Strona 3 z 3

Napisane… i co dalej?

: 6 sie 2017, o 08:41
autor: andy
Dziękuję wam za odpowiedzi. W prawdzie nie mam zamiaru nic wydawać w najbliższym czasie, ale kto wie. Życie dostarcza tylu niespodzianek :D

Niemniej, moje pytanie zrodziło się z tego, że często wydawca jest określany jak "pan i władca", a tacy bywają zazdrośni.

Drugie pytanie. Post, który wystartował ten temat, mówi o wysłaniu ostatecznej wersji do wydawcy i tyle. A czy nie jest tak, że tradycyjny (nie tam jakieś współfinansowanie) po akceptacji przystępuje do fazy "korekty"? Tz. pracy z autorem nad doszlifowaniem, a czasem nawet przeredagowaniem dzieła?

Napisane… i co dalej?

: 6 sie 2017, o 08:43
autor: Karen
No raczej, że korekta będzie. Chodzi o to, że ostateczna wersja, czyli dopracowana na tyle na ile ty sam umiesz ją dopracować (czy z pomocą znajomych, czytelników, bety - jeśli takową masz).

Napisane… i co dalej?

: 6 sie 2017, o 10:06
autor: Hanna Greń
andy pisze:Drugie pytanie. Post, który wystartował ten temat, mówi o wysłaniu ostatecznej wersji do wydawcy i tyle. A czy nie jest tak, że tradycyjny (nie tam jakieś współfinansowanie) po akceptacji przystępuje do fazy "korekty"? Tz. pracy z autorem nad doszlifowaniem, a czasem nawet przeredagowaniem dzieła?


Pisząc o wersji ostatecznej, miałam na myśli wersję, którą autor uzna za dopracowaną na tyle, że można ją zaprezentować. Po wysłaniu oczywiście dalej należy cyzelować ten tekst. Wiem po sobie, że ile bym nie poprawiała, zawsze po pewnym czasie znajduje coś, co chciałabym zmienić, napisać inaczej.
Na szczęście po podpisaniu umowy wydawca podaje autorowi termin, w którym ten powinien dostarczyć wersję tekstu, znowu określoną jako ostateczna. To jest ta wersja, nad którą będzie pracować redaktor, wprowadzając poprawki i sugerując zmiany.
Po skończeniu redaktor wysyła ją autorami do akceptacji, i tu znowu autor ma szansę, by wprowadzić własne, niesugerowane przez redaktora zmiany. Oczywiście musi odnieść się też do uwag redaktora, akceptując je lub nie.
Potem następuje korekta, w której autor na ogół nie uczestniczy, gdyż nie ma sensu, by musiał akceptować poprawienie literówek czy interpunkcji.
Ostatnim spotkaniem autora z własnym dziełem jest otrzymanie pliku już po składzie, podczas którego często dochodzi do drobnych pomyłek czy literówek. To jest ostatnia szansa dla autora, by jeszcze coś zmienić, następnym etapem bowiem jest już drukowanie książki.
I bardzo dobrze, że ostatnia, bo ciągłe czytanie własnych wypocin wywołuje pod koniec odruch wymiotny. ;))
To tyle szczegółów technicznych. Mam nadzieję, że odrobinę rozjaśniłam temat.

Napisane… i co dalej?

: 6 sie 2017, o 12:51
autor: andy
Dzięki za klaryfikację :)

Napisane… i co dalej?

: 10 sie 2017, o 17:59
autor: Głodzia
szczepantrzeszcz pisze:Popełniłem w życiu jedną książczynę i był to podręcznik w formacie niewiele większym od broszurki.

A cóż to był za podręcznik?

Napisane… i co dalej?

: 10 sie 2017, o 21:12
autor: szczepantrzeszcz
Opis (trochę beletrystyczny :)) ) pewnej aplikacji z czasów przedwindowsowych. Potem wtargnął Microsoft i aplikacja, a z nią moje wypociny, przeszły do lamusa.