Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!

Proza i Poezja października - plebiscyt na najlepszy tekst miesiąca

Kiedy debiut?

Jak, co i gdzie wydać. Rynek wydawniczy i wydawnictwa, rozmowy o konkursach literackich i innych.
M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Kiedy debiut?

Post#31 » 23 lip 2013, o 20:15

Camenne pisze:Zauważ, że pytanie przewodnie tematu brzmi: "Kiedy właściwie amator jest gotowy na wydanie książki?", większość wypowiedzi to odpowiedź właśnie na nie ;) Każdy (mam nadzieję) ma świadomość, jak przebiegają starania o debiut i czym sam debiut jest, ale temat skupia się na innym problemie.


A czy ci wszyscy autorzy publikujący teksty na forum nie są właściwie gotowi na debiut? Pokazują całemu światu (każdemu kto zechce przeczytać) swoje teksty. I nie robią tego bo muszą tylko dlatego, że chcą, że są gotowi je pokazać. Prawda, mogą się spotkać z krytyką. Ktoś im wytknie to i owo. Ale przecież z oficjalnie wydanymi książkami jest tak samo. Jedyna różnica jest w skali i pieniądzu.

Camenne pisze:Z jednej strony tak, z drugiej nie - nie sami czytelnicy decydują o wartości. To, że nie przeczytasz Miltona i że nie przeczyta go inna osoba lubiąca literaturę rozrywkową, nie umniejsza jego wartości.


Ale nie pozostanie nieprzeczytana, bo ktoś zawsze po nią sięgnie. Jakie będą jego odczucia na temat, to już sprawa tej osoby. Wartość książki jest taka, na jaką oceni czytelnik w swojej własnej skali. Dla jednego chłam, dla drugiego najlepsza książka na świecie. Jeden zrozumie punkt widzenia autora drugi nie. Nie znaczy to, że ktoś ma gorszy gust albo jest mniej pojętny.
"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Giwi

Kiedy debiut?

Post#32 » 23 lip 2013, o 20:25

Ptakuba pisze:Giwi właśnie usprawiedliwiła pisanie beznadziejnego kiczu potrzebami finansowymi. Tym samym przyznała, że pieniądze mogą górować w sztuce nad wartością artystyczną i można tworzyć prozę dla kasy.

Niniejszym ogłaszam koniec Artefaktów. Panie i Merdevsky (bo nie będę do jedynego poza mną faceta na forum mówił "panowie"), można już się rozejść.


To co, mam być do końca moich chwil być biedny autorem, który będzie pisał w szopie swoje kolejne "wielkie dzieła", paląc w piecu drewnem i pisząc w rękawiczkach bo nie stać mnie na ogrzewanie? Nie mogę już wydać czegoś, co znajdzie czytelników i będzie zjadliwe?

Naprawdę aż TAK BARDZO przeszkadzają wam książki, które są popularne i badziewne? Mi nie przeszkadzają, może dlatego że ja ich nie czytaj (a jeśli już, to nie daję autorowi zarobić, czytaj wypożyczam).
I wiecie co? Jestem cholerną materialistką, ale jeśli to, co piszę sprawia mi przyjemność i będzie sprawiało mojemu czytelnikowi przyjemność, to co z tego że będzie intelektualną papką i się sprzeda? Nie wszystkie książki muszą mieć intelektualną głębie, ludzie nie dlatego zaczęli opowiadać sobie wzajemnie historie!

I tak jak chyba Kostucha wspomniała, zawsze mogę pisać pod pseudonimem. I *** wam do tego

EDIT: I wow, jednym stwierdzeniem zakończyłam forum Artefakty. To co, świętujemy?

Forum literackie to nie miejsce na wulgarne zwroty, zwłaszcza o tak negatywnym zabarwieniu.
Pierwsze i ostatnie upomnienie.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339
Wiek: 25

Kiedy debiut?

Post#33 » 23 lip 2013, o 20:28

M.86 pisze:A czy ci wszyscy autorzy publikujący teksty na forum nie są właściwie gotowi na debiut? Pokazują całemu światu (każdemu kto zechce przeczytać) swoje teksty. I nie robią tego bo muszą tylko dlatego, że chcą, że są gotowi je pokazać. Prawda, mogą się spotkać z krytyką. Ktoś im wytknie to i owo. Ale przecież z oficjalnie wydanymi książkami jest tak samo. Jedyna różnica jest w skali i pieniądzu.

Pewnie, że nie. Fakt, że ktoś publikuje coś na forum literackim oznacza mniej więcej tyle, że ktoś potrafi poskładać literki i wierzy w siebie na tyle, żeby mieć nadzieję, że nie wszyscy skrytykują go niemiłosiernie. Publikacja tutaj oznacza pracę nad własnym pisaniem, a nie efekt końcowy. Gdyby każdy z nas był gotowy do debiutu, to te teksty nie wisiałyby tutaj, ale leżały na biurku w wydawnictwie.

M.86 pisze:Ale nie pozostanie nieprzeczytana, bo ktoś zawsze po nią sięgnie. Jakie będą jego odczucia na temat, to już sprawa tej osoby. Wartość książki jest taka, na jaką oceni czytelnik w swojej własnej skali. Dla jednego chłam, dla drugiego najlepsza książka na świecie. Jeden zrozumie punkt widzenia autora drugi nie. Nie znaczy to, że ktoś ma gorszy gust albo jest mniej pojętny.

Zależy od punktu widzenia. Jako czytelnik masz prawo subiektywnie nie lubić konkretnego autora i to koniec kwestii, dla Ciebie ta książka jest straszna. Z naukowego punktu widzenia chodzi o coś więcej. Opinia jednego czytelnika nie stanowi jednak opinii wszystkich, a wartość książki to nie tylko opinie czytelników.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Giwi

Kiedy debiut?

Post#34 » 23 lip 2013, o 20:37

Lira pisze:
M.86 pisze:A czy ci wszyscy autorzy publikujący teksty na forum nie są właściwie gotowi na debiut? Pokazują całemu światu (każdemu kto zechce przeczytać) swoje teksty. I nie robią tego bo muszą tylko dlatego, że chcą, że są gotowi je pokazać. Prawda, mogą się spotkać z krytyką. Ktoś im wytknie to i owo. Ale przecież z oficjalnie wydanymi książkami jest tak samo. Jedyna różnica jest w skali i pieniądzu.

Pewnie, że nie. Fakt, że ktoś publikuje coś na forum literackim oznacza mniej więcej tyle, że ktoś potrafi poskładać literki i wierzy w siebie na tyle, żeby mieć nadzieję, że nie wszyscy skrytykują go niemiłosiernie. Publikacja tutaj oznacza pracę nad własnym pisaniem, a nie efekt końcowy. Gdyby każdy z nas był gotowy do debiutu, to te teksty nie wisiałyby tutaj, ale leżały na biurku w wydawnictwie.


Zgadzam się z Lirą. Na forum mamy jeszcze możliwość poprawienia błędów w tekście, zmienia paru rzeczy jak np. koloru skóry bohatera. Jeśli książka pójdzie do druku to tylko ona sama może się bronić, na forum wygląda to trochę inaczej ;)

M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Kiedy debiut?

Post#35 » 23 lip 2013, o 20:51

Lira pisze:Pewnie, że nie. Fakt, że ktoś publikuje coś na forum literackim oznacza mniej więcej tyle, że ktoś potrafi poskładać literki i wierzy w siebie na tyle, żeby mieć nadzieję, że nie wszyscy skrytykują go niemiłosiernie. Publikacja tutaj oznacza pracę nad własnym pisaniem, a nie efekt końcowy. Gdyby każdy z nas był gotowy do debiutu, to te teksty nie wisiałyby tutaj, ale leżały na biurku w wydawnictwie.

Dobra, może nie rozumiem tego punktu widzenia, bo nigdy tak naprawdę nie ciągnęło mnie do wydawania czegokolwiek mojego autorstwa w szerokim świecie. Nawet pracę magisterska zastrzegłam ;d. Poza tym najlepiej czuje się w miniaturach, które notabene same w sobie są całością, ale nie są na tyle długie by myśleć o samodzielnym wydaniu. Nawet gdybym napisała powieść (co raczej się nie zdarzy) i na ostatniej stronie zamieściła napis KONIEC, to i tak nie był by to koniec. Zawsze czytając swoje prace myślę o tym, że trzeba by zmienić to czy tamto, a tu może coś dodać itp. Więc nie ma czegoś takiego jak autorski koniec. Wersja, która trafiłaby "na biurko w wydawnictwie" była by co najwyżej, na dany moment, zadowalająca.
"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Ptakuba
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 129

Kiedy debiut?

Post#36 » 23 lip 2013, o 21:51

Giwi pisze:
Ptakuba pisze:Giwi właśnie usprawiedliwiła pisanie beznadziejnego kiczu potrzebami finansowymi. Tym samym przyznała, że pieniądze mogą górować w sztuce nad wartością artystyczną i można tworzyć prozę dla kasy.

Niniejszym ogłaszam koniec Artefaktów. Panie i Merdevsky (bo nie będę do jedynego poza mną faceta na forum mówił "panowie"), można już się rozejść.


To co, mam być do końca moich chwil być biedny autorem, który będzie pisał w szopie swoje kolejne "wielkie dzieła", paląc w piecu drewnem i pisząc w rękawiczkach bo nie stać mnie na ogrzewanie? Nie mogę już wydać czegoś, co znajdzie czytelników i będzie zjadliwe?


Nie. Masz iść do pracy.

Giwi pisze:Naprawdę aż TAK BARDZO przeszkadzają wam książki, które są popularne i badziewne? Mi nie przeszkadzają, może dlatego że ja ich nie czytaj (a jeśli już, to nie daję autorowi zarobić, czytaj wypożyczam).
I wiecie co? Jestem cholerną materialistką, ale jeśli to, co piszę sprawia mi przyjemność i będzie sprawiało mojemu czytelnikowi przyjemność, to co z tego że będzie intelektualną papką i się sprzeda? Nie wszystkie książki muszą mieć intelektualną głębie, ludzie nie dlatego zaczęli opowiadać sobie wzajemnie historie!


Z takim nastawieniem to do kapeli punkowej, a nie do literatury. Dodam, że do słabej kapeli punkowej.

Nie no naprawdę! Muzyka nie musi mieć melodii - ludzie nie dlatego zaczęli rytmicznie bić sobie w uda! Poezja nie musi mieć słów, bo przecież nie od tego ludzie zaczęli wyrażanie swoich emocji!

Takim tropem możemy wszystko zanegować, naprawdę. Powiem ci coś:
Chcesz tworzyć marną sztukę bo sprawia ci to przyjemność? Pisz do szuflady.
Chcesz zarobku? Idź do pracy. Albo załóż jakiś biznes. Albo nie wiem, weź się za hazard. "Money for nothing, chicks for free to iluzja".
Chcesz sławy? Żryj mniej i idź do Top Model.
Chcesz robić sztukę? Oh, znakomicie. W takim razie sięgnij do tej cholernej głębi intelektualnej i wyciągnij z niej choć garść rozrzedzonego mułu. I zacznij się rozwijać, znajdź ambicję, żeby twoje dzieło było jak najlepsze. Artystycznie. Nie komercyjnie.

Giwi pisze:I tak jak chyba Kostucha wspomniała, zawsze mogę pisać pod pseudonimem. I *** wam do tego

Ja to widzę. A pseudonim? Naprawdę nie masz żadnego wewnętrznego poczucia, że zrobiłaś coś żałosnego? Głosik z głębi serca, zwany sumieniem?

Myślałem, że pokazywanie wszystkim wokół stolca, jaki się stworzyło nie przystoi damie. U faceta jeszcze bym zrozumiał chwalenie się wyjątkowo estetyczną bryłą fekaliów, ale żeby kobieta?

Uprasza się o zaprzestanie wycieczek osobistych.
Pierwsze i ostatnie upomnienie.
Wulgaryzm pomniejszony. Czerwień jest wystarczająco widoczna.

Giwi

Kiedy debiut?

Post#37 » 23 lip 2013, o 22:11

Czyli nie powinno się pisać dla mas, bo masy są złe i nieinteligentne. Nie powinno się pisać dla mas, bo jeszcze się broń boże zarobi. Wszystko, co powstało z myślą o masach albo co może się im spodobać od razu jest "chłamem i gównem". Fajnie wiedzieć.

Ogólnie rzecz biorąc, powinnam pisać same podniosłe dzieła, które będą tak inteligentne i tak dobrze napisane, że zrozumie je garstka.
To może tylko tą garstkę osób inteligentnych nauczmy czytać, a reszta niech trafi przed telewizor oglądać Tap Madl.

Co do "fekaliów", o których oczywiście musiałeś wspomnieć (i jeszcze podkreśliłeś czerwoną, dużą czcionką, dzięki!), to żadna ze mnie okrzesana dama. Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, chyba że coś mnie ominęło, więc mogę się wyrażać (tu powinno być niecenzuralne słowo, ale ponieważ szanuję administrację forum, nie będę go pisała dużymi, widocznymi literami) niezbyt kulturalnie. Nie wiem, może przeklinająca kobieta Cię peszy? Jeśli tak, to wystarczy ową damę grzecznie poprosić żeby przestała, a może uwaga!, nawet posłucha jeśli zechce.

Ptakuba
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 129

Kiedy debiut?

Post#38 » 23 lip 2013, o 23:01

Czyli nie powinno się pisać dla mas, bo masy są złe i nieinteligentne.
Tak.
Nie powinno się pisać dla mas, bo jeszcze się broń boże zarobi.
Tak.
Wszystko, co powstało z myślą o masach albo co może się im spodobać od razu jest "chłamem i gównem"
Tak.
. Fajnie wiedzieć.


...

Tak.

Ogólnie rzecz biorąc, powinnam pisać same podniosłe dzieła, które będą tak inteligentne i tak dobrze napisane, że zrozumie je garstka.


Tak...

To może tylko tą garstkę osób inteligentnych nauczmy czytać, a reszta niech trafi przed telewizor oglądać Tap Madl.

Tak!

A jak chodzi o ostatni akapit, to nie, akapit nie o tym. Jedynie "Ja to widzę." było na temat słów, które zakreśliłem na czerwono, które pisałaś z nadzieją, że nikt ich nie zobaczy - i tak zresztą powinno się postępować ze wszystkim co się tworzy z nastawieniem na komercyjny sukces i bez ambicji rozwoju. Zorientować się, że się nie powinno i szybko schować z nadzieją, że nie wyjdzie to na jaw. Reszta moich słów była o tym, że zabawne, jak potrafisz możliwością ukrycia swojej tożsamości usprawiedliwić niecne czyny, do jakich należy tworzenie słabej sztuki.



Koniec rozrywek. Czas przełączyć się w owej internetowej dyskusji na tryb "poważny biznes" i jazda.

Otóż doskonale rozumiem te całe usprawiedliwienia.

Po pierwsze mamy nastawienie na własne wywnętrzanie się i to bezwstydnie - bezpośrednio dla publiki. Czy naprawdę warto? Widzisz, pisząc swój "Świat Aniołów" robię to ze świadomością, że to dla wąskiego grona kumpli interesujących się tym i ewentualnie paru for w internecie. Tu wstawiłem dla poprawek i konstruktywnej krytyki. Nie wyobrażam sobie, żeby ze świadomością banału historii i moich marnych zdolności literackich, traktować to jako coś, co powinny przeczytać wielkie masy, bo to przecież historia dla mnie ważna, którą z poświęceniem ukułem i z mojego punktu widzenia jest piękna. Żeby czytało to mnóstwo ludzi i płaciło za to? Kurde, naprawdę fajna wizja. Jeszcze lepiej żeby na bazie tego zrobili grę, bo w sumie kręci mnie wizja MMORPGa w Eiranie. Ale litości, naprawdę pokazać coś takiego szerokiemu gronu ludzi? Nie... Wstydziłbym się. Bo mam, cholibka, wstyd. Wystarczająco duży, żeby powstrzymać się przed czymś tak żałosnym. Bezwstydność jest mocno promowana w obecnych czasach i pokazałaś, że stoisz po jej stronie ze swoim "będę robić jak mi się podoba bo mam takie prawo", choć miałaś na myśli przeklinanie, opacznie rozumiejąc mój przekaz.

Po drugie pochwała głupoty. Że czymś hołotę trza karmić i to nic złego się zająć tą brudną robotą. Czy serio? Nie gloryfikowałbym. Wystarczająco dużo jest osób zajmujących się tym. Dość mamy ludzi ogłupiających społeczeństwo i czy naprawdę można to usprawiedliwiać w kategoriach "Jakaś kultura masowa musi być więc róbmy jej dużo, może ktoś się zainteresuje dzięki temu tą porządniejszą kulturą"? Myślę, że to nie w tą stronę działa. Raczej to jak najlepsze rzeczy powinno się tworzyć, a nie byleby dotrzeć.

I po trzecie pochwała niemalże zła. Kiczu, tandety. Że dla pieniędzy, pod pseudonimem, że przecież ktoś musi. Od dawna cholernie często (tak naprawdę to nie tak często, ale o wiele, wiele częściej, niż bym sobie tego życzył) mam do czynienia z ludźmi, którzy są dla innych paskudni, źli i usprawiedliwiają to tym, że świat przecież jest okrutny i zły, więc trzeba innych ludzi w ten sposób przygotować do tego i oswajać. Tu z kolei o co chodzi? Że już sama dajesz wyraźnie do zrozumienia, że uważasz ten cały kicz za zły, ale próbujesz go jakoś nieudolnie usprawiedliwić - no bo jakoś trzeba zarabiać (jakby nie można było znaleźć normalnej pracy...), że przecież nie trzeba się kompromitować bo pseudonimy (bo własne sumienie to przeżytek), że ten cały kicz i tak będzie więc jedna zła książka w te czy wewte to bez różnicy, a kaska leci, więc uczynek na plus. Tu już nie mam jak dyskutować. To jest zwykłe negowanie rzeczy, które stoją jako aksjomaty, a mowa o zwykłej moralności. Po prostu rozmowa na tym poziomie staje się abstrakcją.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339
Wiek: 25

Kiedy debiut?

Post#39 » 23 lip 2013, o 23:37

Ptakuba pisze:
Czyli nie powinno się pisać dla mas, bo masy są złe i nieinteligentne.
Tak.
Nie powinno się pisać dla mas, bo jeszcze się broń boże zarobi.
Tak.
Wszystko, co powstało z myślą o masach albo co może się im spodobać od razu jest "chłamem i gównem"
Tak.
. Fajnie wiedzieć.


...

Tak.

Ogólnie rzecz biorąc, powinnam pisać same podniosłe dzieła, które będą tak inteligentne i tak dobrze napisane, że zrozumie je garstka.


Tak...

To może tylko tą garstkę osób inteligentnych nauczmy czytać, a reszta niech trafi przed telewizor oglądać Tap Madl.

Tak!


Cudownie. Nie wiem, czy powinnam przywołać w tym momencie nazizm, czy socjalizm, ale wydaje mi się, że kilku już takich było wcześniej, co mieli podobne pomysły, które opierały się na dzieleniu ludzi na rangi. Powiedz mi, jak byś zdefiniował masy? Może na początek wrzucimy do worka ludzi pracujących fizycznie, potem kobiety, mniejszości narodowe, o, a na koniec podzielmy to według zarobków, co Ty na to? Edukacja tylko dla najbogatszych! Jeżeli uważasz, że część ludzi zasługuje na dostęp do edukacji, a część nie, to są to poglądy wprost ze Średniowiecza, których nie będę akceptować, bo są z gruntu złe. Prawda jest taka, że teraz nie ma już tak wyraźnego podziału społeczeństwa, bo większość ludzi ma dostęp do wykształcenia, więc część z nich korzysta jednocześnie i z dobrodziejstw bardziej wyrafinowanej sztuki i tej popularnej.

Swoją drogą, to powieści pisane przez autorów, którzy piszą dla pieniędzy w niczym nie zagrażają tym, które zostały napisane z myślą o sztuce. Jak niby mogłyby, pogryzą się na półce?! Dzieła naprawdę warte uwagi nie zginą w tłumie, a nawet jeśli, to prędzej, czy później zostaną odnalezione ponownie. Ktoś, kto pisze traktując to jako pracę wyda książkę - nie musisz jej czytać, nie musisz o niej nawet wiedzieć. Ale znajdą się osoby, które przez to sięgną po kolejną książkę, potem po kolejną, aż w końcu skończą z pełną biblioteką. Nie powiesz mi, ze Ty sam zacząłeś od Szekspira. To się po prostu nie zdarza.

Po drugie pochwała głupoty. Że czymś hołotę trza karmić i to nic złego się zająć tą brudną robotą. Czy serio? Nie gloryfikowałbym. Wystarczająco dużo jest osób zajmujących się tym. Dość mamy ludzi ogłupiających społeczeństwo i czy naprawdę można to usprawiedliwiać w kategoriach "Jakaś kultura masowa musi być więc róbmy jej dużo, może ktoś się zainteresuje dzięki temu tą porządniejszą kulturą"? Myślę, że to nie w tą stronę działa. Raczej to jak najlepsze rzeczy powinno się tworzyć, a nie byleby dotrzeć.


C'mon, przeczysz sam sobie. Kultura masowa nie jest zła z definicji.

Najgorsze jest to, że rozumiem o co Ci chodzi i z dobrze przedstawionym argumentem byłabym się w stanie zgodzić. Sama nie popieram pisania dla zarobku i uważam, że ważniejsze są inne wartości. Ale to nie znaczy, że zabraniam tego innym.
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Giwi

Kiedy debiut?

Post#40 » 24 lip 2013, o 01:00

Na razie tak na szybko, może potem zdobędę się na bardziej treściwy komentarz. Zgadzam się z tym co Lira napisała w pierwszym i drugim akapicie.

Ptakuba ty możesz widzieć różnicę między swoim dobrym pisaniem, a swoim pisaniem takim dla siebie i dla przyjaciół. I jeśli ty uważasz, że to co piszesz dla siebie nie jest wystarczająco dobre, to świetnie, nikt nie będzie musiał przez to brnąć. Nie każdy jednakowoż ma takie możliwości. I nie każdy potrafi, i nie każdemu chce się pisać górnolotną literaturę. Niektórzy chcą się dobrze bawić pisząc, jak ty dobrze bawisz się pisząc dla siebie i dla mniejszego grona. Czy to wina pisarzy, że ich pomysły, które nie opierają się na wiedzy małej ilości ludzi, nagle stają się popularne? Przecież żadnej czytelnik o zdrowym rozsądku nie będzie się rozpływał nad czymś, co zostanie źle napisanie jeśli wydawca będzie mu to na siłę wciskał. Nikt nie reklamował Zmierzchu (przynajmniej w Stanach) poprzez bilbordy i reklamy, cała wieść o książce rozeszła się drogą pantoflową, przez internet. Czy to źle, że ktoś czytał Zmierzch i mu się podobał? Czy to źle, że dzięki serii pani Meyer zacznie czytać inne książki o tematyce podobnej (i może z czasem zacznie sięgać po poważniejszą lekturę?)? Czy to źle, że zamiast szlajać się po klubach czytelniczka usiądzie w domu i będzie czytać? Osobiście uważam, że nie.

Musimy też jeszcze określić, czym jest literacki pop. Czy są to gatunki popularne (które popularne wiecznie nie będą)? Czy są to książki, które wyskakują na czytelnika z każdej strony gazet? Bo nawet jeśli coś jest reklamowane, nie oznacza że stanie się popularne.

Jako czytelnik i pisarz chcę nie tylko czerpać przyjemność z pisania, ale z czytania swojej lektury, wiec bądź co bądź powinna być na jakimś poziomie który mi się podoba. Jak spodoba się innym, to wspaniale. Jeśli zachęci czytelników do czytania więcej, to jeszcze lepiej. A że jest o wampirach/wilkołakach/czarownicach? Miałam pomysł, którym mi się spodobał, który zrealizowałam tak jak chciałam, i nie widzę w tym absolutnie nic złego, albo uwłaczającego mojej inteligencji. Nie podoba się gatunek/tematyka/styl pisania? To po co czytasz? Zawsze możesz zajrzeć do swojej Wielkiej Literatury, ale lepiej: sam możesz taką napisać (czego życzę wszystkim). Jak będę miała pomysł, to przecież sama napiszę Wielką Literaturę. Pytanie tylko, czy wydawnictwo ją przyjmie.

Jak chcesz pisać Wielką literaturę, to ją pisz. Ale nie wmawiaj mi, że cała kultura masowa jest zła. Nigdy nie wiesz, co za dwa dni stanie się masówką. Nikt nie podejrzewał, że po Zmierzchu hitem staną się Igrzyska Śmierci, bardzo dobre swoją drogą, brutalne (jak na powieści z gatunku Young Adult), z silną bohaterką która walczy, zamiast być ochraniana i która może być wzorem dla czytelniczek (dobrych wzorów nigdy za wiele). Może za rok nagle na rynek wysypie się tytułów które będą mówiły o syrenach, i ludzie będą je czytać. Dla czystej rozrywki. Czy to źle? Wiecznie narzekamy, że Polacy nie czytają, że nie zaglądają do książek i gazet, więc czy naprawdę fakt, że ludzie czytają coś dla przyjemności jest tak zły? Jeśli nadal uważasz, że tak, to pomyśl o czasach, gdy sam czytałeś książki z wypiekami na twarzy, bo były fajne i interesujące. Czy to uczucie naprawdę było aż tak repulsywne? Jeśli tak, to łał, nie mam nic więcej do dodania.

(Poza tym, jak książki mogą ogłupiać? Co najwyżej mogą tworzyć nierealną rzeczywistość i nierealne oczekiwania, ale żeby od razu ogłupiać?)

Wróć do „O wydawaniu”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość