Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!

Proza i Poezja października - plebiscyt na najlepszy tekst miesiąca

Kiedy debiut?

Jak, co i gdzie wydać. Rynek wydawniczy i wydawnictwa, rozmowy o konkursach literackich i innych.
Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kiedy debiut?

Post#61 » 30 lip 2013, o 16:36

Jeśli masz na myśli osoby, które zamiast rozwijać swój gust literacki, wolą odpocząć po całym dniu pracy, sięgając po coś mało wymagającego umysłowo, to owszem, masz rację, jeśli zaś stwierdzenie tyczyło się ogółu, to tkwisz w błędnym przekonaniu.

Jeśli ktoś odpoczywa przy czymś takim, znaczy, że jest masochistą.

Nie tkwię w błędnym przekonaniu. Ludzie się nie zmieniają, gusta tak, ale nie ogólne poczucie smaku i estetyki. Idiota pozostanie idiotą, mówiąc pokrótce.

Dobry pisarz może zaliczyć wpadkę, tak samo jak każdy inny. Nie wszystko, co stworzy, musi być arcydziełem.


Opcje są dwie: albo nie umiesz czytać ze zrozumieniem, albo jawnie prowokujesz.

Rozumiem, że Brown za każdym razem zalicza wpadkę?

----

Dość.

Piszesz co chcesz, na posty nie odpowiadasz i we własnym świecie kroczysz. Milknę więc, czasu na takie zabawy ni mam.
The words of the prophets are written on the subway walls.

Lira
Wójt gminy Artefakty
Wójt gminy Artefakty
Posty: 1339
Wiek: 25

Kiedy debiut?

Post#62 » 30 lip 2013, o 22:09

Pisanie dla samego siebie jest szlachetne i dobrze widziane wśród idealistów, ale niepraktyczne z punktu widzenia materialnego.

Um, niepraktyczne - być może. Ale czy to znaczy, że nie jest nic warte? Absolutnie nie. Fakt, że ktoś nie kupi sobie za napisaną książkę Lamborghini nie oznacza, że książka nie jest wartościowa.

Kostucha pisze:Ponadto: zapraszam cię do Accountant City Center w Koszalinie już za dwadzieścia lat, a piórem póki co jeszcze innych pomęczę.

Koś, wybacz, ale to nie ma nic wspólnego z tematem. Niestety muszę przyznać Kosteczkowi rację, chwilowo to nie jest dyskusja, a zwyczajne przekrzykiwanie się, kto ma lepsze płuca, a to nie prowadzi do niczego dobrego, ani konstruktywnego. Dyskusji nie prowadzi się po to, żeby wygrać i mieć ostatnie słowo, ale raczej po to, żeby dowiedzieć się czegoś nowego i otworzyć na inny punkt widzenia. Albo może przekonać też do swojego innych.

Był taki pisarzyna, jak mu tam, Gombrowicz, nie wiem, jest szansa, że kojarzysz. Ów pisarzyna walnął kiedyś dziełko, którego się wypierał, bo je dla pieniędzy napisał - Opętanych. Książka według G. nieambitna, napisana dla mas, ale udowadnia, że spod dobrego pisarza pióra złe dzieło nie wyjdzie.

Hm, to ciekawe, nie wiedziałam o tym. I zgadzam się z tym, chociaż oczywiście istnieje pewien odsetek, który odstaje od tej reguły. Niektóre książki są też zwyczajnie gorsze od innych w porównaniu, niekoniecznie złe. Ale generalnie rzecz biorąc ktoś, kto jest dobrym pisarzem ma gust i wie, co nadaje się, a co nie, stąd też wydanie/napisanie czegoś gorszego nie zdarza się często.

Według Kresa (hipooookryyyytaaaa, czytał Kącik Złamanych Piór fantasty, a jest antyfantastą, bu) istnieje szkoła artystów i rzemieślników. Artysta nastawia się na przekaz, rzemieślnik na formę, język. W pierwszym przypadku terminologia jest zła, rzekomego artystę nazwałbym raczej gawędziarzem czy gościem-który-ma-coś-do-powiedzenia. Prawdziwy Artysta łączy obie szkoły.

A, pamiętam ten artykuł, zgadzam się w stu procentach. I w sumie połączenie tych dwóch cech jest najlepszym wyjściem, bo dobra historia potrzebuje oprawy.
Ludzie się nie zmieniają, gusta tak, ale nie ogólne poczucie smaku i estetyki. Idiota pozostanie idiotą, mówiąc pokrótce.

Hm, a jak myślisz: jak się ma do tego wiek? Z tego co wiem, to część bardziej popularnych autorów trafia w ręce młodszych czytelników, którzy potem szukają ambitniejszych tekstów. Po prostu nie zaczynają od razy od ambitnych autorów, bardziej czytają to, co im akurat wpadnie w ręce i przez to się rozwijają. Nie mówię, że zawsze wychodzą poza te pierwsze, ale zdarza się i tak. Mają dobry smak, ale trafiają źle, czy wyrabiają go sobie z czasem?
Hell hath no limits, nor is circumscrib'd in one self place; but where we are is hell,
And where hell is, there must we ever be.

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kiedy debiut?

Post#63 » 30 lip 2013, o 23:40

Hm, a jak myślisz: jak się ma do tego wiek? Z tego co wiem, to część bardziej popularnych autorów trafia w ręce młodszych czytelników, którzy potem szukają ambitniejszych tekstów. Po prostu nie zaczynają od razy od ambitnych autorów, bardziej czytają to, co im akurat wpadnie w ręce i przez to się rozwijają. Nie mówię, że zawsze wychodzą poza te pierwsze, ale zdarza się i tak. Mają dobry smak, ale trafiają źle, czy wyrabiają go sobie z czasem?


W wieku lat 14 przeczytałem, pochłonąłem raczej Zbrodnię i Karę i byłem wpiekłowzięty.

(Zaraz pan(i) X przyjdzie, kopnie mnie w lewy pośladek i pewno stwierdzi, żem snob i mitoman)

Nie czytałem wtedy żadnych książek, bo i w domu nikt nie czytał, więc wyrobionego gustu mieć nie mogłem, nie zajmowały mnie sprawy języka, stylu i bredni tego pokroju, a mimo to proponowana literatura młodzieżowa albo popularna zwyczajnie mnie odrzucały.

Nie wierzę w gust wyrobiony, po prostu wiedziałem na jakich półkach szukać. Zawsze istnieją jakieś wahania, z wiekiem człowiek ciupkę dojrzewa i zaczyna zauważać pewne niuanse, ale fundament raczej pozostaje. Chyba że mówimy o dzieciach-dzieciach; różnica pomiędzy 13 latkiem, a 14 latkiem w intelekcie jest spora, po 14-15 roku życia osiąga się raczej inteligencję właściwą.

Twierdzę, że jeżeli dorosły czyta Greye i Browny, to już pozostanie człekiem czytającym Browny i Greye.
---

Z góry i dołu przepraszam, ale chaos wkradł się w szeregi moich liter, myśli zwłaszcza i popłoch sieje. Czas spać.
The words of the prophets are written on the subway walls.

M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Kiedy debiut?

Post#64 » 31 lip 2013, o 10:54

Kosteczek pisze:Twierdzę, że jeżeli dorosły czyta Greye i Browny, to już pozostanie człekiem czytającym Browny i Greye.
---

NIE. No kurcze, ja miedzy innymi czytuję "Browny i Greye" ale też lubie coś bardziej ambitnego. To że ktoś czytuje popliteraturę nie oznacza, że nie jest zdolny sięgnąć po klasyki i dzieła wybitne. Myślę, że wszystko zależy od samopoczucia i sytuacji. To tak samo jak nie oglądasz dramatu kiedy masz ochotę na komedię. Oczywiście, że sa ludzie, których nie interesuje nic innego jak tylko łatwa literatura, ale twierdzenie, że wszyscy czytający te tytuły sa tacy, to zbyt duże uogólnienie.

Kosteczek pisze:W wieku lat 14 przeczytałem, pochłonąłem raczej Zbrodnię i Karę i byłem wpiekłowzięty.


U mnie Dostojewski leży na półce i się kurzy. Czeka na odpowiedni moment, który kiedyś nadejdzie. Do czytania przekonał mnie natomiast Bułhakow i jego Mistrz i Małgorzata; rosyjscy pisarze maja coś w sobie i do dziś czuje do nich sentyment. Oderwać sie od książki nie mogłam. A podobnie jak u ciebie, nie było w moim domu kultury czytelniczej. Większość z nas na pewno ma tę jedną książkę, która zmieniła nasze podejście do literatury i czytania. O ludziach, którzy czytują sama popliteraturę, wole myśleć jako, o tych którzy jeszcze nie znaleźli "swojej" książki.
"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kiedy debiut?

Post#65 » 31 lip 2013, o 16:23

Generalizacja cechuje idiotów, jak to Blake mawiał, ale bez generalizowania w dyskusjach się nie obędzie.

Nigdzie nie powiedziałem, że wyjątków ni ma. Wszak persona, która ma poczucie smaku, na książki typu pop czasu raczej tracić nie będzie. Jest masa filmów, a zwłaszcza seriali, które zapewnią lepszą rozrywkę niż tandetna książeczyna.
The words of the prophets are written on the subway walls.

M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Kiedy debiut?

Post#66 » 1 sie 2013, o 12:49

Chyba że tak jak ja nie ogląda się telewizji, a seriale raz na tydzien lub dwa jakis odcinek na streamingu, który nie porywa. Wolę książkę, choćby pop, od telewizji. W kinach też trudno coś ciekawego znaleść ostatnio. Mam wyobraźnie, która da mi lepsze efekty specjalne w najbradziej tandetnej książce niż jakikolwiek serial.

"Generalizacja cechuje idiotów, jak to Blake mawiał, ale bez generalizowania w dyskusjach się nie obędzie".
Uważasz się za człowieka o jakiejś tam, większej niż idiota inteligencji a jednak temu zaprzeczasz w powyższym zdaniu. Generalizowanie jest po to żeby móc wyciagnąć jakieś wnioski. Mam jednak wrażenie, że ta dyskusja jest prowadzona wyłącznie dla samej polemiki.
"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kiedy debiut?

Post#67 » 1 sie 2013, o 13:42

Chyba że tak jak ja nie ogląda się telewizji, a seriale raz na tydzien lub dwa jakis odcinek na streamingu, który nie porywa.


Taaak.

Ostatnio se kupiłem sera, zjadłem jeden plasterek i wnet rzygnąłem na klawiaturę. Wniosek? WSZYSTKIE SERY SĄ NIEDOBRE.


Wolę książkę, choćby pop, od telewizji. W kinach też trudno coś ciekawego znaleść ostatnio.


Kto tu mówi o telewizji? Kto każe ci oglądać tylko nowości? Co za głupiutkie podejście. Telewizora na stanie nie posiadam, do kina chadzam z rzadka, bo rzeczywiście nic ciekawego nie leci, ale ostatnie 50 lat dało nam masę filmów przynajmniej dobrych.

Mam wyobraźnie, która da mi lepsze efekty specjalne w najbradziej tandetnej książce niż jakikolwiek serial.


Dobrze że nie jestem wrażliwy, bo już łzy kapałyby mi na tiszerta. Pozostaje więc śmiech. Oscar w kategorii: komedia.
:D :D :D :D :D


Po pierwsze, filmów/seriali nie ogląda się dla efektów specjalnych, raczej dla akcji i rozrywki. Tak jak książek nie czyta się dla samych liter.

Ok, mówisz: nie lubię chińskiego żarła, chociaż nigdy go nie jadłam.

Czytanie książek samo w sobie nie ma żadnej wartości. Wymienię ci 10 seriali, które mają wyższy poziom rozrywkowy, artystyczny nawet, od tandetnej książki. Wyobraźnia, taaak, też ją mam, doskonale zresztą rozwiniętą. I mam jej na tyle, by nie czytać książek płaskich i bezpłciowych jak Anna G.

Ale niektórym wystarcza literatura w stylu: Jan Krawężnik wstał, ogolił się, jest on mężczyzną, jego mama to Bogumiła, on (Jan w sensie) jest wysoki i jest pracujący w oczyszczalni ścieków, gdzie oczyszcza ścieki.

Uważasz się za człowieka o jakiejś tam, większej niż idiota inteligencji a jednak temu zaprzeczasz w powyższym zdaniu.


To zależy w jakim wzroście jest idiota.


Generalizowanie jest po to żeby móc wyciagnąć jakieś wnioski. Mam jednak wrażenie, że ta dyskusja jest prowadzona wyłącznie dla samej polemiki.

Taaak. Dość śmiechu na dziś.
The words of the prophets are written on the subway walls.

M.86
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 103

Kiedy debiut?

Post#68 » 1 sie 2013, o 14:06

Masz zadatki na krytyka. Normalnie potrafisz się przyczepić do każdego słowa.

A tak poza tym, książki czytuję takie na jakie mam ochotę a nie taki jakie akurat sa pod ręką (czyt. jakie sa akurat promowane i najczęściej kupowane). Jeśli chodzi o seriale to nie mam nic przeciewko takowym jednak nawet najlepsze z nich są subiektywnym odzwierciedleniem przekazu według reżysera a ja nie lubie być ograniczana czyjąś wizją. Bo to na co patrzę ma dla mnie wielkie znaczenie.
No ale tu działa subiektywny wybór człowieka. Ja wolę to, ty wolisz coś innego. A ten twój "Smak" nie musi być wcale znormalizowany [znormalizowane to są zasady projektowania i budowy], szczególnie że żyjemy w czasach szerokiego wyboru.

Przepraszam za offtopic.
"Jak się okazuje, moje sny są bardziej realistyczne, niż sądziłem..."

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kiedy debiut?

Post#69 » 1 sie 2013, o 14:38

Jeśli chodzi o seriale to nie mam nic przeciewko takowym jednak nawet najlepsze z nich są subiektywnym odzwierciedleniem przekazu według reżysera a ja nie lubie być ograniczana czyjąś wizją. Bo to na co patrzę ma dla mnie wielkie znaczenie.

Słowem: lubujesz się w książkach nijakich, bo możesz sobie więcej dopowiedzieć. A dla mnie książka ma tylko wtedy wartość, kiedy autor kreśli świat wyrazistymi liniami. Sprawa fundamentalna.

No ale tu działa subiektywny wybór człowieka. Ja wolę to, ty wolisz coś innego. A ten twój "Smak" nie musi być wcale znormalizowany [znormalizowane to są zasady projektowania i budowy], szczególnie że żyjemy w czasach szerokiego wyboru.

Ok. Subiektywnie możesz lubić jeść kupę, ale obiektywnie nie jest ona wcale taka znowuż smaczna. Łapię.

Przepraszam za offtopic.

Też przepraszam za jej offtopic. :morda:
The words of the prophets are written on the subway walls.

Kosteczek
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 429

Kiedy debiut?

Post#70 » 4 sie 2013, o 20:08

Kiedy debiut? Odpowiedź według mnie prosta: wtedy, kiedy przyjdzie na to czas.

Kiedy robić kupę? Wtedy kiedy się zachce.

No nie. Debiutuje się kiedy ktoś chce cię wydać.
Czyli kiedy masz dostęp do klopa.

Nie ma jak dla mnie usprawiedliwienia, że nie było czasu, że brak odpowiednich warunków, że praca, a wiersze i poezja, proza, publicystyka, to bardzo niemiarodajne i niezapewniające pieniędzy czy powodzenia, no i kradnące wiele godzin.

Aż tyle czasu zajmuje wysłanie mejla z tekstem do gazety/wydawnictwa?

Chyba mówisz z lekka o czym innym niż debiutowaniu.

Stąd można wysnuć prosty wniosek: kiedy się coś kocha, uwielbia, kiedy pisanie stanowi dla kogoś pasję, to będzie poświęcał temu czas, co automatycznie przełoży się na warsztat i technikę takiej osoby, więc w konsekwencji na ewentualny sukces.

Na Jezusa, Lucyfera i Posejdona. Na Allaha jeszcze i Buddę, choć ten ostatni bożkiem nie jest.

Co za patos.

Nie oznacza to, że warto poświęcać dnie i noce, dążąc do celu jak czołg, coby go tylko za wszelką cenę osiągnąć - nie.

No warto. Geniusz = predyspozycje wrodzone razy wtopione godziny harówki.

Największą przyjemność powinien, w moim uznaniu, sprawiać sam akt tworzenia, a włożona weń praca powinna sama z siebie zaowocować, a nie być jedynie przedmiotem pustych, pozbawionych przyjemności dążeń. Co więc zrobić, żeby uzyskać upragniony cel? Jak kiedyś czytałem, że ktoś tam usłyszał, że jakiś profesor powiedział, trzeba: pisać, pisać, pisać. No i kochać to :).


Tak jak nie czytam dla przyjemności, tak dla przyjemności nie piszę. W ogóle zdaje się, że tak bezmyślnie pisać, po prostu i dla frajdy, mogą raczej tylko grafomańskie beztalencia. Pisanie to ciężki proces, trzeba myśleć nad każdym zdaniem, wyrazem i przecinkiem.

No i nie raz jeszcze.

To tak jak z babami. Nie trzeba panny XYZ kochać, by zdobyć jej łoniacza. Śpiewałem, malowałem, grałem na pianinie i gitarach maści wszelkiej, były to niewątpliwie pasje, a nie mogłem powiedzieć, że tworzenie sprawiało przyjemność.


(Podmiot nie miał ambicji zlinczować Podmiotu nr 2)
---
The words of the prophets are written on the subway walls.

Wróć do „O wydawaniu”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość