpieczyli teren, a dopiero potem wysłuchali co mam do powiedzenia. Gdybym wiedział na jaki pomysł wpadną, zapewne w ogóle bym się nie odezwał. Ale wpadli, i kolejne piętnaście minut później siedziałem w radiowozie, jadąc z nimi do domu psychiatry. Po jakiego grzyba mnie w ogóle ciągnęli z sobą? Nie wiedziałem, ale miałem się lada chwila dowiedzieć, bo właśnie zaparkowaliśmy u stóp masywnej willi. Jeden z policjantów wyszedł z auta i zadzwonił przy bramie. Światła się zapaliły, więc mogłem scenę oglądać. Policjanci, którzy zostali ze mną w aucie, otworzyli dodatkowo okna.
-Dlaczego pana ubranie jest mokre?
Spytał policjant, gdy drzwi się otwarły i stanął w nich psychiatra. Policjant spuścił wzrok na buty wypastowane na błysk.
- Z powodu deszczu - powiedział mężczyzna.
-Przecież nie pada. Buty też ma pan czyste. Był pan w domu…więc.
-Ale padało.
-Wczoraj. Dzisiaj cały dzień świeci słońce. Zmywał pan ślady zbrodni?
Policjant kretyn nerwowo poruszył się w miejscu, a ja zagryzłem wargę do krwi. Mój psychiatra to miał dopiero fazę. Ich konwersacja też była przednia. Właściwie w tym całym stresie zdążyłem zapomnieć już, że Mariola była martwa.
-Ale ja jestem wczorajszy - zaśmiał się chudzielec - nie mogłem więc popełnić żadnej zbrodni. No chyba, że wczoraj też pan znalazł jakieś ciało. Możemy o tym porozmawiać - psychiatra postąpił kilka kroków do przodu.
-Ma pan ślady krwi na policzku - policjant wycelował broń w podejrzanego, instynktownie cofając się nerwowo.
-Odbierałem poród cielaka. Jestem weterynarzem.
Weterynarzem kurwa! Pot wyskoczył mi na czoło. Ten policjant wyglądał na totalnego amatora, a ja naprawdę nie miałem ochoty ginąć. Mój żywot, jaki by nie był, sorry, ale lepiej niech sobie trwa.
- Pogrywa pan ze mną? - spytał mundurowy.
Miałem ochotę chwycić ten pistolet i sam strzelić. Konował jeden będzie mi tutaj cyrki odstawiał.
- W co? – spytał psychiatra, a policjant wycelował broń w czoło mężczyzny.
- Kobieta została znaleziona martwa w mieszkaniu. Mamy świadka, który widział jak dokonuje pan zbrodni.
Pewnie, powiedz jeszcze patałachu jeden, że to ja i mam przesrane. Ta gadzina przecież kiedyś wylezie na wolność. Sądownictwa nie znasz? Kurde, ale miałem chęć sprać mordę temu policjantowi. Psychiatra i tak się zorientuje jak mnie w radiowozie zobaczy. Ale przynajmniej będzie wtedy skuty.
-Jaka kobieta?-spytał niewinnie chudzielec.
Mundurowy nerwowo wyrecytował imię i nazwisko mojej Marioli.
-Nic mi to nie mówi. Już powiedziałem, jestem wczorajszy, ale mogę pana opuścić na chwilę, żeby porozmawiać z sobą dzisiejszym. W sumie to sam zacząłem się martwić. Wie pan, gdzie mógłbym być?
-Pan mnie ma za wariata?-policjant wycelował broń między oczy psychiatry, która zaraz też spadła na betonową ulicę z brzdękiem, a za nią ciało policjanta.
Wywaliłem wytrzeszcz i serce mi załomotało. To już było nadużycie! Miałem jeszcze dwóch policjantów za ochronę, ale oni też wyglądali na amatorów. I byli nimi na pewno, bo wyszli z samochodu policyjnego i zostawili mnie samego
-Panowie, trzech na jednego. Cielak mi zdechnie...Przepraszam, dwóch - zaśmiał się perfidnie psychiatra.
-Trudno, pan pójdzie z nami - jeden z policjantów postąpił ku mężczyźnie, a ja usłyszałem, że analiza jest prosta. Był jeden cielak, a będą trzy.
I będą, bo już zdążyłem się zorientował, że jak psychiatra coś sobie postanowił, tak będzie. Ze zwinnością sarny przeskoczyłem na siedzenie kierowcy. Kurde, trzeba być przygotowanym na najgorsze.
Na szczęście usłyszałem strzał. Pełen nadziei spojrzałem przed siebie, prosto w szybę, na której widniała aktualnie rozbryzga krwi. Nic nie widziałem, wychodzić nie miałem za cholerę odwagi. Wciskałem więc pedał gazu, gdy psychiatra szarpnął za klamkę.
-Romuś, czy możemy uznać, że cię wyleczyłem?- zapytał, wsiadając jak by nigdy nic na miejsce pasażera. Nogi mi zmiękły niczym żelek i momentalnie zaschło w gardle. Miałem ochotę zaaplikować sobie walerianę.
-Tak - powiedziałem - można tak uznać.
-Kamień z serca, bo ja nigdy, przenigdy, nie uznaję porażek.
-Tak - potwierdziłem, a pot strumieniem spłynął mi po karku. Naprawdę nie podkolorowywałem.
-Muszę ich uprzątnąć, trochę mi to zejdzie. Powiedz matce, że przesuwamy termin wizyty. Co do konkretów...Zadzwonię.
Byłbym przysiągł, że serce na moment mi stanęło. Ale żyłem i nawet zostałem sam w aucie. Cholerny psychopata nie tylko wyszedł, ale w dodatku pozwolił mi odjechać...
Powiedzmy, że opowieść o moim koszmarze zakończę w tym miejscu. Na więcej nie mam siły, ale na pewno kiedyś opowiem.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#3 » 29 maja 2016, o 19:44

TEKST B


Moja księżniczka

Wypiłem parę piw na mieszkaniu kolegi, a parę oznaczało dla mnie za mało. Jednak znajomi musieli się zbierać, a ja stwierdziłem, że nie ma sensu pić samemu. Zabrałem się, więc z kwatery studenckiej i poszedłem na przystanek tramwajowy. Czemu zawsze muszę się z nimi spotykać na drugim końcu miasta? Ponieważ wszyscy wyszukali sobie apartamenty blisko naszego wydziału. Oni mają blisko do swoich domów, a ja muszę przejechać cały Kraków tramwajem, nim dojadę na mieszkanie. Psi los, kto mi kazał wybrać miasto położone z daleka od domu, do tego wybrać kwaterę leżącą po przeciwnej stronie Wisły, niż moja uczelnia?
Zapaliłem papierosa by umilić sobie czekanie na tramwaj. Na szczęście miał za chwilę podjechać, do tego zajezdnia była niedaleko, więc miałem prawie pewne miejsce siedzące. Mało kto jeździ nocnymi z tej części miasta. Wyluzowany usiadłem sobie pod wiatą, łagodnie ćmiąc black devila. Były to moje ulubione papierosy, a przez ostatnie podwyższenia podatków na wyroby tytoniowe ich cena prawie zrównała się ze zwykłymi papierosami. Wszystkie inne podrożały, tylko te utrzymały swoją cenę. Byłem zadowolony z tego powodu. Zaciągnąłem się głębiej, do szczęścia brakowało mi tylko jakiejś dziewczyny. Dlaczego wszystkie uciekają na mój widok?
Te rozważania przerwał mi widok nadjeżdżającego tramwaju. Spokojnie zgasiłem papierosa o podeszwę glana, a kiep rzuciłem na ziemię. Mam nadzieję, że później służby sprzątające go podniosły. Wsiadłem do pustego tramwaju, usiadłem w najbardziej widocznym miejscu i modliłem się bym nie zasnął. Z zajezdni nie miałem daleko, ale ostatnio zbyt często z niej wracałem po imprezach. Czekała mnie długa i nudna podróż.
Wiedziałem, że nie warto otwierać ostatniego piwa, jakie mi zostało. Chwilę po odkapslowaniu butelki, zaroiłoby się od chętnych spróbowania soku z chmielu panów o nieciekawych zapachach. Odpuściłem sobie ten eksces. Prawie zasnąłem, gdy tramwaj zatrzymał się na przystanku pod dworcem. Dopiero teraz tramwaj zatłoczył się, ponieważ wiele osób wracało z imprez na starym mieście. Druga taka fala będzie na Stradomiu gdzie wtłoczą się imprezowicze z Kazimierza.

Tramwaj ruszył a ja przed sobą zobaczyłem anioła. Właściwie to pijaną anielice, która ledwo trzymała się na nogach. Długie blond włosy opadały na ciało modelki, twarz wykłuta dłutem Donatello zdradzała wielkie zmęczenie. Ubrana była w cienką czarną bluzkę i krótką spódnicę, pod którą znajdowały się kształtne nogi w ciemnych rajstopach. Musiało być jej zimno w tą listopadową noc, dlatego postawiła na mocne ogrzewanie wewnętrzne w stylu radzieckim.
Zajęło mi chwilę podjęcie decyzji.
– Siadaj. – Szelmowsko uśmiechnąłem się i ustąpiłem miejsca.
– Dzięki. – Z ulgą usiadła. Widać było jak bardzo wymęczył ją wieczór na mieście. – Miły jesteś. – Dodała i zamknęła oczy.
Zawisnąłem nad nią nie wiedząc, co zrobić. Uczyniłem pierwszy krok i nie wiedziałem jak mogę inaczej do niej zagadać. Wiedziałem, że nie mogę stać bezczynnie.
– Ej... Zasypiasz... – Słowa przechodziły przez moje gardło z wielką trudnością – Gdzie cię obudzić?
– Na Norymberskiej. – Odpowiedziała otwierając oczy. Miała przepiękne tęczówki barwy głębokiej zieleni, w tym momencie pozwoliłbym sobie na określenie ich szmaragdowymi. Po chwili zamknęła je i zwiesiła głowę na swoim prawym ramieniu.

W milczeniu minęła nam reszta podróży, aż do przystanku poprzedzającego jej punkt wysiadki. Przez cały czas wpatrywałem się w nią, nie byłem pewien czy spała, więc gdy nadszedł właściwy moment pochyliłem się nad nią i szepnąłem jej do ucha:
– Księżniczko. Już czas wstawać.
–Mhm... – Widocznie jednak nie spała. – Dzięki za to, że mnie pilnowałeś.
– Drobiazg, też wysiadam na tym przystanku. – Skłamałem, z Norymberskiej miałem jeszcze kawałek nim dotrę na mieszkanie. – Odprowadzę cię.
– Nie trzeba. – Spojrzała na mnie niezbyt przytomnie.
– Nie mogę zostawić damy w potrzebie. – Czułem się dumny, że tak łatwo idzie mi łganie.
Wysiedliśmy, nawet z tym miała problem. Chwiała się naprawdę mocno. Nie przeszkadzało mi to, szybko oparłem ją o siebie.
– Trzymasz się? – zapytałem.
–Mhm... – odpowiedziała.
– To gdzie mieszkasz?
– Tam. – Wskazała mi kierunek wiodący na skrzyżowanie z ulicą Kobierzyńską.
– No to "Tam" się kierujemy.

Przeszliśmy powoli przez torowisko i czekaliśmy na zmianę świateł przy przejściu dla pieszych. Chłonąłem zapach jej włosów, był bardzo łagodny, taki kobiecy. Ona uczepiła się mojego ramienia, była o głowę ode mnie niższa. Staliśmy tak delektując się sobą aż, do zapalenia się zielonego światła. Łagodnie ruszyłem, a ona wraz ze mną. Po przejściu przez pasy usłyszałem jej łagodny szept:
– Usiądźmy na ławce. Źle się czuję.
– Dobrze. – Zgodziłem się bez wahania i skierowałem się na najbliższą ławkę.
Usiedliśmy chłonąc zimną krakowską noc, jak na listopad to nie było aż tak zimno. Pomimo tego ściągnąłem z siebie swoją kurtkę i okryłem nią swoją towarzyszkę.
– Dzięki ¬– wymruczała.
– Drobiazg. – Zacisnąłem zęby z powodu uderzenia chłodu.
Przytuliła się do mnie. Milczeliśmy przez chwilę. Nie wiedziałem jak zacząć rozmowę, za bardzo nic mi nie przychodziło do głowy.
– Skąd wracasz? – Wypaliłem głupio, przecież było wiadomo, że była znajomymi na mieście.
– Spotkałam się z koleżankami i trochę przesadziłyśmy. Siedziałyśmy głównie w barach na Rynku. – Jej ciepły oddech mnie połaskotał w ucho, gdy mi to wyszeptała.
– Czyli spotkanie się udało? – Nie wiedziałem, co mogę odpowiedzieć, więc wybrałem pytanie.
– No... Aż za bardzo. Nie spiłam się tak od czasów studiów.
– To ty nie studiujesz? – Udałem zdziwienie – Wyglądasz na dwadzieścia lat.
– To nie chcesz wiedzieć ile naprawdę mam. – Zaśmiała się. Dobry znak.
Dobrze szło, nigdy nie byłem najlepszy w gatce, więc przeszedłem do czynów. Objąłem ją i przyciągnąłem bliżej siebie, prawie staliśmy się jednością.
– A co ty studiujesz? – zapytała się mnie.
– Energetykę, na Politechnice, wcześniej studiowałem na AGH. – Wolałem nie określać swojego konkretnego wieku.
– O chłopak z polibudy mi się trafił.
– A ty co studiowałaś?
– Ekonomię na Ułeku, teraz mam pracę w korpo, ale mam jej dość. Nienawidzę tego.
Zamilkła, a ja wolałem nie ciągnąć tego tematu. Stwierdziłem, że muszę coś zrobić by poprawić jej nastrój. Pogłaskałem ją po głowie. Przyjęła pieszczotę.
– Jesteś w stanie ruszyć dalej? – Sam nie wiem, kiedy zadałem to pytanie.
– A nie możemy tak zostać?
– Możemy – zgodziłem się.

Po dziesięciu minutach chwiejnie ruszyliśmy dalej. Nic nie mówiła, dlatego przestraszyłem się, że mi zaśnie na rękach. Tego moja męska duma by nie zniosła. Tak posiadam taką, choć jest ona wielkości kwarka dolnego.
— Nie mam siły by iść. Źle się czuję. — Jęczała wtulona w moje ramię blondynka.
— Spokojnie, zrobimy parę kroków i usiądziemy na kolejnej ławce. — W tym tempie mam nadzieję na przytaszczenie jej przed świtem.
— Ale tylko kilka... — Lała mi się przez ręce, wiele pijanych kobiet widziałem, ale tak urżniętej jeszcze nigdy. Pewnie nawet nie będzie pamiętała jak dotarła do domu.
Usiedliśmy na kolejnej ławce, powoli miałem dość całej tej sytuacji, ale przy przemiłej perspektywie na "happy end" jakoś to znosiłem.
— Lepiej? — zapytałem, jednocześnie ją przytulając.
— Tak. — wymruczała. Czułem, że kłamie. Na poprawienie nastroju pocałowałem ją w czółko.
— A teraz jak? — Zachichotałem.
— Znacznie milej.
Zaczęliśmy wymieniać pocałunki, atmosfera znacznie bardziej się poprawiła. Jednak po krótkiej chwili, wszystko znikło niczym bańka mydlana.
— Mieszkasz niedaleko? — zapytała ściskając moją rękę.
— Mały kawałek stąd. — Spanikowałem, miałem komplet współlokatorów na mieszkaniu. Znaczy się kumpla, z którym dzieliłem pokój, a w pokoju obok dwie współlokatorki. Nie przygotowałem się na taki obrót sytuacji. Mam nadzieję, że ona ma wolne mieszkanie. — Odprowadzę cię. Przecież nie mógłbym zostawić tak pięknej damy w potrzebie.
— Oczywiście. — Lodowato się uśmiechnęła. Chyba skrewiłem.
— Ruszamy dalej?

Nie wiedziałem gdzie dokładnie mieszka, ale moim tymczasowym celem stała się następna ławka.
— Nie. Posiedźmy jeszcze chwilę. Źle się czuję. — Towarzysząca mi dama znalazła wymówkę, by oddać się prokrastynacji i pozostać na obecnie zajmowanym drewnianym siedzisku.
Zapadła niezręczna cisza. Ona okręciła się wokoło mojego ramienia, a ja nie wiedziałem, co dalej robić. Zrobiłem, więc jedyną rzecz, jaka mi przyszła do głowy. Wyciągnąłem piwo z plecaka i otworzyłem. Nie wiem, jakim cudem mi się to udało zrobić jedną ręką, do tego lewą.
Szybko pochłonąłem płyn, ze względu na to, że czułem wielkie pragnienie. Właściwie to nawet po jego wypiciu odczuwałem nieznośną suchość gardła. Teraz stanął przede mną nowy problem, co zrobić z pustą puszką. Do śmietnika miałem daleko, a nie mogłem się podnieść, bo blondynka uczepiła się mego ramienia. Rozejrzałem się, więc na boki i nie widząc nikogo w pobliżu, wyrzuciłem puste opakowanie za siebie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że mogłem je schować do plecaka, ale nie myli się ten, kto nic nie robi.
Zamiast pogrążać się w filozoficznych myślach, wyszeptałem królowej mojego serca "Piękności ty moja, ruszamy dalej?" A ta w odpowiedzi pokiwała swoją kształtną główką. Powoli podnieśliśmy się z ławki, objąłem ją ciaśniej, ponieważ za bardzo się chwiała.
Dotarliśmy do trzeciej ławki, która położona była najbliżej skrzyżowania z Kobierzyńską. Tutaj kończyła się moja wiedza na temat dalszej drogi. Spokojnie posadziłem swoją towarzyszkę na ławce. Zapaliłem papierosa i zastanawiałem się co mam dalej zrobić. Rozważania przerwał mi cichy kobiecy szept "źle się czuję" i dość głośny skrzek. Zwymiotowała, na szczęście odchyliła się w bok i wypuściła treść żołądka na trawnik obok ławki. Jedynym działaniem, jakie przyszło mi do głowy było podanie jej chusteczek do otarcia twarzy z resztek płynu. No to z całowania nici.
Usiadłem obok niej na ławce, ignorując niebezpieczeństwo powtórnych wymiotów, przyciągnąłem ją do siebie, objąłem lewą ręką i przytuliłem. Chciałem ratować sytuację, lecz nie wiedziałem, w jaki sposób mógłbym wyprowadzić wszystko na prostą. Zaciągnąłem się dymem, łagodnie wprowadzając go do płuc, pomagało to zebrać rozproszone myśli.
— Ja przepraszam — powiedziała łamiącym się głosem.
— Nic się nie stało. — Kontynuowałem ćmienie tutki z tytoniem. Po następnym zaciągnięciu zgaszę peta i... Dalej nie będę wiedział, co robić. Nie mam nawet prezerwatyw przy sobie. A mówią, że przezorny zawsze ubezpieczony.
— Odprowadzisz mnie do domu?
— Oczywiście, serduszko ty moje. — Uśmiechnąłem się szczerze, wyglądało na to, że sytuacja sama się wyklarowała.
— Ja nie mam siły iść, poniesiesz mnie?

Jezu Chryste, Panie i najświętsza dziewico, myślałem, że zginę. Oczy wychodziły mi z orbit, plecak dyndał na moich plecach, ponieważ nie narzuciłem sobie drugiego ramiączka. Nie miałem już siły dalej nieść mojej towarzyszki, choć przeszedłem zaledwie kilka metrów. Muszę się wreszcie zapisać na siłownię. Wiem, że kobiety ważą mało, ale przy połączeniu wypalonych w ostatnim czasie papierosów, oraz wypitego piwa, dodatkowo sumując brak aktywności fizycznej, wyszło mi, że zaraz umrę niosąc pięćdziesiąt kilo bezwładnych zwłok. No może przesadzam, nie była aż tak pijana, ale uczepiła się rękami mojego karku i wtuliła swoją głowę w moje ramię.
— Daleko jeszcze? — Wyjęczałem — Gdzie mam iść?
— Prosto i w prawo. — odpowiedziała mi niezadowolona.
— Tak jest...

Nie udało mi się jej donieść na miejsce, po prostu mnie siły opuściły. Może gdybym wiedział, w którym konkretnie bloku mieszka, to znalazłbym rezerwy jakiś ukrytych sił. Okazało się, że poddałem się na ostatniej prostej. Klatka była idealnie naprzeciwko mnie. Postarałem się udawać, że wszystko jest w porządku.
— To tu? — wysapałem
—Tak. Dzięki za odprowadzenie. — Spojrzała na mnie badawczo. — Trafisz sam do siebie?
— A może przed tym dostanę, chociaż twój numer? — Nadzieja umiera ostatnia. Zagrałem resztkami kart, jakie mi pozostały.
— Za młody jesteś, jak dla mnie. — Roześmiała się i weszła do bloku.

Cholera jedna, ale się dałem zrobić. Wracałem nachmurzony na kwaterę, odpaliłem przedostatniego papierosa z paczki, w takich chwilach potrzebowałem regulacji oddechu. Po przejściu paru kroków odezwała się moja komórka, kumpel, z którym imprezowałem zadzwonił do mnie. Odebrałem.
— Wróciłeś na mieszkanie? Bo miałeś mi dać znać, jak trafisz. Ty zawsze się wrąbiesz w coś dziwnego.
— Nie, jeszcze nie wróciłem. Mam małe opóźnienie, bo spotkałem księżniczkę.
— Jaką znowu księżniczkę? — usłyszałem jego śmiech — Co ci się znowu tam w głowie uroiło?
—Taką wyjątkową, która nie szukała księcia na białym koniu. Jej wystarczył sam biały koń.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#4 » 29 maja 2016, o 19:47

[center]Zapraszam do czytania pojedynkowych tekstów. Ankieta jest otwarta do 12 czerwca. Zachęcam gorąco nie tylko do oddawana głosów na opowiadanie, które podobało wam się bardziej, ale również do komentowania.
Powodzenia![/center]

Awatar użytkownika
Lailerosse
Ukryta Opcja Imperialna
Posty: 1996

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#5 » 31 maja 2016, o 00:58

Tekst A: Przyznam, że spodobał mi się od samego początku. Może przez to, że od dawna mam wrażenie, że zawsze i wszędzie rzeczywiście znajdzie się jakaś Mariola, niekoniecznie z nadwagą, ale o niezbyt chwalebnej reputacji. Poza tym, tekst jest cudnie absurdalny, napisany lekko i z humorem, i jeszcze ten Hannibal Lecter po polsku pod koniec.

Tekst B: W momencie, kiedy bohaterka powiedziała bohaterowi, że nie chce wiedzieć, ile ma lat, spodziewałam się jakiegoś wątku horrorystycznego, może czegoś opartego na legendach miejskich, ale cóż... Ciężko mi powiedzieć cokolwiek o tym tekście. Wątek kolesia odprowadzającego laskę do domu w zasadzie tylko po to, żeby spróbować dobrać jej się majtek taki raczej... niezbyt porywający. Facet w ogóle musiał być strasznie zdesperowany, skoro nie odrzuciło go nawet, kiedy widział, jak rzygała obok ławki. Zawiodłam się i wynudziłam.
"I'm not evil, I'm just differently moral."

"Life's a bitch, now so am I."

“To be a Sith is to taste freedom and to know victory."

Zireael
Lewa ręka ciemności
Lewa ręka ciemności
Posty: 219

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#6 » 31 maja 2016, o 13:31

To ja polecę trochę technicznie ;)

TEKST A - początkowo dałam się ponieść lotności narracji, pewnej dozy beztroski i zarazem bezpośredniości - bardzo lubię czytać takie formy. Ale lubię je czytać pod jednym, koniecznym (!!!) warunkiem, który w mojej opinii obowiązuje w każdym tekście - absolutnej poprawności zapisu, zwłaszcza interpunkcji! Tekst czyta się nieźle, ale jest niechlujny. Nie wiem, czym to jest spowodowane - nieuwagą, ignoranctwem czy autentyczną nieznajomością zasad pisania, czy może jednak niebezpiecznym stwierdzeniem "ja nie muszę", które zdarzało się niektórym byłym użytkownikom forum. Tym niemniej to miejsce ma odpowiednie wątki do przypominania sobie tychże zasad, jeśli się zapomniało - więc nie znajduję wytłumaczenia. O betę też można było poprosić, najwyżej byłaby wyłączona z głosowania, lub dać anonimowo obydwa do betowania. A szkoda, bo pióro lekkie i w innych warunkach czytałoby się super...
Plus za niebanalny pomysł i wyśmiewanie motywów społecznych.

TEKST B - tu jest lepiej pod względem poprawności zapisu, choć nie obyło się bez kilku przecinkowych wpadek. Osobiście nie polubiłam bohatera opowiadania, aczkolwiek sytuacja jak najbardziej życiowa. Niewiele się działo, może dałabym trochę więcej psychologii postaci, głębszych przeżyć wewnętrznych, wyjaśnienia motywów postępowania - skąd mu się to wzięło, że był tak zdesperowany, że i tak zaciągałby ją do łóżka mimo jej "zarzygania"? Dlaczego w ogóle zaczął ją całować? Akcja niespieszna jest, ale wytłumaczenia trochę brakło.
Plus za estetykę i logikę tekstu.

W obydwu tekstach zabrakło mi puenty, jakiejś myśli przewodniej, "rdzenia" - i jedno, i drugie wydawało mi się raczej wstępem lub krótką formą warsztatową, zamiast pełnym i spójnym opowiadaniem. Tym niemniej poziom był całkiem wyrównany, mimo iż teksty różnią się między sobą w dosyć znacznym stopniu.

Jeszcze wstrzymam się z głosowaniem - przeczytam ponownie i się zdecyduję :)
Salve lux post tenebras!

www.alternation.pl / www.alternation.eu

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4265

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#7 » 12 cze 2016, o 22:10

[center]Przewagą głosów zwyciężył tekst A, którego autorką jest Anna Nazabi. Gratulacje!

Podziękowania pojedynkującym za udział w starciu, a głosującym i komentującym za poświęcenie czasu na przeczytanie pojedynkowych opowiadań.[/center]

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 825

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#8 » 12 cze 2016, o 22:21

Bardzo dziękuję wszystkim głosującym :serce:
I mam nowy śliczny kolorek :)

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1388

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#9 » 12 cze 2016, o 22:28

Ann gratulacje! Należało ci się ;) Szczerze przyznam, że mój tekst był jak wiosna w tym roku... niedorozwinięty :kuku:
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 825

Pojedynek nr 16: DuralT vs Anna Nazabi

Post#10 » 12 cze 2016, o 22:32

hehehe, siostra powiedziała o moim, że niedo...... :), ale bardzo dziękuję.

Wróć do „Pojedynki”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość